Wyrzucona: Sekretna córka miliardera

Wyrzucona: Sekretna córka miliardera

Autor: Scarlett Russell

Rozdział 5 Rzut barkiem
Autor: Scarlett Russell
5 cze 2026
Nie było powodu, dla którego Vespera miałaby odrzucić tak hojną ofertę. „Dobrze” – powiedziała spokojnie. „W takim razie zrobię co w mojej mocy”. Widząc jej zgodę, Kaelen natychmiast wypisał czek i podał jej go. „5 milionów dolarów z góry, doktorze Larkin. Proszę przyjąć”. Vespera uśmiechnęła się lekko: „W takim razie chętnie przyjmę”. Jej uśmiech był jasny i pewny siebie. Kaelen poczuł, że kąciki jego ust unoszą się niemal mimowolnie. Nie była tylko piękna – było w niej coś intrygującego. Słyszał, że była wydziedziczoną przybraną córką rodziny Larkinów, co tylko potęgowało jego ciekawość. Zauważywszy ciężar jego spojrzenia, Vespera instynktownie odwróciła wzrok i wróciła do łóżka Zorana. Zaczęła przeglądać raporty, które zostawił Aris. Powiedziała: „Z samymi tymi wynikami badań operacja nie jest jeszcze możliwa. Zlecam później jeszcze kilka skanów. Ten lek – niech go zażyje dzisiaj wieczorem. „Uśmierzy ból i pomoże ustabilizować jego stan przed operacją. Na ten moment jego organizm jest zbyt słaby. Najwcześniej możemy operować jutro”. Jej głos był spokojny i opanowany, ton pewny. Mimo młodości niosła ze sobą profesjonalizm weterana medycyny – była znacznie bardziej doświadczona niż większość tak zwanych ekspertów. Kaelen przyłapał się na nieświadomym potakiwaniu. „Zrozumiałem”. Stojący w pobliżu Ryker rzucił szybkie spojrzenie na swojego szefa. To było coś nowego. Kaelen, człowiek, który rządził światem biznesu zimną, sceptyczną ręką, nigdy nikomu tak łatwo nie ufał. A jednak tutaj zgadzał się bez cienia wątpliwości. Obecność tej młodej kobiety była czymś niezwykłym. Po udzieleniu jeszcze kilku instrukcji Vespera dodała: „To na razie wszystko. Operowałam już wcześniej w Centrum Medycznym Dravos, ale ostatnim razem Cyrus załatwił za mnie wszystkie formalności jako dla zewnętrznego konsultanta. „Panie Thorne, będę tu jutro wcześnie rano. Proszę upewnić się, że wszystko jest odpowiednio przygotowane – nie chcę, by ktokolwiek ingerował w moją operację”. Usta Kaelena wygięły się lekko. Wiedział dokładnie, o kim mówiła. „Proszę uznać to za załatwione”. Gdy się uśmiechał, twarde rysy jego twarzy łagodniały. Zazwyczaj jego ostre cechy emanowały dominacją i cichym zagrożeniem. Ale ten blady uśmiech dodawał mu naturalnego uroku, który czynił go niemal zniewalająco przystojnym. Vespera nie mogła oprzeć się myśli, że jest on najbardziej uderzającym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek spotkała. Mimo to szybko odzyskała rezon, sprawdziła zegarek i powiedziała rzeczowo: „Naprawdę muszę już iść. Ktoś czeka na mnie w domu. Do zobaczenia jutro, panie Thorne. W razie jakiejkolwiek nagłej sytuacji, proszę dzwonić o każdej porze”. Wręczyła mu wizytówkę i wyszła. Kaelen spojrzał na kartkę, a jego usta wygięły się w nieodgadnionym uśmiechu. Cyrus jednak nie zamierzał przepuścić takiej okazji. „Kaelenie, nawet nie waż się przystawiać do niej” – drażnił się. „Mam plany, by poznać ją z moim wnukiem, gdy tylko wyjdę ze szpitala. Trzymaj się od niej z daleka”. Zaledwie co odzyskał siły, a już planował wyswatać ją ze swoim wnukiem i upewnić się, że się spotkają; za nic nie pozwoliłby, by ktokolwiek inny ją mu sprzątnął sprzed nosa. Kaelen nie odpowiedział. Tylko uśmiechnął się słabo i powiedział zamiast tego: „Cyrusie, dziękuję. Gdyby nie ty, mój dziadek by dzisiaj nie przeżył”. Cyrus wyszczerzył zęby z dumą: „Jasna cholera, masz rację. Gdyby ci bezużyteczni lekarze go operowali, Zoran nie zszedłby nawet z ringu”. Potem odwrócił się do Zorana z zachomikowanym śmiechem. „Wygląda na to, że Bóg chce cię dzisiaj przy życiu, stary. Masz szczęście”. Zoran wywrócił oczami. „Za dużo gadasz. Idź już stąd”. Dwaj staruszkowie przekomarzali się jak uczniowie, a Kaelen pokręcił głową z rozbawieniem, po czym wydał Rykerowi dyskretne polecenie. „Dowiedz się wszystkiego, co możesz o Vesperze”. „Skoro została wyrzucona z rodziny Larkinów, to kto właściwie czeka na nią w domu?” – zastanawiał się. Ta myśl nie dawała mu spokoju. Instynkt mu podpowiadał, że Vespera nie jest zwyczajną osobą. „Tak jest, panie”. Ryker skinął głową i natychmiast wyszedł. ***** Na dole Vespera zjechała windą do lobby. Myślała, że w końcu będzie mogła odejść w spokoju, ale przy wyjściu czekał na nią Aris. W momencie, gdy ją zobaczył, rzucił się do przodu, a jego głos drżał z wściekłości. „Vespero, zrujnowałaś mi wszystko. Zapłacisz mi za to”. Aris myślał tylko o tym, jak jego szansa na zdobycie sławy została mu odebrana. Ignorując otoczenie, rzucił się w jej stronę, podnosząc rękę, by chwycić ją za włosy. Zanim jednak jego palce musnęły choćby kosmyk, Vespera się poruszyła. Jednym płynnym ruchem chwyciła go za nadgarstek, obróciła się na stopie i posłała go czystym rzutem przez ramię. Uderzył o ziemię z potężnym łoskotem. Aris wydał z siebie dławiony krzyk. Uderzenie posłało przez jego plecy tak silny ból, że pomyślał, iż jego organy mogą zaraz pęknąć. Zwinięty na podłodze, wykrztusił między jękami: „Vespero, co do diabła... Ty potrafisz walczyć? Od kiedy znasz sztuki walki?” „Próbujesz ze mną pogrywać?” Vespera otrzepała ręce z kurzu i spojrzała na Arisa, jakby był niczym więcej niż śmieciem. „Kiedy jeszcze byłam u Larkinów, myślałam, że jesteśmy rodziną, więc trochę się hamowałam. Ale teraz, gdy wiem, że nie jesteśmy – czy naprawdę myślisz, że nadal będę dla ciebie miła?” – dodała. Mówiąc to, nadepnęła mocno na jego klatkę piersiową. Ucisk sprawił, że twarz Arisa stała się purpurowa. „P-puść mnie” – zakrztusił się. Vespera nie odpuszczała. Pochyliła się nawet lekko, a jej ton ociekał drwiną. „Idź powiedz swoim rodzicom. Wszystko, co dostawali ode mnie przez te lata za darmo, odbiorę im z powrotem, kawałek po kawałku. „A jeśli twoja rodzina chce dalej żyć wygodnie, lepiej schodźcie mi z oczu. Bo następnym razem?” Mocniej przycisnęła piętę. „To nie skończy się tak prosto”. Dopiero wtedy podniosła stopę. Aris zwijał się na ziemi, łapiąc powietrze, niezdolny do wydania kolejnego dźwięku. Vespera posłała mu ostatnie zimne spojrzenie, po czym odwróciła się i odeszła z niewymuszoną dumą. Nie wiedziała jednak, że prawa ręka Kaelena, Ryker, widział wszystko. Gdy Vespera wsiadła do samochodu, Soren spojrzał na nią z zaskoczeniem. Nie wiedział, komu właśnie dała nauczkę, ale patrząc na nią w ten sposób – tak ostrą i nieustraszoną – w jego oczach pojawił się błysk podziwu. „Naprawdę jest z rodu Vane'ów” – pomyślał Soren. „Nawet jeśli dorastała z dala od rodziny, tej krwi nie da się wymazać”. Zawiózł ją w stronę najbardziej ekskluzywnej dzielnicy mieszkalnej w Dravos. Gdziekolwiek spojrzała, rozciągały się rozległe wille, z których każda była bardziej luksusowa od poprzedniej. Nawet rodzina Larkinów nie miałaby kwalifikacji, by tu zamieszkać. To było jasne; jej prawdziwi rodzice byli kimś więcej niż zwyczajnymi ludźmi. Wkrótce ich samochód zatrzymał się na samym szczycie wzgórza, przed największą posiadłością w całej okolicy. W centrum terenu stał wspaniały nadmorski zamek, którego projekt był tak uderzający, że każdy w Dravos mógł go dostrzec z odległości wielu mil. Miejscowi nazywali go Posiadłością Trytona, gdyż roztaczał się z niego najbardziej zapierający dech w piersiach widok na morze i dumnie górował nad Aurelian Heights, najbardziej prestiżową częścią miasta. Krążyły plotki, że mieszkająca tu rodzina wywodzi swój rodowód sprzed setek lat – dynastia prawdziwej potęgi. Vespera ledwie mogła uwierzyć, że Soren przywiózł ją właśnie tutaj. Widząc jej zdziwienie, Soren wysiadł i otworzył jej drzwi z uprzejmym uśmiechem. „Panno Vane” – powiedział ciepło. „Wejdziemy do środka?” „Dobrze” – odparła Vespera, dostosowując się do sytuacji. Widziała już w życiu luksusy, więc po prostu skinęła głową, wysiadła z samochodu i ruszyła za Sorenem w stronę wejścia. Gdy zbliżyli się do drzwi, dwa rzędy służby stały po obu stronach wielkiego wejścia. W momencie, gdy postawiła krok naprzód, wszyscy skłonili się głęboko. „Witaj w domu, panno Vane”. Vespera zamrugała. „W domu? Bzdura. To miejsce bardziej przypomina pałac niż dom” – pomyślała. Właśnie miała wejść do środka, gdy za nimi zatrzymał się czarny Maybach. Odwróciła się zdziwiona i patrzyła, jak z samochodu wysiada z gracją dziewczyna elegancko ubrana w markowe rzeczy. Soren zamarł na sekundę. „Ziva?” Ziva Vane była dzieckiem siostry Vivienne Vane. Kiedy Vivienne myślała, że jej własne dziecko zginęło w tym pożarze, była kompletnym wrakiem człowieka. Potem jej siostra zmarła przy porodzie, a ten podwójny cios niemal złamał ją na dobre. Alistair Vane ostatecznie przyjął Zivę jako ich adoptowaną córkę i to była jedyna rzecz, która pomogła pani Vane stanąć na nogi. Przez lata Ziva nazywała Alistaira i Vivienne mamą i tatą, a wszyscy traktowali ją jako prawdziwą dziedziczkę. Ale niedawno odkryli prawdę. Vespera nigdy nie umarła. Po prostu została zamieniona przy urodzeniu. A teraz, widząc obie dziewczyny pojawiające się w tym samym czasie... sprawy z pewnością skomplikują się jeszcze bardziej. Ziva zdawała się nie zauważać zakłopotania Sorena. Zamiast tego uśmiechnęła się figlarnie. „Cóż, to miała być niespodzianka” – powiedziała. „Sorenie, skąd wiedziałeś, że wróciłam wcześniej?” Miała wrócić ze swojego dwutygodniowego zagranicznego programu w weekend, w sam raz na przyjęcie dziadka, ale postanowiła przyjechać do domu przed czasem, by się przygotować. Nie spodziewała się jednak, że wpadnie na Sorena w chwili przyjazdu.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 Rzut barkiem – Wyrzucona: Sekretna córka miliardera | Czytaj powieści online na beletrystyka