Moje zmysły musiały być tak przytłoczone, że wcześniej tego nie zauważyłam. Przewidziałam jego kolejne słowa. To było jak powtórka z Augustem. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, kiedy usłyszałam przeciągły głos z tyłu.
– Czy istnieje jakiś powód, dla którego trzymasz ręce na mojej przeznaczonej, Everett? – usłyszałam czyjś przeciągły głos. Ton był mi obcy; odwróciłam się, by zlokalizować jego źródło, i wypełniło mnie niedowierzanie.
To było niemożliwe.
Dostałam dwóch przeznaczonych w tym samym czasie.
Większość ludzi miała szczęście, jeśli w ciągu swojego życia trafiała na jednego przeznaczonego, a ja jakimś cudem miałam trzech, z czego jeden już mnie odrzucił. Drugi samiec był równie przystojny co Everett. Obaj mieli ciemne włosy, ale podczas gdy Everett miał ciemne oczy jak jego ojciec, drugi miał oczy w odcieniu lodowatego błękitu. Everett był zdecydowanie wyższy, ale od drugiego mężczyzny biła aura niebezpieczeństwa.
– To zabawne, Andre, ponieważ ona jest moją przeznaczoną – przeciągnął Everett i w sali zapadła taka cisza, że można by usłyszeć upadek szpilki. Moje policzki oblały się różem ze wstydu, bo czułam na sobie wzrok wszystkich wokół.
Poczułam czyjąś obecność za moimi plecami, a na moich nagich ramionach spoczęła para rąk. Zamarłam, gdy stojący za mną mężczyzna przesunął nosem po mojej szyi. Nigdy wcześniej nie byłam tak blisko żadnego mężczyzny, a co dopiero ściśnięta pomiędzy dwoma.
– Cóż, czyż nie jesteś kimś wyjątkowym, kochanie – rzucił kpiąco Andre, a ja już wiedziałam, że to ten typ chłopaka, któremu kobiety jedzą z ręki. Obrócił mnie tak, że patrzyłam wprost na niego, i dałam się uwieść jego oczom. – Przynajmniej jesteś wspaniała, byłoby niezręcznie, gdybyś nie była. Zdradź mi swoje imię, skarbie.
– Zbierasz teraz przybłędy, Andre?
– Tylko wtedy, gdy są wystarczająco ładne, by je zatrzymać.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a ja odczułam jego słowa jak fizyczny cios. Obiecałam sobie, że nie będę płakać, więc wyprostowałam ramiona i wyrwałam się z jego uścisku.
– Popełniacie błąd, myśląc, że chcę któregokolwiek z was – wycedziłam, zanim zdążyłam się ugryźć w język. – Chcę po prostu wyjść.
Odwróciłam się, żeby odejść, ale Andre nagle znalazł się w mojej przestrzeni osobistej. Fakt, że był tak blisko, sprawił, że moje ciało ożyło w sposób, o jaki bym się nie podejrzewała. – Nie mówisz tego poważnie, nie chcesz się trochę zabawić?
– Nie chcę – mój głos zabrzmiał bardziej jak ciche błaganie.
– Cóż, wielka szkoda – pochylił się i musnął wargami brzeg mojego ucha. Jego głos był gorący i sprawił, że ścisnęłam uda. – Niestety dla ciebie, ja mam ochotę na zabawę.
Ledwo zdążyłam pojąć, co się dzieje, gdy mocno mnie pchnął i wpadłam prosto w stół z przekąskami.
Moje policzki płonęły ze wstydu. Widziałam błyski aparatów w telefonach, gdy ludzie pędzili, żeby sfilmować całe zajście. Moi przeznaczeni stali nade mną, śmiejąc się razem z resztą szkoły.
Andre podszedł do mnie, wyciągając rękę. – Pozwól mi pomóc, kochanie.
Chwyciłam jego dłoń, ale w ostatniej chwili mnie puścił i znów upadłam do tyłu. Śmiech stał się jeszcze głośniejszy, a pod moimi powiekami zapiekły łzy gniewu. Jak mogłam oczekiwać, że zostanę Gammą, skoro coś takiego spotykało mnie już pierwszego dnia? Byłam zdeterminowana, żeby nie płakać, dźwigając się na nogi. Skrzyżowałam ramiona na piersi w proteście, chroniąc to, co zostało z mojej godności, i odwróciłam się do Andre.
– Mam nadzieję, że dzięki temu poczułeś się lepiej – powiedziałam głośno i wyraźnie. Wszyscy zamilkli, przypuszczalnie dlatego, że nikt nigdy nie odzywał się do niego w ten sposób. – Dobrze ci z tym, kiedy się nad kimś znęcasz?
Gniew zniekształcił jego rysy i zrobił powolny krok w moją stronę, ale Everett położył dłoń na klatce piersiowej Andre. – Przestań, Andre. Myślę, że już wystarczy.
Odwróciłam się zszokowana w stronę Everetta. Nigdy bym się nie spodziewała, że akurat on, ze wszystkich ludzi, stanie w mojej obronie, ale nawet na mnie nie patrzył. Opierał się o jeden ze stołów ze skrzyżowanymi na piersi ramionami i obojętnym wyrazem twarzy.
– Czyżbyś nagle poczuł do niej litość, Everett? – rzucił przeciągle Andre, a Everett w końcu odwrócił się, żeby na mnie spojrzeć.
– Chciałbym po prostu zostać wyłączony z tej historii. Pozwól jej odejść, myślę, że widzieliśmy już dość.
Dostrzegłam błysk czegoś w oczach Andre, ale zniknęło to, zanim zdążyłam to rozszyfrować. Odstąpił na bok, ustępując mi z drogi. Zaczęłam iść z dumnie uniesioną brodą, bo za nic w świecie nie chciałam dać im poznać, jak bardzo mnie zranili. Prawie go minęłam, gdy wyciągnął rękę i zacisnął palce na moim nadgarstku.
– To jeszcze nie koniec, moja mała przeznaczona – powiedział przeciągle. Próbowałam wyrwać rękę z jego uścisku, ale trzymał mocno. – Będę się z tobą bardzo dobrze bawić.
Przygryzł płatek mojego ucha, a ja nienawidziłam tego, jak moje ciało zareagowało na jego bliskość. Nie zamierzałam pozwolić mu na ostatnie słowo, więc odwróciłam się do niego ze wściekłym spojrzeniem.
– Życzę kurwa powodzenia – warknęłam, zanim w końcu wyszarpnęłam rękę z jego uścisku i wybiegłam stamtąd jak burza.
Szepty uczniów i ich aparaty podążały za mną. Wiedziałam, że do jutra będę na językach całej szkoły.
















