Zhou Haizhen rzuciła okiem w tamtą stronę, po czym pochyliła się, by szepnąć: – Spójrz na to. Zeszłoroczne Chanel. Trochę żałosne, nie sądzisz? Próbuje tylko robić dobrą minę do złej gry, desperacko starając się nie stracić twarzy.
Prychnęłam. – Na szacunek zarabia się godnością – mruknęłam. – A nie podpierając się Chanel.
Zhou Haizhen pokazała mi kciuk w górę.
– Deng Jiazhe jest taki bezmyślny –
















