Kiedy po raz pierwszy wprowadziłam się do mieszkania Katyi, uderzyły mnie dwie myśli.
Po pierwsze: Katya była tak samo wymagająca jak na studiach. Wszystko w jej lokum krzyczało luksusem. Wysokiej klasy meble, markowe dekoracje, rodzaj idealnie zaaranżowanej przestrzeni, która sprawiała, że człowiek zastanawiał się, czy ludzie naprawdę tu mieszkają. Cieszyłam się, że ma pracę, która pozwala jej utrzymać taki styl życia.
Po drugie: mieszkanie Katyi było najwygodniejszym miejscem na świecie, by czuć się jak gówno.
Choć urządziła pokój gościnny specjalnie dla mnie, większość swoich najgorszych nocy spędzałam na jej kanapie, owinięta w przesadnie drogi koc, pijąc wino prosto z butelki.
I teraz, gdy wpatruję się w powiadomienie na telefonie, dokładnie wiem, co muszę zrobić.
Idę do kuchni Katyi, chwytam butelkę czerwonego wina – jakiejś drogiej marki, której nie rozpoznaję – i padam na kanapę. Wyciągam korek i biorę długi łyk, zanim odważę się ponownie spojrzeć na telefon.
Przez miesiące tego pragnęłam. Modliłam się, żeby się odezwał. Teraz to ostatnia rzecz, jakiej potrzebuję.
Uspokój się, Adeline. To pewnie tylko próba domknięcia spraw czy coś w tym rodzaju.
To niemożliwe, żeby jedna wiadomość mogła cokolwiek zmienić.
Stukam w powiadomienie. Żołądek mi się wykręca, gdy uświadamiam sobie, że nigdy nie zmieniłam tego, jak zapisałam jego imię.
Kochanie
Kochanie
Kochanie
Kochanie
Kochanie
Wpatruję się w ekran, serce mi wali.
Brooks się ŻENI?!
Wychylam wino w tempie, od którego kręci mi się w głowie.
Miesięczny rejs? Rejs tylko dla par?
Biorę kolejny duży łyk wina.
Spośród wszystkich sposobów i powodów, dla których wyobrażałam sobie, że Brooks się do mnie odezwie, ten nigdy nie przyszedł mi do głowy.
Jestem w połowie butelki, kiedy w końcu napływają łzy.
Dziesięć lat.
Byliśmy razem całą dekadę. I przez ten cały czas nigdy nie byłam dla niego wystarczająca. Nigdy nie byłam kimś, kogo uważałby za wartą małżeństwa.
Ale w zaledwie siedem miesięcy znalazł sobie pannę młodą. Kogoś, kogo uwielbia.
Kogoś, z kim z radością planuje ślub, podczas gdy ja musiałam błagać, żeby w ogóle był obecny przy planowaniu naszego.
Organizują miesięczny rejs, by świętować swoją miłość, zanim jeszcze wezmą ślub.
Nigdy nie prosiłam o nic tak wystawnego. Chciałam tylko jego uwagi. Jego miłości.
Zaczęliśmy chodzić ze sobą, gdy mieliśmy czternaście lat. Każdy dorosły wokół nas mówił, że to nie przetrwa, że jesteśmy za młodzi, by wiedzieć cokolwiek o miłości. Jedyną osobą, która w nas wierzyła, był mój brat.
Nawet myśl o nim sprawia, że płaczę jeszcze mocniej, więc odpycham ją od siebie. Pewnego dnia będę musiała otworzyć tę puszkę Pandory – odwlekałam to już siedem lat – ale to nie jest ten dzień.
Brooks i ja pokonaliśmy przeciwności. Przeszliśmy razem przez liceum, potem studia. Jego koledzy z drużyny nazywali mnie panią Sinclair.
Wszyscy wokół widzieli, że gramy w tę grę na długi dystans. Wszyscy poza Brooksem, osobą, która miała grać po mojej stronie boiska.
Jedyną osobą, na której mi naprawdę zależało.
Nigdy nawet nie dbałam o zmianę nazwiska czy noszenie jego pierścionka na palcu, chciałam po prostu być jego. Na zawsze.
Kat powiedziała kiedyś, że jedynym powodem, dla którego tak bardzo chciałam wyjść za niego, był fakt, że wszyscy inni tego oczekiwali.
Może miała rację.
Kat zawsze ma rację.
Ta myśl uderza mnie dokładnie w momencie, gdy uświadamiam sobie, że jestem wstawiona. Butelki wina nigdzie nie widać, a w próbie jej zlokalizowania kończę, staczając się z kanapy na podłogę.
Jęcząc, po omacku szukam telefonu, moje ręce są niezdarne i drżące. Katya. Ona będzie wiedzieć, co zrobić. Zawsze wie.
Telefon ledwie dzwoni, gdy ona odbiera, jej głos jest ciepły i opanowany, jak lina ratunkowa. – Hej, skarbie. Czy to nie trochę za wcześnie na kontrolę samopoczucia?
– Brooks się żeni. – Mój głos wychodzi jako żałosne beknięcie, gdy próbuję odkleić się od podłogi.
Mrugam nieprzytomnie, rozglądając się po pokoju. Gdzie, do cholery, podziała się kanapa?
Wciąż szukam kanapy, kiedy—
ŁUP!
Uderzam palcem u nogi w stolik kawowy Katyi.
– Kurwa! – przeklinam głośno, chwytając się za stopę, jakby miała mi odpaść. Ból jest ostry, ale mój pijany mózg rejestruje go o sekundę za późno.
W próbie odzyskania równowagi całkowicie źle obliczam ruch i padam do tyłu—
Prosto na kanapę, której szukałam.
Patrzę na nią podejrzliwie. Przysięgam, że przed chwilą jej tu nie było.
Będę musiała powiedzieć Kat, że jej kanapa od czasu do czasu znika.
– Co?! – Kat praktycznie krzyczy do słuchawki. Słyszę stłumione głosy w tle, zanim ścisza głos. – Przepraszam, jestem w pracy, ale czy dobrze usłyszałam?
– Dobrze! – ogłaszam dramatycznie. – Przysłał mi zaproszenie na ślub. I miesięczny rejs tylko dla par przed ślubem, Kat! Skoro ewidentnie nie potrafię pójść naprzód, będziesz musiała być moją osobą towarzyszączącą.
Chichoczę jak szalona, po czym nagle przestaję.
Czekaj. Z czego ja się śmiałam?
– Kat? – mrużę oczy, patrząc na telefon. – Wciąż tam jesteś?
Jej głos łagodnieje w sposób, który sprawia, że żołądek mi się wykręca. – Tak, jestem. Po prostu... nie ruszaj się stamtąd, okej? Wrócę z pracy, zanim się obejrzysz. I przestań pić moje wino, skarbie, to gówno jest drogie.
Przerywa. Na tyle długo, bym mogła usłyszeć ciężar w jej milczeniu.
– I, Ade... myślę, że mam ci coś ważnego do powiedzenia.
Potem połączenie się kończy.
















