Dziedziczka bez wilka: Zdobyta przez trzech Mroźnych Alfów

Dziedziczka bez wilka: Zdobyta przez trzech Mroźnych Alfów

Autor: Avelon Thorne

Rozdział 3: W lesie borealnym
Autor: Avelon Thorne
12 lip 2026
Perspektywa Valerii – Wstawaj, suko! – warknął brodaty mężczyzna, a ja zmusiłam się, by wstać, odmawiając okazania mu bólu czy strachu. Spojrzałam mu w oczy, rzucając mu nieme wyzwanie, dopóki nie odwrócił wzroku, a przez jego twarz nie przemknął błysk irytacji. Znów szarpnął za łańcuch, ciągnąc mnie, jakbym była tylko zwierzęciem. Moje ciało bolało z każdym krokiem, a stopy piekły odrętwieniem, gdy opierały się o oblodzoną ziemię. Słaba i wyczerpana, ledwo nadążałam, ale zmuszałam się, by za nim podążać. Kiedy weszliśmy do dużego domu, nagłe ciepło uderzyło we mnie, przynosząc chwilową ulgę mojej zmarzniętej skórze. Wnętrze było proste, wręcz surowe, z nielicznymi drewnianymi meblami i matowymi, wolframowymi światłami rzucającymi upiorny blask na wszystko wokół. Nie było tu poczucia komfortu czy gustu — po prostu szorstka, pozbawiona życia atmosfera, która pasowała do mężczyzny, który mnie tu przywlókł. Znów pociągnął za łańcuchy, a gdy potknęłam się do przodu, spojrzałam w dół, zdając sobie sprawę, że sam łańcuch był z żelaza. Tylko część owinięta wokół moich nadgarstków była srebrna — detal zaprojektowany po to, by mnie osłabić i spętać, ale by jemu nie zrobić krzywdy. To było celowe — wszystko w tym koszmarze zostało starannie, okrutnie zaplanowane. Dotarliśmy do jasno oświetlonego pokoju, a on pchnął mnie na kolana, zrywając brudny koc z moich ramion. Wstyd oblał mnie jak lodowata woda, przejmujący i bolesny. Nikt nigdy wcześniej nie widział mojego nagiego ciała, a teraz byłam tu obnażona, bezbronna, a z godności odarł mnie Beta mojego ojca, Boris. Wspomnienie jego ostatecznego aktu zdrady mnie prześladowało. Przeciągnął mnie półnagą przez watahę, upewniając się, że wszyscy zobaczyli mnie upokorzoną, zanim przekazał mnie temu brutalowi. Zrobił z tego przedstawienie, co było celową próbą pozbawienia mnie jakiegokolwiek szacunku, jaki mogłam posiadać. Boris mógł mnie nieść lub zmusić do marszu, ale wolał mnie zranić, co też mu się udało. Moje myśli przerwało wejście trzech mężczyzn, z których emanowała moc i autorytet. Byli to wysocy, górujący mężczyźni o solidnej, muskularnej budowie. Pierwszy miał ciemne, prawie czarne włosy, a jego intensywne spojrzenie przeszywało mnie, gdy mnie oceniał. Drugi miał włosy w odcieniu brudnego blondu, a jego twarz była zimna i nieprzenikniona, niczego nie zdradzając. Trzeci był uderzająco przystojny, ze srebrnymi włosami, które zdawały się łapać i odbijać światło, nadając mu niemal eteryczną aurę. Wszyscy trzej byli młodzi, a jednak poruszali się z pewnością siebie, która mówiła mi, że nie są zwykłymi Alfami. Byli Alfami Valkin, jak mój ojciec, a ich sama obecność wzbudzała szacunek, emanując siłą, która była przerażająco znajoma. W ich oczach byłam nikim — zaledwie więźniem, trofeum do zdobycia. Ale kiedy na mnie spojrzeli, poczułam, jak w mojej piersi skręca się nowy rodzaj strachu. Ci mężczyźni, ci Alfowie, nie przypominali nikogo, kogo kiedykolwiek znałam, i czułam ich osąd w ich spojrzeniach, gdy przyglądali się złamanej dziewczynie przed nimi. Fala przerażenia przetoczyła się przeze mnie, gdy próbowałam zrozumieć, dlaczego Boris mnie tu przysłał, do tych mężczyzn. Czułam się uwięziona, mała, jak ofiara w spojrzeniu drapieżnika. – Więc to jest ta dziewczyna – powiedział mężczyzna o srebrnych włosach, a jego ton był spokojny, niemal ciekawy, gdy pociągnął nosem i błysnął przerażającym uśmiechem. – Tak, Alfo! – odpowiedział skwapliwie brodaty mężczyzna. Trzej mężczyźni usiedli przede mną, ze srebrnowłosym w centrum, skupiającym na sobie uwagę. Ich oczy były utkwione we mnie, a ja czułam się naga pod ich spojrzeniami, jakby każdy centymetr mnie był poddawany ocenie. – Poznajesz nas? – zapytał srebrnowłosy. Jego głos był płaski, obojętny, nie zdradzając nic z jego myśli. Byłam spragniona; moje gardło było suche i ściśnięte. Zmuszając się do odpowiedzi, ledwie wykrztusiłam ochrypłe „Nie”. Próbowałam przełknąć ślinę, ale czułam się tak, jakby papier ścierny zdzierał mi gardło. Uniósł brew, wyglądając na nieco zaskoczonego. – Przynieście jej wody – rozkazał, a ktoś pośpieszył wykonać polecenie. Podeszła do mnie stara kobieta z kubkiem, a gdy woda dotknęła moich warg, była jak balsam dla moich spierzchniętych ust. Chciałam łapczywie ją wypić, ale to ona trzymała kubek, zmuszając mnie do powolnego picia, delikatnie kierując mną, abym piła z opanowaniem. Każdy łyk był jak tchnienie życia, uziemiając mnie, choćby na chwilę. – Nie pamiętasz nas? – zapytał mężczyzna o włosach w odcieniu brudnego blondu z tonem ciekawym, niemal pełnym oczekiwania. Pokręciłam głową, niepewna, czego ode mnie chcieli. Wymienili spojrzenia, a na ich twarzach zamigotało zakłopotanie. – Nie wyglądasz tak samo, ale spotkaliśmy się trzy lata temu, przelotnie. Twój ojciec nam cię przedstawił – wyjaśnił srebrnowłosy, obserwując mnie w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak rozpoznania. Znów pokręciłam głową, nie mogąc sobie przypomnieć tego spotkania. Ciemny cień przemknął przez twarz mężczyzny o czarnych włosach, a on sam spochmurniał. – Ta zdzira była z tak wieloma mężczyznami, że nie rozpoznaje trzech, których poznała tylko przelotnie – zakpił, a jego głos ociekał pogardą. To oskarżenie poczułam jak policzek, piekące i niesprawiedliwe. Pozostali dwaj spojrzeli na mnie z ledwie ukrywanym obrzydzeniem, oceniając mnie przez pryzmat przeszłości, której nie wybrałam, przeszłości, która nie była moja. Tysiące słów utkwiły we mnie, każde z nich błagające, by przeciwstawić się jego osądowi, ale milczałam, z dumą ledwie nienaruszoną, bojąc się, jak przekręciliby moje słowa. – Dajcie jej pokój – rozkazał srebrnowłosy Alfa, a starsza kobieta, która przyniosła mi wodę, wzięła mnie za ramię i wyprowadziła.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki