ROZDZIAŁ 2: PARTNER DRUGIEJ SZANSY!
PW Sienny
Mój ojciec chciał mojej śmierci.
Nie było innego wyjaśnienia. Spośród wszystkich lordów i alf, jak mógł mnie sprzedać Alfie Vance’owi?
Czy to musiał być on?
Zaczęłam krążyć po pokoju, podczas gdy mój szok powoli zmieniał się w tak głęboki strach, że na całej skórze pojawiła mi się gęsia skórka.
Alfa Vance Ashcroft był królem watahy Dravenfell i najwyższym władcą wszystkich wilkołaków. W watasze krążyły pełne grozy szepty o jego bezwzględnych czynach, a ja słyszałam je wszystkie.
Zabijał dla kaprysu i rzucał swoich niewolników na pożarcie renegatom.
Słyszałam nawet historie o tym, jak każda kobieta, z którą sypiał, uzależniała się od niego jak od narkotyku, aż powoli ją to zabijało.
I rzeczywiście zabijało, bo krążyły plotki, że zabijał swoje kobiety, gdy tylko mu się znudziły.
Alfa Vance był potworem. Wszyscy o tym wiedzieli.
Nigdy bym przy nim nie przeżyła.
Przestałam krążyć, gdy do głowy wpadł mi pewien pomysł. Musiałam porozmawiać z ojcem. Musiał zmienić zdanie. Byłam jego jedynym dzieckiem. Nie mógł tak ryzykować mojego życia.
Mój ojciec nie zawsze taki był. Kochał mnie i cenił.
Tak, byłam omegą, ale on wierzył, że moja czysto srebrna wilczyca jest wyjątkowa. Był pewien, że posiada ona boskie przymioty powiązane z Boginią Księżyca.
Myślał, że ujawni się ona wtedy, gdy wszyscy będziemy jej najbardziej potrzebować.
Ale kiedy moja matka została brutalnie zamordowana, a moja wilczyca się nie ujawniła, jego uczucia do mnie się zmieniły.
Stałam się dla niego jedynie ciężarem.
Ale wciąż był moim ojcem. Ta miłość, którą do mnie czuł, musi gdzieś w nim być. Musiałam z nim porozmawiać.
Skierowałam się prosto do drzwi, ale te otworzyły się gwałtownie przed moimi oczami, zmuszając mnie do zatrzymania.
— Dobry wieczór, Sienno — chórem powiedziały Tessa i Pippa, stojąc nieugięcie w drzwiach.
— Muszę porozmawiać z ojcem — powiedziałam, ale dwie kobiety przede mną ani drgnęły. — Tesso, muszę…
— Oszczędzaj energię, księżniczko. Alfa wydał polecenie, żebyś wzięła prysznic i przygotowała się na przyjazd swojego nowego właściciela, który cię zabierze — powiedziała Tessa surowym głosem.
— I możesz opuścić ten pokój dopiero wtedy, gdy cię ubierzemy — dokończyła za nią Pippa.
Nie mogłam ich ominąć, nawet gdybym chciała. Były znacznie silniejsze, a ich lojalność wobec mojego ojca była niczym klątwa. Mogłam tylko zrobić to, czego chciały, a potem odzyskać wolność.
— Dobrze — wymamrotałam.
Zrzuciłam ubrania i pobiegłam do łazienki. Moje serce waliło jak oszalałe, a w głowie ciągle mi huczało. Odmawiałam myślenia, szorując się do czysta.
W rekordowym czasie wyszłam spod prysznica, a Pippa podała mi szlafrok.
Owinięta nim, podeszłam do toaletki. Usiadłam i pozwoliłam dwóm kobietom nałożyć mi makijaż i ułożyć włosy.
Gdy wszystko było gotowe, przed moimi oczami pojawiła się biała sukienka, a Tessa pomogła mi ją założyć. W innej sytuacji uznałabym tę suknię za piękną, ale nie potrafiłam zmusić się do podziwiania czegokolwiek.
Wszystko wydawało się nijakie i nudne. Życie straciło kolory, gdy śmierć pukała do drzwi.
— Możesz iść porozmawiać z ojcem — powiedziała Pippa, posyłając mi blady uśmiech.
Wiedziałam, że po prostu wykonują swoją pracę, ale czasami robiły więcej, niż im kazano. Nie winiłam ich jednak — kto byłby miły dla zwykłej omegi jak ja?
— Dziękuję — mruknęłam i wybiegłam z pokoju. Mimo ograniczeń, jakie stawiała dopasowana, powiewna suknia, dotarłam do gabinetu ojca w jednym kawałku.
— Ojcze, proszę, musisz to przemyśleć! — powiedziałam natychmiast po wejściu.
Oderwał wzrok od papierów, w które się wpatrywał, i spojrzał na mnie. W jego oczach nie było żadnych emocji. Nawet cienia wyrzutów sumienia z powodu tego, co zamierzał zrobić. Wiedziałam wtedy, że jestem zgubiona. Nie było dla mnie ratunku.
Westchnął, jakby sam mój widok był ciężarem zbyt wielkim do zniesienia. — Sienno, mówiłem ci już, Vance to najlepsze, co może cię spotkać.
— Ale ojcze, on mnie zabije… — wykrzyknęłam, a łzy znów zaczęły spływać mi po twarzy.
— Może i tak. Ale twoje przetrwanie może się przedłużyć, jeśli mu się oddasz — on chce tylko dziedzica. Daj mu go, a będziesz żyć — powiedział mój ojciec.
Poczułam kolejny cios w piersi. Alfa Vance miał być pierwszym mężczyzną w moim życiu.
Krew odpłynęła z mojego ciała, a moje nogi powoli wycofały się z pokoju. Nie było sensu rozmawiać z ojcem. On już podjął decyzję.
— Jeśli cię to pocieszy, Alfa Vance właśnie przysłał wiadomość, że nie dotrze tu już dzisiejszej nocy. Będzie rano — głos ojca dotarł do moich uszu, torturując moją duszę.
Nie mogłam już powstrzymać łez. Wylewały się ze mnie strumieniami, zanim dotarłam do pokoju. Zwinęłam się na łóżku, a w głowie analizowałam to, co mnie czeka z człowiekiem takim jak Vance.
Nie mogłam pozwolić, by mnie zabrał.
****
Gdy tylko pierwsze promienie światła wpadły przez okno, wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Wszyscy myśleli, że jestem tak słaba, iż nie potrafię się uratować, ale się mylili.
Nie będę tu siedzieć i czekać, aż najbardziej bezwzględny Alfa ze wszystkich krain mnie zabierze!
Chwyciłam rąbek białej sukni i rozdarłam ją z boku, aby ułatwić nogom poruszanie się.
Ostrożnie uchyliłam drzwi i tak jak myślałam, nikt ich nie pilnował. Obserwowałam uważnie korytarz i gdy tylko droga była wolna, wyszłam i ruszyłam w stronę tylnego wyjścia.
Nie biegłam, ale też nie poruszałam się powoli.
Było jeszcze bardzo wcześnie. Słońce ledwo wychylało się zza horyzontu. Będę już daleko, zanim ojciec wyśle Tessę i Pippę, by pomogły mi przygotować się na śmierć.
Na moje szczęście służba w kuchni była zbyt zajęta, by zwracać na mnie uwagę. Przemknęłam obok nich i wydostałam się na zewnątrz.
Gdy tylko wyszłam, wzięłam głęboki oddech i pozwoliłam swojemu ciału poddać się transformacji, gdy moja wilczyca przejęła kontrolę. Moje kości strzelały, gdy układały się w postać wilka. Potem rzuciłam się do biegu.
Linia drzew znajdowała się zaledwie kilkadziesiąt metrów od mojego domu. Musiałam tylko dostać się do lasu i dotrzeć do następnego miasta. Adrenalina krążyła w moich żyłach, a nogi poruszały się szybciej, niż kiedykolwiek wcześniej zmuszałam swoje ciało. Wkrótce byłam już w lesie.
Radosne ćwierkanie ptaków i cykanie świerszczy powitało mnie, a ja uśmiechnęłam się, bo pomyślałam, że mi się uda. Po prawie trzydziestu minutach biegu przez las, usłyszałam dźwięk królewskiej trąby obwieszczający czyjś przyjazd.
Alfa Vance tu był.
To uświadomienie sprawiło, że straciłam koncentrację, a moja prawa łapa uderzyła w leżącą kłodę pod niebezpiecznym kątem.
Moja wilczyca została wyrzucona do przodu, a ja upadłam z dużą siłą.
Luźny kocyk na mojej głowie opadł, pozwalając moim blond włosom spłynąć kaskadą na plecy. Moje srebrne futro było teraz pokryte brudem z leśnego poszycia, ale mało mnie to obchodziło.
Nagle las ucichł, a radosne ćwierkanie ptaków i cykanie świerszczy ustało. Potem przeraźliwe wycie przebiło się przez gęstą ciszę i wkrótce poczułam, jak ziemia drży pode mną.
Czułam nadciągające zło. Mój ojciec nie wysłał za mną tylko swoich strażników. Ktoś inny nadchodził, ktoś zły. Potężna obecność, która mogła rozedrzeć mnie na strzępy w kilka sekund — sam Vance.
Musiałam biec dalej.
Z trudem stanęłam na nogi, ignorując ból w prawej kostce. Kontynuowałam bieg.
— Sienna…
Moje imię rozniosło się echem w lesie, a moje serce stanęło. Był blisko.
Czułam jego mroczną obecność wokół siebie i wiedziałam, że nie mam szans go prześcignąć. Ale odmówiłam poddania się bez walki.
Zmuszałam płuca do maksymalnego wysiłku. Moja wilczyca skomlała z poczucia klęski, ale nie chciałam jej słuchać.
— Muszę przeżyć — szepnęłam do siebie stanowczo.
Próbowałam biec jeszcze szybciej, ale moje kończyny zaczynały wydawać się ciężkie, przytłoczone wyczerpaniem i strachem.
Moje uszy wypełniały tylko dwa dźwięki — walenie mojego serca i jego budzące grozę łapy, które zbliżały się, gdy pędził w moją stronę z prędkością, jaką mógł osiągnąć tylko Alfa. Obraz mi się zamazał, a w środku narastała panika. Był niepowstrzymany, jak drapieżnik polujący na swoją ofiarę.
Omijałam drzewa i przeskakiwałam nad powalonymi pniami, próbując zwiększyć dystans między nami. Ale jeden mój krok to było jego dwadzieścia.
Nie miałam szans.
Nagle powietrze zostało wyciśnięte z moich płuc i po raz kolejny moje ciało wzbiło się w górę. Myślałam, że znowu upadłam, ale moja wilczyca została przyciśnięta do drzewa z taką siłą, że zostałam zmuszona do powrotu do ludzkiej formy.
Vance mnie złapał.
— Sienna… — wycharczał mi w twarz, ale ja odmówiłam spojrzenia na niego. Zacisnęłam oczy, gdy moje ciało drżało ze strachu.
Jego potężne ramię spoczywało na mojej szyi, przygważdżając mnie do pnia drzewa. Nie miałam dokąd uciec.
— Hmmm — mruknął, a ja poczułam, jak palcem odgarnia kosmyk moich potarganych włosów z twarzy. — Zabicie cię sprawi mi tyle przyjemności…
Na jego słowa z moich ust wyrwało się westchnienie, a potem popełniłam błąd, otwierając oczy.
Dech — ten odrobina, którą wciąż pozwalał mi zaczerpnąć — zamarł w moim gardle, gdy nasze spojrzenia się spotkały.
Jego lazurowe oczy wciągały mnie w siebie. Wokół nas zaiskrzyło, a moja wilczyca wychynęła na powierzchnię. Strach, który czułam sekundę temu, zniknął, a tworząca się między nami więź przyniosła zamiast niego poczucie bezpieczeństwa.
Oczy niemal wyszły mi z orbit, gdy zdałam sobie sprawę, że patrzę również na jego wilka.
On był moim partnerem drugiej szansy!
















