KAIDAN
Nazywamy to Inwokacją Bogini. Zwykle odbywa się podczas superksiężyca i choć do jej przeprowadzenia potrzebne są Sybil oraz inne potężne czarodziejki, alfy mają zdolność samodzielnego wezwania Bogini Księżyca.
Nauczyłem się inwokacji, mając zaledwie siedem lat, tuż po swojej pierwszej przemianie. Moi bracia nauczyli się jej pięć lat później, gdy oni również się przemienili. Od tamtej pory nigdy nie miałem powodu, by ją wzywać, żadnego powodu, by chcieć ją widzieć, zwłaszcza po tym, jak zabrała mi jedyną osobę, która znaczyła dla mnie najwięcej. Nie żeby można ją było wzywać z błahych powodów, ale mimo to inne alfy przywołują ją, by bezpośrednio prosić o błogosławieństwo lub by oceniła ich czyny po wygranych wojnach czy wielkich osiągnięciach.
To nie był superksiężyc. Nie wezwałem jej, a mimo to tu była, w moim pokoju, a jej obecność oślepiała furią, z jaką przybyła.
Wciąż leżałem na podłodze, tam gdzie upadłem. Moje oczy były zamknięte, a jednak ją widziałem — unosiła się tuż nad moim łóżkiem, jej skóra była biała, a włosy jeszcze bielsze.
— Dałam ci partnerkę! Boską partnerkę, a co ty zrobiłeś? Kaidan Thorndrake. Śmiesz mordować swoją mate?
— Odmawiam zaakceptowania jej jako mojej partnerki.
Coś natychmiast zacisnęło się na moim sercu niczym imadło. Bolało tak bardzo, że nie zdołałem powstrzymać jęku.
— Owszem, zaakceptujesz. Nie masz innego wyjścia.
— Nie, odmawiam… — Nie mogłem mówić dalej. Język przywarł mi do podniebienia, a coś drapało mnie w gardło tak mocno, że musiałem odpierać atak czegoś, czego fizycznie tam nie było.
— Owszem, zrobisz to — jej ton stał się jeszcze bardziej apodyktyczny. Włosy na karku mi dęba stanęły, a mój wilk zamarł tak bardzo, że ledwie go czułem. Wiedziałem, że Bogini zaraz ogłosi wyrok.
— Kaidanie Thorndrake, synu Victora Thorndrake'a i Rhiannon Varrick, za zbrodnię targnięcia się na życie swojej partnerki, niniejszym zostajesz skazany na zdobycie jej miłości przed następnym krwawym księżycem. Niepowodzenie będzie skutkować nie tylko utratą statusu alfy, ale także twojego życia i wspomnień. Znikniesz, a dla ludzi, którzy cię znali, będzie tak, jakbyś nigdy nie istniał. Dopóki ona będzie cię nienawidzić, będziesz znosił intensywny ból fizyczny, dziesięciokrotnie większy niż ten, na który ją właśnie naraziłeś. Ból zniknie dopiero wtedy, gdy zdobędziesz jej bezwarunkową miłość.
Obudziłem się z rozsadzającym bólem głowy. Czułem się, jakby przejechał po mnie pociąg, a na moim sercu czułem ucisk… nie, to był nacisk wokół niego. Przypominało to obręcz, która zaciskała się tym mocniej, im głębiej oddychałem.
Wydarzenia zeszłej nocy wracały do mnie powoli: dziwny księżyc, ludzka partnerka, którą znaleźliśmy, proklamacja Sybil i moja drastyczna decyzja o zerwaniu więzi. Westchnąłem, przypominając sobie, co zrobiłem. Wstałem, a w momencie gdy moje stopy dotknęły podłogi, ból eksplodował w moim sercu z taką siłą, że musiałem chwycić się za pierś.
Co to ma być, do cholery?
„Dopóki ona będzie cię nienawidzić, będziesz znosił intensywny ból fizyczny, dziesięciokrotnie większy niż ten, na który ją właśnie naraziłeś. Ból zniknie dopiero wtedy, gdy zdobędziesz jej bezwarunkową miłość”.
Te słowa przypomniały mi się wypowiedziane tym niebiańskim głosem, który mógł należeć tylko do Bogini Księżyca. Wtedy też dotarła do mnie jej obecność w tym pokoju i kara za próbę zabójstwa. Nie udało mi się, ale nie to mnie dręczyło; dręczyło mnie potępienie, na które skazała mnie Bogini. Miałem zdobyć jej miłość przed następną pełnią, jeśli nie chciałem zniknąć, jakbym nigdy nie istniał, zmagając się z tym potwornym bólem, dopóki nie sprawię, że mnie pokocha.
Wykluczone!
Nie zamierzałem tego zaakceptować. Nie zamierzałem siedzieć bezczynnie i pozwolić, by to się stało.
Zignorowałem ból w klatce piersiowej, który teraz pustoszył całe moje ciało, i zmusiłem się do wyjścia z pokoju. Wyszedłem na korytarz w tym samym momencie, gdy rozdzierający uszy krzyk poniósł się echem przez cały gigantyczny budynek naszej kwatery.
Zmuszałem się do stawiania kroku za krokiem. Dwoje drzwi otworzyło się jednocześnie i moi bracia wyłonili się ze swoich pokoi. Spojrzeli na mnie, a potem rozejrzeli się, jakby próbowali ustalić źródło i powód tego krzyku.
Wtedy z drugiego skrzydła wyłoniła się postać — drobna, ludzka i krucha — pędząc korytarzem z wzrokiem utkwionym we mnie. Im bliżej mnie była, tym mocniej zaciskała się obręcz wokół mojego serca, tym bardziej czułem oślepiający ból, którego nie potrafiłem ubrać w słowa. Jeszcze wczoraj była mała, zastraszona i pełna lęku przede mną, ale teraz, gdy stanęła przede mną, w jej oczach płonęła czysta fura i nienawiść tak dzika, że moje serce stało się tylko kłębkiem bólu.
Nienawidziłem jej tak bardzo. Nienawidziłem jej tak mocno, że oddałbym wszystko, by roztrzaskać jej głowę o ścianę i dokończyć to, czego nie zdołałem wczoraj, ale w obliczu tego obezwładniającego bólu wszystko inne bladło.
— Ty… ty… ty próbowałeś… próbowałeś mnie, ty… — Jej usta otwierały się i zamykały raz po raz. Nie mogła wydusić z siebie słów. Nie mogła wypowiedzieć na głos tego, co zrobiłem.
— Uspokój się, Cassidy — Ryk był przy jej boku, ale ona ledwie zwracała na niego uwagę. Jej wzrok w całości skupiony był na mnie. Jej oślepiająca nienawiść była skierowana we mnie i, niech to szlag, bolało jak diabli.
— Uspokój się i powiedz nam, co się stało.
— Nie prosiłam o bycie twoją partnerką. Nawet cię nie chcę. Jesteś podły i nienawidzę cię tak samo mocno, jak ty mnie, ale ja też jestem człowiekiem, mam swoje marzenia, aspiracje i życie przed sobą, a mimo to potraktowałeś mnie tak, jakbym była niczym więcej niż śmieciem, czymś brudnym i bezwartościowym — łzy spłynęły z jej oczu, a moje serce rozpadło się na pieprzone kawałki.
Bolało tak bardzo, że zacząłem osuwać się na podłogę. Nie panowałem nad własnym ciałem i nienawidziłem każdej sekundy tej chwili. Nienawidziłem tego, że zostałem do tego sprowadzony przez karę.
— Odchodzę. Nie obchodzi mnie więź partnerstwa ani nic innego. Odchodzę.
Odwróciła się na pięcie i w tym momencie poczułem pełną moc jej nienawiści. Rzuciło mnie to na kolana, obraz mi się rozmył, a ciało przeszył dreszcz rozpadu. Ostatnią rzeczą, jaką widziałem, były zmartwione twarze moich braci, zanim wszystko pochłonęła ciemność.
Tak to właśnie miało wyglądać: ten oślepiający ból, tak długo, jak długo ona będzie mnie nienawidzić.
















