Przeszukałam jego przybornik na długopisy, ale nic tam nie było. Nie mógł przecież nosić przy sobie wszystkich kluczy z tego pokoju.
Mój wzrok powędrował do sejfu w rogu i przypomniałam sobie o jego kluczu.
Odwróciłam się na pięcie i podbiegłam do naturalnej wielkości, pozłacanego posągu konia przy drzwiach. Nacisnęłam mocno na przemyślnie ukryty element ozdobny u jego podstawy, a panel odskoczył.
















