Zanim zdążyłam się odezwać, pojawiła się Zhao Mingzhen z butelką dla niemowląt w ręku. – Obiad gotowy!
Przełknęłam słowa, które miałam na końcu języka.
Nie mogłam wykonać żadnego lekkomyślnego ruchu, dopóki nie zrozumiałam, co myśli Deng Jiazhe. W końcu scena sprzed chwili mówiła sama za siebie.
Poza tym Sanbao był jeszcze tak mały – lgnął do tego, kto go karmił. Nie miałam teraz siły, by go odebr
















