logo

beletrystyka

Idealna Dawka

Idealna Dawka

Autor: Violet

Rozdział V. Żądło paniki
Autor: Violet
23 gru 2025
Moja świadomość gwałtownie wróciła, ale pozostałam idealnie nieruchoma, utrzymując równy oddech i zamknięte oczy, nasłuchując, jak kroki się zbliżają. Rozpoznałam je. To była Zhen Jie. Pod kołdrą moje dłonie zacisnęły się mimowolnie, wnętrza dłoni śliskie od potu. Mimo że leżałam tyłem do drzwi, czułam jej obecność z niepokojącą wyrazistością. Stała tuż przy moim łóżku. Wyczuwałam jej cichy oddech, subtelny ślad jej perfum. – Proszę pani! – zawołała cicho. Nie odpowiedziałam. Nie poruszyłam się. W następnej sekundzie szturchnęła mnie w ramię i zrobiła to mocniej, niż było to konieczne. Dzięki Bogu byłam na to przygotowana, inaczej bym się zdradziła. – Śpi jak zabita! Wymamrotała te słowa, jej głos był ledwie szeptem, ale w moich uszach zabrzmiały jak grzmot. To nie był komplement; słyszałam pogardę wplecioną w jej ton. Przebłysk jasności przeciął moje zmieszanie. To naprawdę była Zhen Jie. Zanim zdążyłam przetworzyć tę myśl, stało się coś nie do pomyślenia, nie dając mi czasu na reakcję. Palący ból przeszył moją skórę głowy. Cichy jęk wyrwał się z moich ust mimowolnie i prawie wypadłam z roli. Walczyłam, by to stłumić, przesuwając głowę nieznacznie, jakby w dyskomforcie głębokiego snu, ale trzymając oczy zamknięte, a oddech ciężki i powolny. Wewnątrz jednak rozpadałam się na kawałki. Zdrada, wściekłość i szok runęły na mnie jak fala przypływu. Gorące ukłucie zapiekło mnie pod powiekami, a szczękę zacisnęłam z całej siły. Zhao Mingzhen, przez osiem lat, czy byłam dla ciebie czymkolwiek innym niż dobrą? Traktowałam cię jak siostrę, a ty w ten sposób mi odpłacasz. W końcu zrozumiałam. Zrozumiałam, dlaczego ostatnio tak często doświadczałam tego ostrego, przypominającego ukłucie igły bólu – przeszywającej agonii, która przemykała przez moją zamgloną świadomość i znikała, czegoś, co zawsze zbywałam jako fragment koszmaru. Pomyśleć, że to był prawdziwy, okrutny atak. Nic dziwnego, że ból wydawał się tak realny, pozostawiając słabe, utrzymujące się ćmienie nawet po moim pełnym przebudzeniu. Być może widząc, że wciąż się nie obudziłam, zaczęła klepać mnie po twarzy; dźwięk był ostry i wyraźny. – Wstawaj! Pora na lekarstwo! Jej głos w niczym nie przypominał jej zwykłego, łagodnego tonu; był na wskroś złowrogi. Kręciło mi się w głowie. Nie mogłam w to uwierzyć. Nie mogłam uwierzyć, że ta Zhao Mingzhen mogłaby być dla mnie tak okrutna. Kolejne uderzenie w policzek przywróciło mnie do rzeczywistości. Dalsze ciągnięcie tej gry wydawałoby się nienaturalne. Poruszyłam się, wydając z siebie cichy jęk i biorąc długi oddech, po czym powoli otworzyłam oczy. Patrzyłam tępo przez okno, podczas gdy jedna, desperacka myśl krzyczała w moim umyśle: Co u Boga się działo? Jak ta z pozoru łagodna, uczciwa Zhen Jie zmieniła się w okrutnego potwora? Głos Zhen Jie znów zabrzmiał przy moim uchu, jej ton ponownie powrócił do swojej charakterystycznej miękkości. – Proszę pani, obudziła się pani. Czas na lekarstwo! – Mmm... – westchnęłam, zbierając się w sobie. Powoli odwróciłam się w jej stronę, patrząc prosto na kobietę stojącą przy moim łóżku, a warstwa łez już wzbierała w moich oczach. Nasze spojrzenia się spotkały i jej uśmiech na chwilę zamarł. Potem, jakby odrzucając to, powiedziała cicho: – Czy dobrze pani spała? Pomogę pani usiąść. Nie odwróciłam wzroku. Zamiast tego wpatrywałam się głębiej w jej oczy, utrzymując spojrzenie, aż stała się nerwowa, przełknęła ślinę i w końcu zerwała kontakt wzrokowy. Dopiero wtedy wydałam z siebie celowo żałosne westchnienie. – Zhen Jie – zaczęłam, a mój głos lekko drżał – czy jestem strasznie chora? Czy wy wszyscy coś przede mną ukrywacie? Wyciągnęła rękę nonszalancko, by poprawić moją kołdrę. – Proszę pani, znowu pani za dużo myśli – powiedziała lekceważąco. – Każdy choruje. Pani organizm jest po prostu nieco osłabiony po urodzeniu dzieci w tak krótkim czasie. Wszystko będzie dobrze, jak pani odpocznie. – Tak mówisz, ale dlaczego czuję, że słabnę? Cały czas jestem taka otępiała, czuję się, jakbym przesypiała swoje życie. Mój cały dzień to tylko dwie rzeczy: picie lekarstw i spanie! To musi być dla ciebie takie ciężkie, Zhen Jie! – Proszę tak nie mówić! Jakie „ciężkie”? To moja praca! – Spojrzała na mnie. – Odpoczynek to najlepszy sposób na wyzdrowienie. Proszę się nie denerwować. Mówią, że zachorować jest łatwo, ale powrót do zdrowia wymaga czasu. Pójdę teraz po pani lekarstwo. Najlepiej wypić, póki gorące! Gdy odwróciła się na pięcie i żwawo wyszła z pokoju, powoli usiadłam, patrząc tępo w kierunku, w którym zniknęła. Sięgnęłam ręką i dotknęłam miejsca na skórze głowy, gdzie mnie ukłuła, a myśli galopowały. Jak mogłam wymigać się od wypicia tego lekarstwa? Kiedy opuściłam rękę, zobaczyłam smugę krwi na opuszku palca. Była to niewielka ilość, ale jaskrawoczerwona. Wytarłam ją bez zmiany wyrazu twarzy. Chwilę później Zhen Jie wróciła, idąc szybko z miską lekarstwa. Wyciągnęła ją w moją stronę. – Temperatura jest w sam raz. No dalej, do dna! Wydałam z siebie niezobowiązujące „Mmm”, ale nie wzięłam miski. Zamiast tego podniosłam rękę do miejsca, gdzie ukłuła mnie igła, po czym uniosłam głowę, by spojrzeć na Zhao Mingzhen. – Zhen Jie – powiedziałam głosem nasyconym udawanym zmieszaniem – czy mogłabyś dla mnie spojrzeć? Naprawdę mnie tu boli.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział V. Żądło paniki – Idealna Dawka | Czytaj powieści online na beletrystyka