Obsesja zabójczego alfy: Jej sekretne dziecko

Obsesja zabójczego alfy: Jej sekretne dziecko

Autor: Aeliana Moreau

4
Autor: Aeliana Moreau
13 cze 2026
ELENA Nasze oczy spotkały się natychmiast po tym, jak te słowa padły z jego ust. Myślałam, że patrzę na niego z furią, planując w głowie milion sposobów na zabicie go, aż jedna samotna łza spłynęła mi po policzku. Skrzywił się, analizując dziwny wyraz mojej twarzy, podczas gdy jego wzrok coraz mocniej przeszywał mój. — Jesteś tak samo podejrzana jak wszyscy tutaj. Ci ludzie zginęli w straszny sposób i jestem pewien, że ktokolwiek ich zamordował, musiał czuć potrzebę przyjścia na pogrzeb, by obejrzeć swoje najnowsze arcydzieło. Ta! Psychopata taki jak ty pewnie by tak zrobił. — Bramy pozostaną zamknięte, dopóki nie sprawdzę każdego, kto brał udział w pogrzebie — rozparł się na krześle i uniósł brew, czekając na moją reakcję. — Powiedz coś, Kruszynko — szepnął. Nienawidziłam tego przezwiska! Jednocześnie nie miałam nic do powiedzenia. Błagałabym, gdyby zaszła taka potrzeba, tarzałabym się nawet po podłodze, zrobiłabym wszystko, czego by chciał, byle tylko nie musiał mnie dotykać. Wyczuwając moje wahanie, dał znak dwóm mężczyznom w gabinecie — swojemu Becie i jednemu wojownikowi — by wyszli, co też uczynili. — Muszę wyjechać. Cokolwiek to będzie kosztować, jestem gotowa to zrobić — odpowiedziałam. Serce mi ścisnęło, nienawidziłam tego, jak wielką władzę nade mną miał w tej chwili, ale bardziej martwiłam się o moją córeczkę. Nie chciałam, żeby się bała albo martwiła o mamusię. Choć możliwe, że w tej chwili nie jest sama, jestem pewna, że za kilka godzin już będzie. Nauczycielka, u której zostaje po szkole, odwiezie ją do domu za parę godzin. — Jak bardzo zależy ci na wyjeździe? — zapytał Viktor, wodząc wzrokiem po moich wargach, po czym przygryzł dolną wargę. Powinnam czuć obrzydzenie tym gestem, ale on w pewien sposób mnie podniecił. — Bardzo, ale przysięgam, że wolałabym pocałować świnię, niż pozwolić ci się dotknąć — warknęłam. Uśmiechnął się półgębkiem. Wyciągnął rękę w moją stronę, a ja podałam mu dokument, który trzymałam — ten, który miał podpisać. Viktor przyjrzał mi się uważnie, zanim wziął pióro i złożył podpis. Dlaczego nagle zmienił zdanie? W co on teraz gra? — Mogę iść? — zapytałam niepewnie. — Oczywiście, Kruszynko — wzruszył ramionami. Nie potrafiłam wyczytać nic z jego twarzy ani z jego myśli. Nie był już tym Viktorem, którego znałam. Ten człowiek nie był otwartą księgą; miał na twarzy dziwny, przerażający wyraz, który sprawiał, że trudno było odgadnąć, co planuje lub o czym myśli. — Przestań mnie tak nazywać — poskarżyłam się. — Nie będziesz mi mówić, co mam robić z własnymi ustami. — Uniosłam brew, wyczuwając seksualny podtekst w jego słowach. Muszę stąd uciekać! Odwróciłam się, gotowa wyjść z gabinetu i z jego życia tak, jak tego pragnęłam. — Wychodzisz bez podziękowania? — zapytał za moimi plecami. Uśmiechnęłam się krzywo, odwróciłam i pokazałam mu środkowy palec. Gdy wychodziłam z biura, słyszałam za sobą jego śmiech. Zanim dotarłam do bramy, robiło się już późno i byłam bliska spóźnienia się na lot. Miałam szczęście, że na najbliższym przystanku złapałam autobus do sąsiedniego miasta. Prawdziwy fart, bo to był ostatni kurs i gdybym go przegapiła, utknęłabym na dobre. Przez cały lot do domu czułam się fatalnie. Moja wilczyca była pobudzona i sądziłam, że ma to związek z ponownym spotkaniem Viktora. — Ty też wyczuwasz wampiry? — Gwałtownie odwróciłam głowę. Te słowa wypowiedział mężczyzna siedzący obok mnie. Był przystojny. Miał piegi rozsiane na nosie i nad prawym policzkiem. Wcześniej go nie zauważyłam, bo skupiałam się tylko na tym, by dotrzeć do dziecka. — Wampiry? — zapytałam, a on się uśmiechnął. To był ten typ szerokiego uśmiechu, który odsłania wszystkie zęby — a miał chyba najidealniejszy zgryz, jaki w życiu widziałam. — Żartowałem. Po prostu wyczułem twoje podenerwowanie. Uniosłam brew. — Jak to możliwe? Oparł głowę o zagłówek i przewrócił oczami. — Za bardzo wiercisz się w fotelu. — Ach — skinęłam głową. Pewnie miał rację. Odwróciłam wzrok, gotowa uspokoić swoją wilczycę i uporządkować myśli. — Lecieliśmy tym samym samolotem rano. — Nie zauważyłam cię — odpowiedziałam, nie patrząc na niego. — Cóż, ja ciebie tak. Jesteś piękna — powiedział. To był najbardziej bezpośredni komplement, jaki kiedykolwiek usłyszałam. — Dzięki — zmrużyłam oczy, niepewna, czy to właśnie powinnam odpowiedzieć. — Następnym razem, gdy cię zobaczę, zaproszę cię na randkę. — Może powinniśmy spróbować się unikać, bo moja odpowiedź zawsze będzie brzmieć „nie” — cmoknęłam. — Jestem pewien, że zmienisz zdanie, jeśli znowu mnie zobaczysz. — Był niesamowicie pewny siebie i, o dziwo, nawet mi się to podobało. — Jestem pewna, że nie. — Jestem Kade. Uścisnęłam jego dłoń. — Elena. Zmarszczył brwi, jakby skądś znał moje imię, ale gdy nic nie skomentował, odpuściłam i oparłam się wygodnie w fotelu. Kade również nie odezwał się więcej, aż do lądowania. Nawet jeśli milczał, czułam na sobie jego wzrok. Za każdym razem, gdy na niego zerkałam, wpatrywał się we mnie tymi swoimi wspaniałymi oczami, które przypominały mi o Viktorze. — Do zobaczenia wkrótce, Eleno — minął mnie i pomachał ręką, gdy tylko dotarliśmy na lotnisko. Nawet nie zdążyłam mu odmachać ani nic powiedzieć. Odpędziłam myśli o nim i o tym, jak bardzo przypominał mi Viktora. Kilka minut później dotarłam do domu młodej kobiety, by odebrać dziecko i, całe szczęście, spotkałam je na zewnątrz, właśnie mieli wychodzić. — Skarbie! — krzyknęłam. Pobiegłam radośnie w jej stronę, a ona powitała mnie z otwartymi ramionami. — Mama! — Tak, kochanie — uścisnęłam ją mocno. Tak bardzo się bałam, że nie zobaczę jej dzisiaj, a widok jej twarzy sprawił, że wszystkie moje zmartwienia zniknęły. — Spóźniłaś się — udawała obrażoną. — Tak mi przykro, mój mały potworku. Mama przeprasza — nie chciałam szukać wymówek, bo wiedziałam, że musiałabym kłamać. — Tęskniłam za tobą, mamo. — Już jestem, kochanie. Już jestem — podziękowałam jej uroczej nauczycielce i poszłyśmy do domu. — Więc, widziałaś babcię? — zapytała mnie po drodze. Opowiadałam jej wcześniej o mamie i tacie. — Oczywiście. Powiedziała, żeby następnym razem cię zabrać. — Naprawdę? A kiedy to będzie? — dopytywała. — Wkrótce. Zaśmiała się. To był nasz wewnętrzny żart. „Wkrótce” oznaczało, że nie będziemy o tym rozmawiać przez najbliższy czas, a może i przez parę lat. — Nauczyłam się dziś nowej piosenki w szkole. — Chciałabyś mnie jej nauczyć? — Podskoczyła radośnie i zaczęła wywijać rękami, więc złapałam ją za dłoń, żeby się nie przewróciła. Śpiewała wesoło, ucząc mnie tekstu, podczas gdy ja próbowałam za nią nadążyć. — Źle to robisz, mamo! — Wypraszam sobie, młoda damo, nie jestem tak mądra jak ty — uszczypnęłam ją w policzek, a ona zachichotała. — Jesteś. Musisz się tylko skupić. — To mądre słowo. Skupić się! Co to w ogóle znaczy? Odchyliła głowę do tyłu i znów zaczęła się śmiać. — Kruszynko — zawołał nagle czyjś głos. Moje nogi wrosły w ziemię. Dlaczego słyszę głos Viktora? Odwróciłam się w stronę, z której dobiegał dźwięk. — Co się stało, mamo? — zapytało moje dziecko, gdy tylko się obróciłam. Szybko ukryłam ją za plecami, po czym uniosłam głowę, by spojrzeć na Viktora. Nie patrzył na mnie. Patrzył na Rheę, moją córkę. — Kruszynko! — szepnął ponownie, a jego oczy szukały w moich odpowiedzi na niewypowiedziane pytania.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

4 – Obsesja zabójczego alfy: Jej sekretne dziecko | Czytaj powieści online na beletrystyka