Wargi Andre wygięły się w świadomym uśmieszku. Po ostatnim, przeciągłym pieszczeniu mojej skóry, rozluźnił chwyt i cofnął się. – Do następnego razu, mój mały wilczku – mruknął niskim, zmysłowym głosem.
I tak po prostu odszedł, zostawiając mnie w stanie totalnego roztrzęsienia.
Właśnie wtedy wypielęgnowana dłoń uderzyła w moją ławkę. Dziewczyna stojąca przede mną była wspaniała. Miała długie, proste czarne włosy sięgające ramion i oczy w przenikliwym odcieniu zieleni.
– Za kogo ty się kurwa uważasz, suko? – warknęła. Nie rozpoznałam jej. Zaczęłam coś mówić, gdy poczułam piekący ból na policzku. – Trzymaj się z dala od Everetta.
– Ty mnie nie znasz, ale ja znam ciebie – wycelowała we mnie palcem. – Nazywam się Mirabel i jestem dziewczyną Everetta. Nie wiem, w jaką grę wczoraj grałaś, ale nie możesz być jego przeznaczoną. Jesteś obrzydliwą omegą.
– A ty jesteś zarozumiałą suką – odwarknęłam i usłyszałam zbiorowe sapnięcie, które przeszło przez całą klasę. – Nie jestem twoją zabawką i nie należę do osób, po których możesz deptać. Jeśli jeszcze raz mnie uderzysz, zadbam o to, żebyś tego pożałowała.
Otworzyła usta, by coś powiedzieć, kiedy nagle jej ramiona zaczęły się trząść. Wiedziałam, że udaje, bo nie było żadnego logicznego powodu, dla którego miałaby płakać. Nie rozumiałam tego, dopóki nie poczułam czyjejś obecności obok. Był to nauczyciel, mężczyzna w średnim wieku, który piorunował mnie wzrokiem.
– To twój pierwszy dzień, Amaro, a już stwarzasz problemy. – Próbowałam się bronić, ale mi przerwał. – Mirabel jest córką Gammy. Narażasz szkołę na ogromne kłopoty, denerwując ją.
– Ale ja nic nie zrobiłam! – wykrzyknęłam. – Podeszła do mnie i mnie uderzyła. Niech pan zapyta innych.
Odwróciłam się do reszty klasy, ale wszyscy mnie ignorowali lub kłamali w żywe oczy, że nic nie zrobiła. Moje policzki zapłonęły oburzeniem na myśl o tym, w co właśnie wdepnęłam. W tej szkole panowała hierarchia, a ja znajdowałam się na samym jej dnie.
– Wygląda na to, że wszyscy mają do opowiedzenia inną wersję wydarzeń.
– To dlatego, że kłamią. Ona zmusza ich do kłamstwa.
– To wymyka się spod kontroli. Idź do gabinetu dyrektora, Amaro – rozkazał, a ja nawet nie próbowałam protestować. Po prostu złapałam torbę i wstałam.
Kiedy mijałam Mirabel, złapała mnie za ramię i zniżyła głos do szeptu. – To moja szkoła, suko, i właśnie popełniłaś błąd, robiąc sobie ze mnie wroga.
– Wystarczy, Mirabel – odwróciłam się i zobaczyłam Everetta opierającego się o drzwi sali. Mirabel uśmiechnęła się i podbiegła do niego, ale on powstrzymał ją ruchem ręki. – Myślę, że miałaś już swoją zabawę. Siadaj kurwa na miejsce, Amaro.
– Prosiłem, żeby poszła do dyrektora – zaczął nauczyciel, ale Everett posłał mu twarde spojrzenie.
– A ja prosiłem, żeby usiadła. To nic, czym należałoby zawracać głowę dyrektorowi.
Ewidentnie trwała walka o władzę i ku mojemu zaskoczeniu to Everett wygrał, ponieważ nauczyciel prychnął i odwrócił się przodem do tablicy. Skierowałam wzrok z powrotem na Everetta, zastanawiając się, dlaczego znowu stanął w mojej obronie.
Jego oczy utknęły na mnie na sekundę i nagle odwrócił się i odszedł, jakby nic się nie stało.
Nie mogłam zareagować, zwłaszcza wiedząc, że całkowicie się skompromitowałam. Wybiegłam z klasy, ignorując spojrzenia wszystkich uczniów. To był dopiero mój pierwszy dzień, a już zaczął się koszmarnie. Nie tylko wdałam się w głupią kłótnię i dostałam w twarz przed całą klasą, ale też pozwoliłam Andre wsadzić mi rękę pod spódnicę. Nigdy wcześniej nie byłam tak bardzo rozczarowana samą sobą.
PERSPEKTYWA EVERETTA
Przerwa obiadowa była najgorszą godziną w ciągu mojego dnia. Wystarczająco złe było to, że musiałem znosić idiotów na co dzień, a jeszcze gorsze to, że podczas obiadu musiałem z nimi siedzieć i słuchać ich gadania. Mirabel miała tego bzika, że zawsze chciała siedzieć z ludźmi, których uważała za popularnych. Byli to August – syn Bety – którego uważałem za obłudnego dupka, oraz niektórzy z jej znajomych, których miałem za bezmózgich popleczników wykonujących każde jej polecenie.
Chichotali z jakiegoś powodu i ten dźwięk grał mi na nerwach. Z wielkim trudem powstrzymywałem się, by nie kazać im po prostu zamknąć kurwa pysków. Żeby zachować resztki zdrowia psychicznego, wyłączyłem się, ale wtedy usłyszałem imię, które wzbudziło moją ciekawość. Rozmawiali o Amarze.
– To zwykła dziwka – prychnęła Mirabel. – Jeśli myśli, że ma u ciebie jakiekolwiek szanse, Everett, to srogo się myli. To omeski śmieć.
– To dlaczego czujesz się przez nią aż tak zagrożona? – przeciągnął August. Trzymał stopy na pieprzonym stole i jadł frytkę. Sięgnąłem, by ją strącić, a on jedynie pokazał mi środkowy palec. – Znaczy się, nie winię cię, jest gorąca.
– Mówi to skurwiel, przez którego jej matka wylądowała w szpitalu – odgryzła się Mirabel, a moje brwi zmarszczyły się na te słowa. Nie miałem o tym pojęcia.
Wyprostowałem się. – Przez ciebie jej matka trafiła do szpitala? – zapytałem, a on wzruszył ramionami. – Co ty żeś do cholery zrobił?
– Nic nie zrobiłem. Po prostu znalazłem się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, a ona szukała kogoś, na kogo mogłaby zrzucić winę. Naprawdę myślisz, że zrobiłbym coś takiego?
Prawda była taka, że nie wiedziałem, w co wierzyć. August był skurwielem i zdolny był do wielu rzeczy. Jedynym sposobem na dojście do prawdy byłaby rozmowa z moim ojcem, ale nieszczególnie uśmiechała mi się pogawędka z nim. Zapytałby mnie, dlaczego w tym węszyłem, a to doprowadziłoby go do odkrycia, że była moją przeznaczoną.
Prychnąłem na tę ostatnią myśl. Mogłem sobie tylko wyobrazić reakcję mojego ojca, gdyby dowiedział się, że moją przeznaczoną jest omega. Byłaby to obraza stulecia, a jednak zamiast ją odrzucić, tak jak powinienem to zrobić, ja wolałem ją zatrzymać. Nie istniała żadna wymówka, która by to wytłumaczyła mojemu ojcu.
– O wilku mowa – mruknęła Mirabel i niczym ćma lgnąca do ognia, mój wzrok od razu zablokował się na Amarze, gdy weszła do środka.
Była w towarzystwie Cyrusa, a we mnie aż zakipiała krew. Była moją przeznaczoną, nie jego, i on nie miał prawa jej tak trzymać i rozśmieszać. Miała odrzuconą do tyłu głowę i zakrywała usta dłońmi. Była przepiękna; musiałbym być kurwa ślepy, by tego nie dostrzec. Była niedożywiona i wyglądała krucho, ale to w żaden sposób nie ukrywało jej nieziemskiej urody. Kryła się w miękkości jej rysów, piegach zdobiących jej policzki i nos, w jej jasnych, zielonych oczach oraz rudawych włosach. Wkurwiało mnie to bez reszty.
– Zbyt długo się na nią gapisz – usłyszałem głos Augusta, po czym zmusiłem się do odwrócenia wzroku. Mirabel przyglądała mi się zwężonymi oczami. Wiedziałem, że mnie przyłapała, ale nie obchodziło mnie to.
Tolerowałem Mirabel bardziej niż większość ludzi, ale to wcale nie oznaczało, że ją lubiłem. Mój ojciec od zawsze oczekiwał, że wejdę z nią w związek; w końcu była córką Gammy. Zrobiłem, co do mnie należało: zabiegałem o nią i poprosiłem, by została moją dziewczyną, co szczerze mówiąc nie kosztowało mnie zbyt wiele wysiłku, biorąc pod uwagę to, że wręcz rzucała mi się na szyję. Niezależnie od tego, nie byłem jej winien żadnych wyjaśnień, więc jej ich nie dawałem.
– Trzeba pokazać jej, gdzie jest jej miejsce – wymamrotała, a ja przewróciłem oczami. – Nie może sobie tutaj przychodzić i zachowywać się tak, jakby była jedną z nas. Musimy jej przypomnieć, kim jest i gdzie przynależy, zanim...
– Zostaw ją – powiedziałem po prostu i wszystkie spojrzenia skupiły się na mnie. Widziałem, że byli zszokowani, bo nigdy nikogo nie broniłem. Zazwyczaj pozwalałem Mirabel robić swoje. – Powtarzasz, że nie jest na twoim poziomie, ale wydajesz się mieć na jej punkcie obsesję. Pozwól jej zjeść w spokoju. Jest w towarzystwie Cyrusa, a wiesz równie dobrze jak ja, że Cyrus zaraz pokaże ci, gdzie jest twoje miejsce.
Dało się słyszeć kilka chichotów, ale nie obchodziło mnie to. Wstałem z miejsca i wyszedłem, nie odwracając się za siebie. Na całe szczęście nie poszła za mną, bo chyba straciłbym zmysły. Udałem się do mojego stałego miejsca pod trybunami. Przychodziłem tam, żeby oczyścić umysł. Tego dnia miałem do odbycia jeszcze tylko jedne zajęcia i tak naprawdę nie byłem pewien, czy na nie pójdę. Po prostu potrzebowałem pobyć w samotności, a nikt nie wiedział o tym miejscu. A przynajmniej tak mi się wydawało, dopóki nie usłyszałem głosów.
Do środka weszli Cyrus i Amara, chichocząc. Mogłem się ujawnić i powiadomić ich, że tu byłem, ale wolałem czekać i obserwować. Sadystyczna część mnie pragnęła wysłuchać ich rozmowy; chciałem zadać sobie ten ból i dowiedzieć się, co on jej mówił, by śmiała się tak mocno.
– Proszę, powiedz mi, że następne zajęcia mamy razem – zamamrotała, a on posłał jej smutne spojrzenie, w odpowiedzi na które wydała z siebie jęk. Poczułem ten dźwięk w samym kroczu. – Nie sądzę, abym zniosła jeszcze jedne zajęcia z którymkolwiek z nich. Mirabel jest taką suką, że naprawdę nie wiem, jak Everett z nią wytrzymuje.
– Nie wydaje mi się, by zbytnio za nią przepadał. – Miał sporo racji, jednak ja i tak nie zamierzałem nigdy przyznać tego na głos. – Zresztą, po prostu ją zignoruj. Nie może zrobić niczego, co zagrozi jej idealnej pozycji w szkole, bo ojciec by ją zabił. A poza tym sądzę, że z łatwością dałabyś jej radę.
Amara parsknęła. – Jestem omegą, gdybyś zapomniał. Nie potrafię walczyć, nikt nie szkolił mnie do walki, a jestem pewna, że ona trenowała z profesjonalistami przez całe swoje życie.
Cyrus nic na to nie odpowiedział i westchnęła. Miała już coś powiedzieć, gdy on nagle jej przerwał. – Muszę w tej chwili iść. Bycie przewodniczącym samorządu studenckiego to pracochłonne zajęcie, a ja muszę coś załatwić. Po prostu tu zaczekaj, a ja zaraz wrócę.
– A co jeśli ktoś tu wejdzie?
– Nikt tu nie zagląda – wyrzucił z siebie w pośpiechu, zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć.
Przez kolejną minutę stałem w miejscu, zastanawiając się, czy powinienem wyjść z ukrycia, czy po prostu zostać tu, gdzie byłem. Przyglądałem się, jak przechadza się po sali gimnastycznej. Wciąż mnie nie zauważyła, bo w przeciwnym razie nie wyciągnęłaby koszuli ze spódnicy i nie rozpięłaby dwóch górnych guzików. Opadła na jedno z krzeseł, wydając z siebie jęk, w odpowiedzi na który zakląłem pod nosem.
Na moje przekleństwo, znieruchomiała. Wiedziałam, że mnie usłyszała, więc chowanie się nie miało już sensu. Kiedy wyszedłem z ukrycia, zobaczyłem, jak sztywnieje. Spojrzała w stronę, z której nadszedłem, i od razu zabrała się za zapinanie guzików. Wyciągnąłem jednak przed siebie rękę, żeby ją powstrzymać.
– Wyglądasz na tak rozluźnioną, nie krępuj się mną – rzuciłem przeciągle. Spod góry jej koszuli wyzierała gładka, kremowa skóra.
Amara była drobna, ale miała krągłości na swoim miejscu. Mój wyraz twarzy pozostał obojętny, stanowiąc jaskrawy kontrast do tego, co czułem w środku. Gdyby była kimkolwiek innym, być może spieszyłbym się z oznaczeniem jej jako swojej przeznaczonej, ale ona była omegą, a ja nie mogłem być z omegą. Nie tylko szkodziło to mojemu wizerunkowi, ale także psuło moje prawa do tytułu Alfy, a na tym zależało mi bardziej, niż na jakiejś głupiej więzi stworzonej przez boginię zanim jeszcze się urodziłem.
– Dlaczego nie dałeś nam znać, że podsłuchujesz? – spytała.
– A dlaczego nie sprawdziłaś miejsca, zanim zaczęłaś gadać? – odbiłem piłeczkę. – To nie moja wina, że nie zdajesz sobie sprawy ze swojego otoczenia.
Ewidentnie ją to wkurzyło, bo skrzyżowała ręce na piersi. O czym nie wiedziała, to ten ruch jedynie wyeksponował jej piersi. Mój kutas drgnął w spodniach, ale zmusiłem twarz do obojętnego wyrazu. W żadnym razie nie zamierzałem pokazać jej, że ma na mnie jakikolwiek wpływ.
– A gdzie podziewa się twoja dziewczyna? Myślałam, że jesteście złączeni biodrami.
– Ostrożnie, bo pomyślę, że jesteś zazdrosna – powiedziałem powoli. Zrobiłem krok w jej stronę i jej zuchwałość prysła. Widziałem zmartwienie, które przemknęło przez jej oczy, gdy stanąłem przed nią.
Jednym szybkim ruchem rozsunąłem jej nogi, a sam stanąłem między nimi z rękami po obu stronach jej twarzy. Jej oddech przyspieszył, a na moich ustach zatańczył uśmiech. Była to pierwsza prawdziwa emocja, jaką jej pokazałem.
Zbliżyłem wargi do jej ucha i poczułem, jak po jej ciele przechodzą ciarki. Musiałem skorzystać ze wszystkich resztek mojej samokontroli, byle tylko nie zedrzeć z niej spódnicy i nie wypieprzyć jej opartą o trybuny. Sama myśl o tym sprawiała, że powstrzymywałem jęk.
















