Perspektywa Valerii
Ciemnowłosy Alfa Valkin wkroczył do pokoju, mrużąc oczy w niemal jadowitym spojrzeniu. Spuściłam wzrok, wiedząc, że odwzajemnienie tego spojrzenia tylko by go sprowokowało. Jego pogarda była wręcz namacalna, wypełniając pomieszczenie przytłaczającym ciężarem.
– Widzę, że już się tu rozgościłaś – zadrwił. Milczałam, a serce ciężko łomotało mi w piersi.
– Kto dał ci ubrania? – dopytywał, a ja poczułam ukłucie przerażenia. Nie potrafiłam zmusić się do zdrady starszej kobiety, która okazała mi dobroć, więc skłamałam, krzesząc z siebie tyle buntu, ile tylko zdołałam.
– Ukradłam je – odparłam. Jego wyraz twarzy się zmienił, a wkrótce weszło dwóch pozostałych, śmiejąc się, jakbym była jakimś ich prywatnym żartem.
– Jesteś wykapana córeczka tatusia – skomentował ciemny blondyn, a jego głos ociekał pogardą. Gorąc oblał moje ciało na tę obelgę, a złość zaczęła we mnie kipieć.
– Mój ojciec może być wieloma rzeczami, ale na pewno nie jest złodziejem – odgryzłam się. Wystarczająco długo trzymałam język za zębami; nie zamierzałam pozwolić im go oczerniać, pomimo wszystkiego.
Twarz ciemnowłosego mężczyzny jeszcze bardziej spochmurniała, a jego oczy się zwęziły. – Niech to będzie ostatni raz, kiedy mi pyskujesz – ostrzegł niepokojąco cichym głosem. Moja złość wciąż wrzała, ale stłumiłam wszelkie dalsze riposty, zachowując milczenie.
Przeszli do trzyosobowej kanapy w salonie, sadowiąc się niczym królowie osądzający poddanego. Blondyn odezwał się pierwszy, a w jego oczach błysnęło coś choro wykrzywionego.
– Myślę, że ta kobieta potrzebuje dyscypliny. To całe puszczanie się dodało jej zbytniej odwagi. Nie jesteśmy tacy jak ci zwykli włóczędzy, z którymi się zadawałaś, Valerio.
Te słowa zabolały, ale zanim zdążyłam zareagować, ten srebrnowłosy dodał chłodno: – Od teraz będziesz spać tutaj, na kanapie.
Moje oczy rozszerzyły się ze zdumienia, a fala przerażenia rozlała się po moim ciele. Bycie zmuszoną do zostania tutaj, tak blisko nich, przypominało wyrok. Nie chciałam mieć z nimi nic wspólnego, a jednak mnie więzili, osaczając na każdy możliwy sposób.
Stałam tam w bezruchu, mając nadzieję, że zmienią zdanie. Czułam, jak głos więźnie mi w gardle, ale zmusiłam się, by przemówić, zdesperowana, by zrobić cokolwiek, co mogłoby wpłynąć na ich decyzję.
– Dlaczego? – wykrztusiłam, a mój głos był ledwie szeptem. – Dlaczego chcecie, żebym była tutaj, w tym pokoju, z wami? Zabraliście mi już wszystko. Czego jeszcze moglibyście chcieć?
Słowa zawisły w powietrzu i choć wiedziałam, że ryzykuję kolejną karę, nie potrafiłam powstrzymać fali goryczy przed wydostaniem się na zewnątrz. Nie mogłam stłumić swojej nienawiści, swojej urazy, nawet jeśli bałam się ich odpowiedzi.
– Nie musicie mnie tu trzymać. Zabraliście mi wszystko; po prostu pozwólcie mi odejść w spokoju – błagałam, a mój głos lekko się załamał. – Nie wrócę do Meridii. Obiecuję. – Uważałam, że to uczciwa prośba; pozbawili mnie dziedzictwa, domu, godności. Pozwolenie mi odejść wydawało się jedyną racjonalną rzeczą, jaka im pozostała.
Ale ciemny blondyn pokręcił głową, podchodząc bliżej, aż poczułam jego gorący oddech, a jego oczy przewierciły moje. – Obawiam się, że nie możemy tego zrobić, nawet gdybyśmy chcieli – mruknął. W jego głosie brzmiała okrutna pewność, od której serce podeszło mi do gardła.
Pochylił się, a jego spojrzenie pociemniało od czegoś, co przypominało urazę. – Widzisz, los uczynił to niemożliwym. Należysz do nas, Valerio. Mimo że się skalałaś, żyłaś lekkomyślnie... Los i tak oddał cię w nasze ręce.
Spojrzałam na niego, całkowicie zdezorientowana. Nic z tego nie miało sensu. Co on miał na myśli?
– Życie jest tak pokręcone – kontynuował, a jego ton był przepełniony cichą wściekłością – że los dał nam ciebie. – Jego głos zniżył się do niebezpiecznego szeptu. – Jesteś naszą przeznaczoną partnerką, Valerio.
Te słowa spadły na mnie niczym fizyczny cios, a moje oczy rozszerzyły się w szoku. Czułam, jak moje serce bije dziko, desperacko pragnąc zaprzeczyć tej możliwości. Ale on na tym nie poprzestał.
– Nie możemy cię odrzucić – powiedział, a w każdym jego słowie kryła się gorycz. – Gdybyśmy to zrobili, osłabiłoby to nas. Jesteśmy więc skazani na trzymanie cię tutaj.
To było zbyt wiele. Łzy nieproszenie spłynęły po mojej twarzy, gdy dotarła do mnie ta straszliwa prawda. Jeśli mówili prawdę, jeśli naprawdę byłam ich przeznaczoną partnerką, to znalazłam się w pułapce. Alfowie Valkin nigdy nie odrzucali swoich przeznaczonych partnerek; zrobienie tego osłabiłoby ich moc, uszczupliło ich siłę. Byłam ich słabym punktem, a to oznaczało, że nigdy nie pozwolą mi odejść.
Mój los został przypieczętowany; był to koszmar, z którego nie mogłam się obudzić.
















