Punkt widzenia Valerii
– Nie zrobiłam nic złego – zdołałam wydusić, a mój głos był zaledwie szeptem, podczas gdy łzy spływały mi po twarzy. Słowa te wydawały się puste, bezużyteczne w obliczu ich osądu. Starszy Quentin, siedzący pośrodku, obdarzył mnie drobnym, wykrzywionym uśmiechem, który tylko pogłębił moją rozpacz.
– Mamy obciążające dowody na to, że to zaplanowałaś – powiedział niemal kpiącym
















