Mija kilka godzin, ale Kat wciąż nie ma.
Zastanawiam się, co takiego ważnego chce mi powiedzieć.
Gdy tylko trzeźwieję, biorę prysznic, myję zęby i zajmuję się sprzątaniem jej mieszkania, żeby mieć co robić.
Staram się nie myśleć o Brooksie, ale nie mogę się powstrzymać. Ponownie otwieram e-mail, wpatrując się w zaproszenie na ślub i rejs dla par.
Wtedy dostrzegam swoje nazwisko w niewłaściwym miejscu.
Żołądek mi się wywraca i ledwo docieram do łazienki, zanim wymiotuję.
Później robię coś jeszcze gorszego.
Sprawdzam ją w Google.
Jego narzeczona jest modelką. Idealna. Piękna. Wszystko, czym ja nie jestem.
Oczywiście, że zostawił mnie dla kogoś takiego.
Piję wodę litrami, po raz pierwszy faktycznie stosując się do rady Kat, kiedy ona w końcu wchodzi.
Marszczy nos, rozglądając się wokół, ale gdy jej wzrok pada na mnie, tylko wzdycha i posyła mi słaby, smutny uśmiech.
– Myślałam, że będziesz w gorszym stanie – mówi, siadając obok mnie na kanapie.
Opieram głowę na jej ramieniu i unoszę butelkę wody. – Gdybym sama się nie ogarnęła, ty byś to zrobiła za mnie. Nauczyłam się wybierać swoje bitwy.
– I słusznie. – Pociąga mnie lekko za włosy. – Chcesz wyjść na kolację? Obok mojego biura otworzyli nową tajską knajpę. Podobno mają świetne jedzenie.
Mrużę na nią oczy. – Nienawidzisz tajskiego jedzenia. O co chodzi?
Śmieje się i przez sekundę zapominam, jak nędznie się czuję. Jest piękna i to tak bez wysiłku. Gdybym bardziej przypominała ją albo jego nową narzeczoną, może Brooks wciąż by mnie kochał.
Kat szybko poważnieje. – Dobra, przejrzałaś mnie. Po prostu... nie wiedziałam, jak to powiedzieć. – Waha się, po czym patrzy mi prosto w oczy. – Brooks to kawał dupka, Ade. Nigdy na ciebie nie zasługiwał.
Wypuszczam gorzki śmiech. – Już to mówiłaś.
– I mówiłam to szczerze. Pamiętasz, jak dostał się do ligi i w zasadzie zmusił cię, żebyś przeprowadziła się z nim do Chicago?
Kręcę głową. – To nie tak było.
– Ależ właśnie tak – upiera się. – Kupił ci tę piekarnię tylko dlatego, że myślał, że trafi do Nowego Jorku. Pamiętasz nasz plan? Gdyby tak się nie stało, miałyśmy tu razem wynająć mieszkanie. A kiedy powiedziałaś mu, że zostajesz ze mną, wpadł w furię.
Przewracam oczami. – Nie wpadał w furię. Był zraniony.
Kat parska. – Tak? Więc musiał zranić też ciebie? Ade, ty nawet nie chciałaś się przeprowadzać. Trzymał cię zamkniętą w swoim mieszkaniu, żeby mieć na ciebie oko. Widziałam cię dwa razy w roku i to tylko wtedy, gdy Chicago grało z Nowym Jorkiem.
– To nie jego wina. Nie chciałam odchodzić. Nie chciałam pracy. Pasowało mi poleganie na nim...
– I to, że mnie w ogóle nie widywałaś? To też ci pasowało? – Jej głos się łamie, ale szybko to maskuje.
Otwieram usta, by coś powiedzieć, cokolwiek, ale ona mi przerywa.
– Nie o to chodzi. Chodzi o to, że od momentu, gdy prawie cię nie widywałam, przeszłam do posiadania cię obok siebie codziennie. Kiedy powiedziałam, że możesz zostać tak długo, jak chcesz, mówiłam poważnie, Ade. Lubię cię tu mieć.
Jej słowa uderzają mnie mocniej, niż się spodziewałam. Kiedy ostatnio ktoś naprawdę powiedział, że chce, bym była w pobliżu?
Brooks nigdy tego nie zrobił. Tolerował mnie, owszem. Ale nigdy mnie nie pragnął.
Kat bierze mnie za ręce, lekko je ściskając. – Trochę cię urabiam przed czymś, co cię wkurzy.
– Co...
– Wiedziałam, że Brooks się żeni. – Wyrzuca to z siebie szybko, jakby zrywała plaster. – Dowiedziałam się miesiąc temu. Dosłownie na tym polega moja praca, żeby wiedzieć takie rzeczy. Ale ty już i tak byłaś w rozsypce i wiedziałam, że jeśli się dowiesz, zrobisz coś tak cholernie głupiego, jak błaganie go o powrót.
Sztywnieję. Wiedziała.
Ma rację, oczywiście. Ale gdyby mi powiedziała, mogłabym to zatrzymać. Mogłabym sprawić, żeby do mnie wrócił.
To jej wina.
– To nie była twoja decyzja. – Mój głos drży z gniewu.
Potakuje. – Masz rację. Nie była. I przepraszam, Ade. Ale musisz zrozumieć, że jeśli odszedł i tak szybko znalazł kogoś innego, to nigdy nie miał zamiaru wracać.
– Nie wiesz tego! – Szarpię rękami, ale ona nie puszcza. – Puść mnie, Katya.
Kręci głową. – Nie. Bo to nawet nie jest ta rzecz, która cię rozzłości.
Przestaję się wyrywać.
Jest coś jeszcze?
– Co ty wygadujesz, Katya?
Ignoruje moje spojrzenie i kontynuuje. – On nie wróci, Adeline. Nie widziałaś ich wspólnych zdjęć ani nie słyszałaś, jak o niej mówi w wywiadach.
Myślałam, że najgorszy ból poczułam, gdy Brooks mnie zostawił. Tak bardzo się myliłam.
Bo to? To sprawia wrażenie, jakby moje serce się zapadało.
Ale nie płaczę. Nie potrafię.
– Dlaczego mi to mówisz, Kat? – mój głos jest ledwie szeptem. Spuszczam głowę. Nie mogę nawet na nią spojrzeć. Jest mi zbyt wstyd.
Ściska moje dłonie. – Bo jesteś warta o wiele więcej niż ten dupek, do którego byłaś przykuta przez dziesięć lat. A jeśli w to nie wierzysz, to uwierz w to: nigdy, przenigdy cię nie okłamię, Adeline. Nawet jeśli czasem ukrywam prawdę dla twojego dobra.
Wypuszcza gwałtownie powietrze. – Pamiętasz, jak opowiadałam ci o mojej strategii PR-owej dla tego idioty z mojego klubu?
Skinęłam powoli głową. Pamiętam. Tylko nie wiem, dlaczego teraz o tym wspomina.
– Idzie świetnie. Jego wizerunek rośnie, ale musimy to utrzymać. Wiesz, jak mówiłam, że powinien zacząć spotykać się z jakąś ładną dziewczyną, żeby wyglądał na przyszłego ojca rodziny?
Tym razem nie potakuję. Nienawidzę tego, do czego to zmierza.
Katya waha się, po czym uśmiecha się aż nazbyt radośnie. – W skali od jeden do dupy Hadesa, jak bardzo byłabyś wściekła, gdybym powiedziała, że do tej roli zarekomendowałam ciebie?
















