Wu Xiaotong zaparła się nogami w podłogę, a jej oczy płonęły, gdy wrzasnęła: „Czego, do cholery, chcesz?”
Jej krzyk musiał przebić ściany, bo chwilę później z głębi pokoju wybuchł płacz dziecka.
Zaraz po tym z wnętrza dobiegł kolejny wściekły ryk. „Co wy, do diabła, wyprawiacie? Czy nie mogę mieć chwili spokoju?”
Wtedy postać Deng Jiazhe wypełniła kadr. Ponury uśmiech zagościł na moich ustach. *By
















