„Zhao Minglan, ty… ty jesteś moją rodzoną siostrą. Po tych wszystkich latach, kiedy się tobą opiekowałam, nigdy nie spóźniłam się z opłatą za twoje czesne. Jak możesz mi to robić? Nie masz sumienia?” Ton Zhao Mingzhen nagle złagodniał. „Nigdy nie chciałam, żeby sprawy przybrały taki obrót. Ale gdybyśmy miały dobrą rodzinę, czy upadłybyśmy tak nisko? Masz w ogóle pojęcie, dlaczego wtedy uciekłam?”
















