Punkt widzenia Valerii
Ból zdawał się trwać w nieskończoność, każda fala uderzała we mnie niczym wyszczerbione szkło, nieubłagana i pochłaniająca. Głos był cichy, lecz natarczywy, jakby ktoś szeptał z bardzo daleka, a za każdym razem, gdy się odzywał, ból w mojej głowie przybierał na sile, jakby tępa piła próbowała przeciąć moją czaszkę. To było nie do zniesienia, niemożliwe do zignorowania.
Zwinę
















