Udawany związek z idolem mojego byłego

Udawany związek z idolem mojego byłego

Autor: Marco Berger

7
Autor: Marco Berger
6 cze 2026
Restauracja jest mniejsza i bardziej kameralna, niż się spodziewałam. Ledwie weszłyśmy, a Katia już odprawia kelnerkę machnięciem ręki, mówiąc, że wciąż na kogoś czekamy. Staram się nie myśleć o tym, kiedy ostatni raz byłam w restauracji – siedem miesięcy temu. To był najbardziej upokarzający i bolesny dzień w moim życiu. Za każdym razem, gdy Katia próbowała mnie potem gdzieś wyciągnąć, natychmiast odmawiałam. Musiała coś podejrzewać, ale nigdy nie naciskała. To znaczyło dla mnie więcej, niż prawdopodobnie sobie uświadamiała. – Mogłabyś przynajmniej spróbować nie wyglądać tak, jakbyś miała się zaraz zesrać – mruczy Katia, biorąc łyk wody. Wygląda oszałamiająco, jak zawsze. Mój żołądek ściska się tak, jak zawsze w jej towarzystwie – zazdrość ciasno oplata moje wnętrzności – ale odpycham to uczucie. – To tylko Reid – mówi swobodnym tonem. – Naprawdę, on jest ostatnią osobą, przy której powinnaś się denerwować. Prędzej powinnaś się martwić, że będzie próbował dobrać ci się do majtek. Prycham, ale żart nie poprawia mi nastroju. Bo teraz mój żołądek ściska się z zupełnie innego powodu. To głupie. Ale może nagły ślub Brooksa namieszał mi w głowie, bo słowa wymykają się z moich ust, zanim zdążę je powstrzymać. – Czy powinnam się martwić, że będzie to robił też z innymi? Albo z tobą? Niczym ogar na tropie, a może po prostu jak ktoś, kto zna mnie lepiej niż ja sama, Katia wychwytuje pytanie, którego nie zadałam. Patrzy na mnie przez sekundę, po czym wybucha śmiechem. Śmieje się tak bardzo, że zaczyna kaszleć i muszę poklepać ją po plecach. Kiedy w końcu przestaje, rzuca okiem na moją twarz i przeprasza, ale mleko już się rozlało. Moje policzki płoną z upokorzenia. Mój Boże. Nie wierzę, że stałam się takim... kłębkiem niepewności. Zazdrosna o własną najlepszą przyjaciółkę. Co z tobą nie tak, Adeline? Jej oczy wciąż błyszczą rozbawieniem, gdy klepie mnie po ramieniu. – Powiedziałam, że jest ciacho, mała. Ale nie tknęłabym go nawet kijem przez szmatę. Jest cały twój. Naprawdę. Jęczę i chowam twarz w dłoniach. Ona znów się śmieje, ale tym razem brzmi to łagodniej. Sama w siebie nie wierzę. Tyle emocji z powodu faceta, którego nawet nie poznałam? Zazwyczaj duszę w sobie tę zazdrosną, niepewną część siebie, zwłaszcza przy Katii. Ona zawsze była tą idealną bez żadnego wysiłku, a ja zawsze byłam... cóż, sobą. Ale ostatnio wszystko wydaje się zbyt przytłaczające. Może stałam się zbyt przewrażliwiona. No ale, kurde, Adeline. Kiedy w końcu zdobywam się na odwagę, by znów na nią spojrzeć, widzę na jej twarzy powagę. – Przepraszam – mruczę. I mówię to szczerze. Ona jednak tylko wzrusza ramionami. – Nie masz za co przepraszać. Wtedy wibruje jej telefon. Zerka na ekran, a jej uśmiech staje się szeroki. – Są! Są? Drzwi restauracji otwierają się i wiem – po prostu to wiem – że to on. Reid wchodzi tak, jakby to miejsce należało do niego. Nie w arogancki sposób, po prostu... jakby pasował wszędzie. Wysoki, barczysty i promienny w ten bezpretensjonalnie czarujący sposób „chłopaka z sąsiedztwa”. Jego blond włosy są lekko zwichrzone, jakby właśnie przeczesał je dłonią przed wejściem, a gdy jego jasnoniebieskie oczy spoczywają na mnie, jego uśmiech drga na ułamek sekundy, ukazując parę dołeczków, od których moje serce gubi rytm, po czym zastyga w czymś ciepłym. Jest przystojny. Naprawdę, niesamowicie przystojny. I to nie w ten arogancki czy pretensjonalny sposób co Brooks, ale raczej jak „złoty chłopiec”, który ma cały charyzmat świata w zasięgu ręki. Jego urok jest tak oczywisty, że trudno od niego oderwać wzrok. A może to po prostu sposób, w jaki się porusza. Cóż, myślałam, że Katia sobie ze mnie stroi żarty, mówiąc, że chodziliśmy razem na studia. Jego aura jest tak oślepiająca i znajoma, że wiem, iż mówiła prawdę. – Hej – mówi, wsuwając się na krzesło naprzeciwko mnie, jakbyśmy robili to już setki razy. – Adeline, prawda? Potakuję, nagle nadmiernie świadoma tego, jak siedzę, jak moje dłonie spoczywają na stole i jak on na mnie patrzy. Zanim zdążę cokolwiek powiedzieć, jego kolega opada na krzesło obok niego z dramatycznym westchnieniem. – No, no, wow – mówi facet, mrugając do mnie. – Nikt mi nie powiedział, że jemy dziś kolację z boginią. Czuję się skrajnie niestosownie ubrany. Katia prycha. – Adeline, poznaj Garry'ego, średnio kompetentnego bramkarza z Nowego Jorku. Garry, ta grecka bogini obok mnie to moja najlepsza przyjaciółka, Adeline. – Udaję, że tego nie słyszałem, Kitty Kat. – Katii drga powieka. Garry odrywa od niej wzrok i zwraca się do mnie. – Po prostu Garry – poprawia, posyłając mi uśmiech. – I ustalmy to sobie od razu: ja jestem tym zabawnym, Reid to złoty chłopiec, a Katia, jak zakładam, to wcielony chaos. – Oczywiście – odpowiada gładko Katia. Reid kręci głową, ale jego uwaga wciąż skupiona jest na mnie. – Przepraszam za niego – mówi ściszonym głosem, tylko do mnie. – On już tak ma. Zerkam na Garry'ego, który właśnie studiuje menu, jakby go osobiście obraziło. – Poradzę sobie – mówię, czym sama siebie zaskakuję. Uśmiech Reida pogłębia się, jakby ta odpowiedź mu się spodobała. – A to jest Reid, ale pewnie już się domyśliłaś. – Uśmiech Katii mówi mi, że nie zapomniała o naszej wcześniejszej rozmowie, a ja zapadam się głębiej w krzesło. – Domyśliłam się. Miło cię poznać – mówię zgodnie z prawdą, patrząc na Reida. Jestem z siebie dumna, że nie utonęłam w tych jego oczach. Obok nas Garry i Katia prychają. Reid patrzy na mnie, jakbym powiedziała coś dziwnego, ale puszcza to w niepamięć i posyła mi olśniewający uśmiech. Dech mi zapiera – najwyraźniej tracę mowę, gdy te dołeczki są tak blisko. – Zakładam, że słyszałaś o mnie same najgorsze rzeczy. Już mam zamiar zaprzeczyć – bo to nie do końca prawda – ale Katia mruczy pod nosem: – To naturalne. – Unoszę brew w jej stronę; widać, że ma o nim wysokie mniemanie. – No więc – mówi Garry, zatrzaskując menu i nachylając się do przodu. – Jak to robimy? Pieczętujemy ten udawany związek dramatycznym trzymaniem się za ręce? Może jakieś lekkie pocałunki w czoło dla wprawy? Krztuszę się. Co? Reid jęczy, pocierając twarz dłonią. Rozumiem, że dla nich to norma. – Na miłość boską... Garry, zamknij się. Garry go ignoruje. – Mówię tylko, że skoro wchodzimy w ten teatrzyk, to na całego. Publiczne okazywanie uczuć, czułe słówka... o! Reid jest naprawdę dobry w byciu „opiekuńczym chłopakiem”, powinnaś pozwolić mu na ten numer z ręką na ramieniu... – Zaraz cię stąd wyrzucę – grozi Reid, ale to głównie zniecierpliwienie, nie prawdziwa złość. Garry szczerzy się, wyraźnie niewzruszony. – Dobra rada: on świetnie udaje. Absolutnie najwyższa liga jako materiał na chłopaka. Będzie ci nawet pisał „dzień dobry”, jakby naprawdę tak myślał. Przechylam głowę. – Czy powinnam to odebrać jako ostrzeżenie? W stylu: „najbardziej skłonny do rozkochania i złamania mi serca”? Reid mówi „Nie” w tym samym momencie, w którym Garry mówi „Zdecydowanie”, a spojrzenie, jakie Reid mu posyła, jest tak intensywne, że Garry podnosi ręce w geście poddania. – Dobra, dobra, będę grzeczny. Na razie. – Potem odwraca się do mnie z błyskiem w oku. – Więc, Adeline, co ty z tego masz? Bo Reid zgarnia mnóstwo punktów za to, że pokazują go z tobą, a ja chcę mieć pewność, że to uczciwa wymiana. Mrugam. – Ee... Katia, zdrajczyni, tylko popija wodę, jakby to była najlepsza rozrywka, jaką miała od tygodni. Reid jednak nie spuszcza ze mnie wzroku. – Nie musimy o tym teraz rozmawiać – mówi cicho, ale stanowczo. – Bez presji. I choć to wszystko jest niedorzeczne, choć ledwie go znam, czuję, jak wypuszczam powietrze z płuc. Bo coś w sposobie, w jaki to mówi, sprawia, że mu wierzę. Ale oczywiście Katia przebija ten balonik. – Właściwie to przypieczętujemy to prawnie. – Wyciąga dwa spięte arkusze papieru i przesuwa je po stole. – Staraliśmy się, żeby kontrakt był jak najprostszy, ale przedstawię wam najważniejsze punkty. Reid i ja wymieniamy spojrzenia, zanim bierzemy dokumenty do rąk. – Ślub i rejs Brooksa Sinclaira będą wydarzeniem o ogromnym zasięgu medialnym – kontynuuje Katia. Nie mówi „ślub twojego byłego” i choć to doceniam, wcale nie łagodzi to ciosu. Reid był kolegą z drużyny Brooksa – oczywiście, że wie, iż ze sobą chodziliśmy. I po tym, jak na mnie patrzy, wnioskuję, że wie dokładnie, jak to się skończyło. – Publiczne okazywanie uczuć nie jest wymagane, ale wysoce zalecane. Im bardziej przekonująco, tym lepiej. Na samym rejsie nie będzie mediów, ale sprawienie, by wszyscy goście uwierzyli, że świata poza sobą nie widzicie? To duży plus. – Zawiesza głos. – Układ trwa rok, ale może zakończyć się wcześniej, jeśli oboje dostaniecie to, czego potrzebujecie. Reid pojawia się na rejsie z przepiękną dziewczyną... – Ach, dziękuję – mruczę. Katia uśmiecha się półgębkiem. – ...a Adeline sprawia, że on wygląda na zrozpaczonego łamacza serc. W sam raz, by opinia publiczna stanęła po jego stronie. Unoszę brew, patrząc na Reida. – Zrozpaczony łamacz serc, co? On uśmiecha się, bez wysiłku czarując. – Tragiczne, nieprawdaż? Katia klaszcze w dłonie. – Po rejsie macie podtrzymywać pozory szczęśliwej pary do wygaśnięcia kontraktu. Podpiszecie też NDA, co oznacza zakaz wyjawiania szczegółów komukolwiek spoza niezbędnego zespołu logistycznego. Jakieś pytania? Oboje kręcimy głowami. – Świetnie! – Promienieje. – Oddajcie mi podpisany kontrakt kiedykolwiek, a ja zacznę opracowywać wasze grafiki. Grafiki? Reid i ja przebiegamy wzrokiem po kontrakcie. Jest krótki i konkretny – żadnych luk, żadnego drobnego druku. Po prostu udawany związek z datą ważności. Podpisujemy i oddajemy papiery Katii. Ona je chowa, po czym szczerzy się do nas. – Gratulacje, gołąbeczki. Oficjalnie ze sobą chodzicie!

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

7 – Udawany związek z idolem mojego byłego | Czytaj powieści online na beletrystyka