Właśnie wtedy, gdy myślałam, że nie ma ucieczki, drzwi otworzyły się i weszła Zhen Jie.
Oczy Deng Jia Zhe nie opuszczały mnie ani na chwilę. Podniosłam miskę z lekarstwem do ust i wzięłam mały łyk. Dopiero wtedy ulga zagościła w uśmiechu na jego wargach, a jego uwaga przeniosła się na Zhen Jie, gdy wstał, by odebrać tacę z jej rąk.
W chwili, gdy wstał, a jego postawna sylwetka zasłoniła widok Zhen Jie, szybko przechyliłam miskę, wylewając jej zawartość na ciemny, wzorzysty koc, który mnie przykrywał.
Równie szybko przyłożyłam miskę z powrotem do ust, odchylając głowę do tyłu, jakbym wypijała ostatnią kroplę, pozwalając nawet, by strużka ciemnego płynu zabarwiła kącik moich ust.
W rzeczywistości właśnie wyplułam z powrotem do miski ten jeden łyk, który wzięłam, sprawiając wrażenie, że zostawiłam tylko fusy.
Zanim Deng Jia Zhe odwrócił się z powrotem, trzymając tacę, było już po wszystkim.
Odsunęłam koc, zwijając go obok siebie, i sięgnęłam po miskę z jedzeniem, którą trzymała Zhen Jie. – Sama sobie poradzę – powiedziałam.
Deng Jia Zhe posłał mi aprobujące spojrzenie. Postawił tacę z jedzeniem na szafce nocnej i złożył pocałunek na moim czole, po czym podniósł miskę, zamierzając mnie nakarmić.
Udałam rumieniec i delikatnie go odepchnęłam. – Powinieneś iść do pracy. Przestań się nade mną trząść.
Posłał mi przystojny, inteligencki uśmiech i wyciągnął rękę, by uszczypnąć mój wychudzony policzek. – Dobrze, w takim razie lecę do pracy. Zjedz wszystko i odpocznij. Postaram się wrócić wcześniej, żeby pobyć z tobą i San Bao.
– Dobrze – powiedziałam, obserwując go i celowo pozwalając, by mój wzrok spoczął na nim z czułością. – Idź już. Wróć dziś wcześnie.
Prawda była taka, że byłam przerażona, że może sięgnąć i poprawić koc.
Wyszedł bez jednego spojrzenia czy słowa wymiany z Zhen Jie.
Teraz w pokoju zostałyśmy tylko my dwie.
– Zhen Jie, czy San Bao już nie śpi? – zapytałam nonszalancko, mając nadzieję, że wygonię ją z pokoju.
– Pójdę go teraz sprawdzić. Niech pani je spokojnie. Proszę tylko zawołać, jeśli będzie pani czegoś potrzebować. – Zhen Jie odwróciła się i wyszła.
Gdy jej kroki ucichły w korytarzu, zmusiłam się do przełknięcia kęsa jedzenia. Potem ułożyłam się z powrotem w łóżku, naciągając na siebie koc i stawiając na nim tacę, jedząc powoli.
Nie miałam apetytu. Moje ciało drżało od nerwowej energii, tak intensywnej, że podniesienie łyżki było walką, ale metodycznie wkładałam jedzenie do ust.
Po pierwsze, musiałam zacząć jeść, by odzyskać siły. Po drugie, obawiałam się kamery monitoringu w pokoju.
Kiedyś zainstalowałam kamery w każdym pomieszczeniu dla własnego bezpieczeństwa. Widziałam zbyt wiele brzydkich rzeczy na świecie, by nie być ostrożną.
Nigdy nie przypuszczałam, że sama ukręcę bicz na własne plecy.
Deng Jia Zhe protestował przeciwko kamerze w tym pokoju, drocząc się ze mną na temat braku prywatności. „Nie boisz się, że użyję tego, by oglądać nasze łóżkowe igraszki jako moją osobistą kolekcję filmów porno?” – żartował.
Ale ja nalegałam, choć włączałam ją tylko wtedy, gdy wyjeżdżałam lub w określonych porach.
Z biegiem czasu rzadko używaliśmy tej w tym pokoju.
Ale nie mogłam być pewna, czy teraz była włączona.
Po skończeniu posiłku wykorzystałam moment przenoszenia tacy, by zająć się kocem. Dyskretnie osuszyłam mokrą plamę chusteczką, po czym przemknęłam do łazienki i po cichu spuściłam ją w toalecie.
Bawiłam się przez chwilę z San Bao, zanim udałam wyczerpanie, opadając z powrotem na łóżko, by znów udawać sen.
Nie zauważyłam niczego innego niepokojącego i nie mogłam pozwolić, by cokolwiek podejrzewali.
Szczerze mówiąc, poza perfumami Zhen Jie, nie miałam żadnego konkretnego punktu zaczepienia. A istnieje tysiąc niewinnych wyjaśnień dla zapachu.
Ale udawanie snu było torturą. Aby było przekonujące, musiałam leżeć idealnie nieruchomo, z zamkniętymi oczami, podczas gdy mój umysł analizował każdą możliwość, próbując wymyślić kolejny ruch.
Moje nerwy były napięte do granic, każdy mięsień zwinięty ze strachu, który promieniował z samego mojego wnętrza. Pozostawiał mnie w dziwnym stanie czujności, a jednocześnie uwięzioną w tej jednej pozycji, udającą głęboki sen. Męka tego była ogromna.
W tamtej chwili zdałam sobie sprawę, że bycie przytomną było o wiele bardziej przerażające niż bycie nieprzytomną.
Być może to bezsenna noc, albo wyczerpanie po intensywnym lęku, a może po prostu podstawowa słabość mojego ciała, ale po tym, co wydawało się wiecznością, w końcu odpłynęłam.
Ale właśnie wtedy, gdy zanurzałam się w najgłębszą część snu, jakiś pierwotny instynkt wykrzyczał ostrzeżenie: ktoś zbliżał się do mojego łóżka.
















