Co za zbieg okoliczności. Pojawiam się ja, a zaraz potem on. Ktoś musiał dać mu cynk. Ale to idealnie. Jest w samą porę.
Deng Jiazhe wszedł, a na jego ustach błąkał się uśmiech, gdy oceniał sytuację. – Co się tutaj dzieje? – zapytał.
Zanim zdążyłam otworzyć usta, jego matka przypuściła atak, odgrywając ofiarę. – To Lu Danni! Wpada tutaj bez słowa powitania i żąda zabrania chłopca do domu. Spójrz n
















