Perspektywa Kaelena
Kiedy widząca wyjawiła, że Gideon, Callum i ja dzielimy tę samą przeznaczoną partnerkę, byliśmy wniebowzięci. Oznaczało to coś więcej niż tylko osiągnięcie szczytu naszej potęgi jako Alfowie Valkin; oznaczało to, że nasza trójka zostanie związana, wzmocniona wspólnym przeznaczeniem. Zawsze wiedzieliśmy, że odnalezienie przeznaczonej partnerki to rzadkość, coś, co nie jest łatwo dane, a dla Alfów Valkin ta więź była wręcz niezbędna.
Zwykłe wilkołaki mogły natknąć się na swoich partnerów przez przypadek, ale dla nas była to kwestia celu i przetrwania, osiągnięcia naszego pełnego potencjału. Właśnie dlatego odszukaliśmy widzącą, by upewnić się, że gdzieś tam nasza przeznaczona partnerka żyje i oddycha, czekając na nas.
Ale radość prysła w chwili, gdy widząca wypowiedziała jej imię.
Byliśmy związani z córką Viktora Draganowa. Pamiętam gniew wrzący w mojej krwi, niedowierzanie skręcające mi trzewia. Dlaczego los miałby nas przekląć taką więzią? Viktor Draganow był najgorszym z naszego gatunku, postrachem wśród wilkołaków, budzącym powszechny strach i odrazę.
Nie był zwykłym łotrem – był czystym okrucieństwem, potworem, który sprowadzał cierpienie na każdego, kto stanął na jego drodze. Każdy z nas nosił w sobie rany, straty, które można było przypisać jemu. Przysięgliśmy sobie, że zemszczimy się na nim, gdy tylko będziemy wystarczająco silni. A teraz... teraz byliśmy związani z jego pomiotem?
Czułem, jak wściekłość we mnie przeradza się w gorycz, w nienawiść, o którą nigdy nie podejrzewałbym się wobec kogoś, kogo nawet nie spotkałem. Gardziłem losem za to, że rozdał nam tak parszywe karty. Gideon, zazwyczaj najsilniejszy z nas, popadł w mroczną depresję, a jego gniew jątrzył się w nim. Z Callumem i ze mną wcale nie było lepiej; każdego z nas trawiła świadomość, że jesteśmy skazani na bycie niekompletnymi, na zawsze pozbawionymi naszego prawdziwego potencjału.
Ponieważ nigdy nie mogliśmy zaakceptować córki Viktora jako naszej własnej. I nigdy nie stalibyśmy się Alfami Valkin, jakimi mieliśmy być.
Viktor Draganow zrujnował moje życie w sposób, którego nie dało się naprawić. Wymordował jedyną rodzinę, jaką miałem – moją siostrę, jej partnera i ich dzieci – wszystko z powodu jakiejś błahej urazy, jaką żywił do jej partnera.
Zamiast stanąć z tym mężczyzną twarzą w twarz, zaatakował całą ich rodzinę, doprowadzając moją siostrę do takiej rozpaczy, że odebrała sobie życie na jego własnych oczach. Zostawił ich tam, gnijące ciała w ich własnym domu, wraz z chusteczką oznaczoną jego inicjałami – chory podpis dla każdego, kto odkryłby jego okrucieństwo.
To była kpina, okrutna przechwałka, którą dzielił się z innymi, opisując szczegóły wydarzeń, jakby były jakąś upiorną bajką ku uciesze gawiedzi. Kiedy ich znalazłem, ciężar tamtego widoku wypalił się we mnie i przysiągłem, że pewnego dnia, w jakiś sposób, zapłaci mi za to, co zrobił.
Ale nie chodziło tylko o mnie. Brutalność Viktora nie znała granic, a blizny, które po sobie zostawił, nie należały wyłącznie do mnie. Gideon również został ograbiony – życie jego kuzyna zostało zniszczone przez chciwość Viktora. Przejął ziemie jego kuzyna, jego watahę, wszystko, co tamten posiadał, doprowadzając wilka do obłędu z rozpaczy.
Viktor nie spoczął, dopóki każda odrobina władzy i bogactwa, jakie kiedyś posiadał kuzyn Gideona, nie znalazła się w jego rękach. Rodzina Calluma podzieliła ten sam los. Viktor zamordował dwóch Alfów Valkin, którzy rządzili Meridiią u jego boku – ci dwaj Alfowie, kuzyni Gideona i Calluma, byli ich jedynymi żyjącymi krewnymi. Zagarnął terytorium Meridii dla siebie, zostawiając Gideona i Calluma tak samo samotnych jak ja.
Po jakimś czasie postanowiliśmy spojrzeć poza wściekłość, jaką żywiliśmy do Viktora, i spróbowaliśmy spotkać się z jego córką, naszą rzekomą przeznaczoną partnerką. Myśleliśmy, że być może w tej więzi kryje się coś odkupiającego, szansa na zrealizowanie naszego potencjału jako Alfów Valkin. Ale kiedy zbliżyliśmy się do Viktora, dał nam jasno do zrozumienia, jakie jest jego stanowisko.
Odrzucił ten pomysł z miejsca, otwarcie wrogo nastawiony do nas i do koncepcji swojej córki jako naszej partnerki. Straciwszy własną szansę na magię poprzez odrzucenie swojej przeznaczonej, było oczywiste, że nie chciał, byśmy my również odziedziczyli ten dar.
Pomimo swojego gniewu, pozwolił nam na krótkie, kontrolowane spojrzenie na nią. Została szybko wprowadzona, bez szans na rozmowę czy nawiązanie więzi, a on dał jasno do zrozumienia, że zrobiono to tylko po to, byśmy wiedzieli, kogo w przyszłości unikać. Jego arogancja doprowadzała mnie do furii i przez chwilę byłem gotów porzucić cały ten pomysł, ale Gideon i Callum czuli inaczej. Niechętnie zgodziłem się zostawić szpiega w Meridii, by ją obserwował, ciekaw, czy w naszym połączeniu jest choć ziarno prawdy.
Jednak w ciągu roku raporty, które otrzymywaliśmy, stały się niepokojące. Jej zachowanie było dzikie, lekkomyślne; brała sobie niezliczonych kochanków, co nas obrzydzało. Była młoda, ale zachowywała się bez powściągliwości i szacunku. Myśl o tym, że tak swobodnie oddawała się innym, rozwścieczała nas; staliśmy się zgorzkniali, wściekli, że nie miała na tyle przyzwoitości, by poczekać na nas, swoich przeznaczonych partnerów. Wtedy właśnie wspólnie podjęliśmy decyzję o wyrzuceniu jej – i słów widzącej – z naszych umysłów.
Przez lata odpychaliśmy od siebie wszelkie myśli o niej, zdeterminowani, by zerwać wszelkie więzi z rodem Viktora. Ale pewnego dnia otrzymaliśmy desperacki telefon od Borisa, Bety Viktora, z prośbą o ochronę.
Jego ton był błagalny, a słowa naglące. Nie miał pojęcia o więzi przeznaczenia i zaproponował, że wyśle ją do nas, twierdząc, że to ustanowi symboliczne małżeństwo, dzięki czemu będziemy mogli prawnie władać Meridiią i zapewnić ochronę ich ludowi.
Aby dodać wagi swojej intrydze, sfałszował akt małżeństwa i dokumenty przekazujące nam jej dziedzictwo. Początkowo byliśmy zniesmaczeni na samą myśl o przyjęciu jej; jej reputacja była równie zszargana jak jej ojca. Ale w Gideonie i Callumie zaiskrzyła ciekawość, więc, choć z niechęcią, wyraziłem zgodę. Pomimo odczuwanej przez nas goryczy, być może nadszedł czas, by spotkać się z nią ponownie i sprawdzić, czy w tym pokręconym przeznaczeniu istnieje jakakolwiek droga naprzód.
















