Deng Jiazhe posłał mu ciepły uśmiech, klepiąc małego po głowie, jakby wszystko było w porządku. – Chodźmy! – powiedział.
Wielkie, ciemne oczy Erbao spojrzały na mnie nieśmiało, a on sam ani drgnął. Podeszłam, wzięłam jego małą dłoń w swoją i delikatnie ją ścisnęłam. – Chodź, kochanie – zachęciłam. – Wracamy do domu.
Z tymi słowami poprowadziłam Erbao w stronę drzwi, ani razu się nie oglądając.
Kąt
















