– Och, nie trzeba. Może następnym razem! – wtrąciła szybko Wu Xiaotong. – Mój syn zna pana Denga. Czasami zabierałam go do biura, a pan Deng zawsze się z nim drażnił, każąc mu mówić do siebie „tatusiu”! Kupował mu też przekąski. Mały to pamięta.
Deng Jiazhe wymusił śmiech.
– Och... czyżby? – wtrąciłam. – Nic dziwnego, że tak słodko nazwał cię „tatą”!
Usta Wu Xiaotong rozciągnęły się w niezręcznym,
















