Dziedziczka bez wilka: Zdobyta przez trzech Mroźnych Alfów

Dziedziczka bez wilka: Zdobyta przez trzech Mroźnych Alfów

Autor: Avelon Thorne

Rozdział 5: Trudny
Autor: Avelon Thorne
12 lip 2026
Perspektywa Valerii Otworzyłam drzwi szerzej, pozwalając starszej kobiecie wejść do środka. Jej spojrzenie było życzliwe, a zarazem pełne czegoś, czego nie potrafiłam do końca zdefiniować — może współczucia albo litości. – Jak się masz, Valerio? – zapytała łagodnie. Jej pytanie wydawało się dziwne, wręcz absurdalne. Jak mogła w ogóle o to pytać? Całe moje życie zostało wywrócone do góry nogami, rozdarte przez zdrady i straty, których nawet nie byłam w stanie jeszcze przepracować. Więc nic nie powiedziałam, zachowując milczenie, choć ból z pewnością malował się na mojej twarzy. Wręczyła mi małe pudełko. – Oto trochę ubrań – powiedziała. – Należały do mojej córki. Już jej nie ma, więc możesz je wziąć. – Jej głos był spokojny, ale zabarwiony smutkiem. Próbowałam odmówić, czując, że nie zasługuję na tak osobisty prezent, ale ona mi na to nie pozwoliła. – Proszę – nalegała, a jej oczy złagodniały. – Osobiście uważam, że zmuszanie młodej dziewczyny takiej jak ty do płacenia za grzechy jej ojca jest okrutne. Proszę, pozwól mi sobie pomóc. – W jej słowach kryła się cicha siła i zrozumiałam, że wie coś o mojej sytuacji. Skinęłam głową, wdzięczna, ale wciąż milcząca. Podała mi koszyk. – Tu jest chleb i zupa, herbata w termosie i świeża woda w butelce – wyjaśniła. – Możesz zacząć pracę w moim sklepie zielarskim od jutra, kiedy już trochę bardziej się zadomowisz. Nie mogę ci zapłacić, ale zadbam, żebyś była nakarmiona i ubrana. – Jej oferta była prosta, ale wydała mi się kołem ratunkowym na bezkresnym, ciemnym oceanie, w którym tonęłam. Nie mając dokąd pójść, skinęłam głową, przyjmując jej życzliwość bez słowa. Kiedy wyszła, usiadłam z jedzeniem, czując w żołądku dziwne ciepło. Herbata była kojąca; był to komfort, jakiego nie czułam od wieków. Nawet nie pomyślałam, żeby zapytać kobietę o imię, ale w tamtej chwili nie miało to znaczenia. Jej cicha życzliwość była pierwszym światełkiem, jakie zobaczyłam od kilku dni. Po skończeniu posiłku położyłam się, a wyczerpanie w końcu wzięło nade mną górę. Ból w sercu, ukłucie zdrady — wszystko to wciąż tam było, ale nie mogłam się już nad tym rozwodzić. Jeśli Alfowie zabrali mi wszystko, jeśli uznali moje dziedzictwo za własne, nie było dla mnie ucieczki. Moją jedyną opcją było przetrwanie w tym zimnym, bezlitosnym miejscu i zniesienie tego wszystkiego w jakikolwiek sposób. Kobieta przyszła wcześnie rano, delikatnie mnie budząc, by zabrać mnie do swojego sklepu. Kiedy szłyśmy w rześkim porannym powietrzu, zauważyłam powracających Alfów. Moje serce zabiło mocniej, ale trzymałam głowę wysoko, patrząc prosto przed siebie, jakby byli niewidzialni. Nie miałam zamiaru zauważać ich obecności. Kiedy dotarłyśmy do jej sklepu, uderzyła mnie jego prostota. Był niewielki, wypełniony mieszanką roślin doniczkowych, suszonych ziół i ziemskich aromatów, które wypełniały powietrze. Oprowadziła mnie po nim, objaśniając, jakich roślin i ziół używa, chociaż stało się dla mnie jasne, że w rzeczywistości wcale nie potrzebuje pomocy. To było miejsce, które znała doskonale, a każdy jej ruch ukazywał, z jaką łatwością się w nim odnajduje. Zrozumiałam, że zaoferowała mi to zajęcie jedynie jako gest, by zapewnić mi schronienie i bezpieczeństwo. Jej cicha hojność poruszyła coś we mnie i poczułam niewielką ulgę. Jednak zanim zdążyłyśmy zabrać się do jakiejkolwiek pracy, w drzwiach pojawił się młody chłopak. Wyglądał na zaledwie trzynaście lat, miał skórę o głębokim brązowym odcieniu, a jego miękkie, wełniste włosy okalały jego uderzające niebieskie oczy. Był tu niecodziennym widokiem, ale jego wyraz twarzy był spokojny, a głos uprzejmy, gdy oznajmił mi, że zostałam wezwana. Spojrzałam na kobietę, a ona zachęcająco skinęła głową, bym poszła, jej cichy uśmiech dodawał mi otuchy. Podążając za chłopcem, zostałam zaprowadzona do apartamentu w Domu Watahy. Nie przypominał on tego, do którego zostałam przywleczona po przyjeździe. To miejsce było wspanialsze, o większym, otwartym układzie. Salon i jadalnia rozciągały się we wspólnej przestrzeni, a trzy zamknięte drzwi ustawione były wzdłuż jednej strony pomieszczenia, co sugerowało prywatne pokoje. Stało się jasne, że ci Alfowie dzielili to miejsce, a każdy z nich miał własną domenę. Stojąc tam, walczyłam z falą niepokoju. Dlaczego mnie tu wezwali? Przeszedł mnie dreszcz na myśl o małżeństwie, które ukartowali, o wszelkich zamiarach, jakie mogli mieć, by je skonsumować. Od samej tej myśli cierpła mi skóra. Musieliby mnie zabić, zanim pozwoliłabym któremukolwiek z nich się dotknąć. Chłopak obdarzył mnie przelotnym, niewinnym uśmiechem, po czym odwrócił się i wyszedł, zostawiając mnie samą w tej cichej, onieśmielającej przestrzeni.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5: Trudny – Dziedziczka bez wilka: Zdobyta przez trzech Mroźnych Alfów | Czytaj powieści online na beletrystyka