KAIDAN
W ciągu ostatnich dwóch godzin moje życie wywróciło się do góry nogami w najbardziej potworny sposób. Przemierzałem teraz salon z kieliszkiem mocnego wina w dłoni, choć jedyną rzeczą, na jaką miałem ochotę, było obrócenie całego domu w ruinę, zburzenie budynku i puszczenie się pędem przez las w wilczej skórze, tratując po drodze drzewa.
Musiałem jednak zmusić się do bezruchu, do chodzenia tam i z powrotem tylko po salonie, do brania sporadycznych łyków wina, mimo że najbardziej na świecie chciałem cisnąć pucharem o ścianę lub, co lepsze, prosto w jej twarz.
Myśl o niej napawała moją duszę obrzydzeniem i sprawiła, że osuszyłem zawartość kieliszka jednym haustem. Podszedłem do baru i nalałem sobie kolejną porcję.
— Myślę, że powinieneś przestać pić — odezwał się zza moich pleców głos Ryka. — Przestań pić, żebyśmy mogli pomyśleć nad rozwiązaniem z jasnym i logicznym umysłem.
— Rozwiązaniem? — odparował Cy do brata. — Słyszałeś Sybil. Nie ma żadnego rozwiązania. Jesteśmy z nią związani na całe życie. Musimy ją przyjąć i naznaczyć, jeśli chcemy wstąpić na tron.
— Chyba że umrze — odrzekł Ryk. — To jedyne wyjście.
— A ona nie umrze w najbliższym czasie. Jest naszą partnerką — wbiłem wzrok w trzymany kieliszek, ale czułem, że on patrzy teraz na mnie. — Musimy to zaakceptować.
Szkło pękło w mojej dłoni. Przeszedłem nad odłamkami, wracając do głównej części salonu.
— Nie, nie musimy. I nie zamierzamy. Nie ma mowy, byśmy uznali ludzką dziewczynę za naszą partnerkę, wpuścili ją do naszego życia, domu i… — skrzywiłem się. Sam fakt, że była na górze, w jednym z pokoi, wystarczył, by krew we mnie zawrzała. Pewnie rozglądała się teraz po pokoju, chłonąc luksusowe detale, które podarowała jej magia krwi. Ludzie… nigdy nie knują niczego dobrego i dopóki nie zobaczę jej upadku i wygnania z Królewskiej Twierdzy, nie zaznam spokoju.
— To się po prostu nie wydarzy — podsumowałem. — Znajdę sposób, ale to będzie jej jedyna noc w tym domu.
— Kaidan — zaczął Cy swoim typowym, uspokajającym tonem, a ja już wiedziałem, co powie. To tylko bardziej mnie rozwścieczyło. — Naprawdę współczuję ci straty, ale minęły lata. Musisz odpuścić tę oślepiającą nienawiść i gniew. Nie możesz przekreślać całej rasy ludzkiej z powodu tego, co zrobił jeden z nich. Nie obchodzi mnie ta dziewczyna na górze i jeśli jakimś cudem przestanie być naszą partnerką, stanie się dla nas nikim. Ale w tej chwili nią jest. Nasza przyszłość jest z nią związana. Nie możemy jej ot tak odrzucić tylko dlatego, że nienawidzisz ludzi, zwłaszcza że nienawidzisz ich przez czyn jednej osoby. Nie możemy…
Mój wilk i gniew zareagowały szybciej, niż zdążyłem pomyśleć. W jednej chwili stałem z dala od Cy, w następnej moje kły zacisnęły się na jego kołnierzu, a ja uniosłem go nad podłogę. Tyle że on ani drgnął. Pozostał niewzruszony na nogach mimo mojej próby podrzucenia go. Mój uścisk na jego kołnierzu tylko się zacieśnił, a mój wilk rzucał w niego jadowite spojrzenia. Cy nie poruszył się. Patrzył na mnie z obojętnością, która jeszcze bardziej mnie rozsierdziła.
Oni zawsze rozumieją ten rodzaj gwałtownego gniewu, jaki mnie ogarnia przy tym temacie, a biorąc pod uwagę nowy obrót spraw, muszą rozumieć, jak bardzo mnie to dobija.
Opuściłem ręce.
— Przepraszam. Idę spać.
Nie czekałem na odpowiedź żadnego z nich, odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w stronę schodów. Byłem u ich podnóża, gdy zatrzymał mnie głos Ryka.
— Prześpijmy się z tym. Jestem pewien, że rano będziemy mogli myśleć jaśniej. I Kaidan, proszę, nie rób nic głupiego.
Oczywiście wiedział, że w mojej głowie zaczyna kiełkować głupi plan. Wiedział, że nie zaakceptuję tego tak po prostu i nie pozwolę, by ten koszmar trwał dłużej niż to konieczne. Skinąłem głową, zanim wszedłem na schody.
Ledwo dotarłem na drugie piętro, gdy jej zapach uderzył mnie w nozdrza — słodki, nieziemski aromat, który sprawiał, że mój wilk rwał się na zewnątrz, a moje nogi same chciały iść do jej pokoju. To przyciąganie… Boże! Moje dłonie same zacisnęły się w pięści i wymagało to całej mojej siły woli, by nie uderzyć jedną z nich o ścianę.
Dotarłem do swojego pokoju w jednym kawałku i zamknąłem drzwi na dwa spusty, by walczyć z samym sobą. Dopiero pod prysznicem naprawdę puściły mi hamulce. Uderzałem pięścią w ścianę raz po raz, aż knykcie były mocno posiniaczone, aż mój wilk skomlał w proteście. Nienawidziłem go za to, że śmiał czuć więź z nią. Z człowiekiem.
Było grubo po północy, gdy w końcu wróciłem do sypialni. Ledwo mogłem utrzymać otwarte oczy z powodu senności. Kawa nie pomogła. Moje ciało krzyczało o odpoczynek po tym, jak nie spałem przez ponad 120 godzin. Nie chciałem zasnąć. Wiedziałem, jak wiele grozy oznacza dla mnie sen… wiedziałem…
Moje oczy się zamknęły… Walczyłem, by je otworzyć, ale to nie działało. Po prostu…
Znalazłem się w kałuży krwi; nie, to był ocean krwi. Tonąłem w niej i nieważne, jak mocno się miotałem czy jak usilnie próbowałem płynąć, nic nie pomagało. Umierałem. Krew wdzierała się do moich ust, wypełniała płuca i wciągała mnie pod powierzchnię.
Obudziłem się z gwałtownym szarpnięciem.
Miałem wysoką gorączkę. Serce mi waliło, a całe ciało drżało. Nienawidziłem tego. Nienawidziłem poczucia własnej słabości. Byłem przyszłym Królem Alfą Enklawy Lunaris, a oto leżałem tutaj, trzęsąc się z powodu koszmaru jak pieprzony pięciolatek, podczas gdy sprawczyni moich koszmarów prawdopodobnie spała spokojnie kilka pokoi dalej.
Spojrzałem na stolik nocny i zobaczyłem, że nie spałem nawet pięciu minut. Nie mogłem wytrzymać nawet pięciu minut snu, a miałem ją zaakceptować jako swoją partnerkę. Wykluczone. Wolałbym umrzeć, niż na to pozwolić. Wolałbym zrobić coś nie do pomyślenia.
Z tą myślą wstałem z łóżka i ruszyłem do jej pokoju. Nie musiałem wiedzieć, który dokładnie pokój jej przydzielono, bo mój wilk sam mnie do niej poprowadził. Otworzyłem drzwi uniwersalnym kluczem i musiałem walczyć z natychmiastowym przyciąganiem, jakie poczułem w jej stronę.
Wyglądała jak gołębica, śpiąc spokojnie z pościelą naciągniętą pod samą pierś. Irracjonalna część mnie, która należała do mojego wilka i nad którą nie mogłem zapanować, nie pragnęła niczego bardziej, jak położyć się obok niej i ją przytulić.
Odegnałem te myśli, podszedłem do łóżka i pochyliłem się nad nią. Jej oczy otworzyły się gwałtownie pod wpływem wtargnięcia, a usta rozwarły. Krzyk, który miała z siebie wydać, zamarł w jej gardle w chwili, gdy moje dłonie zacisnęły się na jej szyi. Jej oczy rozszerzyły się, gdy zrozumiała, co zamierzam zrobić. Szarpała się pode mną, jej ręce błądziły desperacko, próbując zdjąć moje dłonie z jej gardła.
Nie tylko ona czuła ból. Im mocniej ściskałem, tym silniejsza siła napierała na moje serce, a wzrok coraz bardziej mi się rozmywał… to musiała być więź partnerstwa, więc ścisnąłem jeszcze mocniej, zanim moi bracia też to poczują i wpadną do pokoju. W końcu przestała się miotać, a gdy jej ręce opadły bezwładnie, odetchnąłem z ulgą. Stało się. Już nigdy nie będę nią spętany.
Zszedłem z niej, a moje nogi ugięły się w chwili, gdy dotknęły podłogi. Ból w moim ciele był obezwładniający. To nie przypominało zerwania więzi; to przypominało piekło. Jakby całe moje ciało zanurzono w ogniu i pieprzu. Z trudem podniosłem się na nogi, z trudem szedłem, bo im dalej byłem, tym bardziej moje ciało stawało się ciężkie jak ołów, a wzrok mętniał. Z trudem dotarłem do swojego pokoju i w chwili, gdy przekroczyłem próg, nogi odmówiły mi posłuszeństwa i padłem na ziemię.
Tym razem nie zdołałem utrzymać otwartych oczu i pochłonęła mnie ciemność.
















