PW Sienny
Ekscytacja buzowała głęboko we mnie, gdy zmierzałam do centrum miasta. Nawet nie dbałam o to, że ludzie rzucali mi dziwne spojrzenia, gdy ich mijałam.
Szydzili i przeklinali na tyle głośno, bym mogła ich usłyszeć, ale mój uśmiech tylko się poszerzał. Dzisiejsza noc miała zmienić moją historię.
Przez całe życie żyłam z bólem posiadania bezużytecznej wilczycy. Byłam słaba w świecie, który ponad wszystko cenił siłę i dominację. Fakt, że mój ojciec był Alfą, niczego nie zmieniał. Okazałam się słabą omegą, która nie potrafiła się obronić.
„Powinna się wstydzić, wychodząc do ludzi w taki dzień!”
Szepty stały się głośniejsze i zazwyczaj popsułyby mi nastrój, ale nie dzisiaj.
Dzisiejszej nocy miałam odnaleźć swojego partnera.
Moja skóra mrowiła, gdy w myślach mignął mi jego obraz — Ronan Thorne.
Był jedynym przyjacielem, jakiego miałam w watasze Rivenmoor. Był jedynym, który stał przy mnie, gdy całe miasto miało mnie za nic.
Dla całego świata byłam odrzuconym kamieniem, ale dla Ronana byłam nieoszlifowanym diamentem.
Oboje czuliśmy iskry naszej więzi na długo przed dzisiejszą nocą, ale zbyt baliśmy się do tego przyznać. On był betą watahy, a ja słabą księżniczką omegą.
Niezręczna para, której świat nigdy by się nie spodziewał.
Dzisiejszej nocy jego wilk miał rozpoznać moją wilczycę, a on miał mnie uratować przed wszystkimi drwinami i cierpieniem, które musiałam znosić przez całe życie.
Bycie omegą było bolesne, ale bycie pozbawioną partnera lub odrzuconą to zupełnie inna, gorzka pigułka do przełknięcia.
Muzyka z centrum miasta, gdzie odbywała się ceremonia, stawała się coraz głośniejsza, a ja musiałam powstrzymywać nogi, żeby nie podskakiwać z radości. Czułam, jak przyciąganie partnera buzuje pod moją skórą.
Ronan tam był. Czułam go.
Szłam szybciej, a mój uśmiech stawał się coraz jaśniejszy, aż dekoracje mogły mu pozazdrościć.
Mój ojciec, Cassian Marlowe, właśnie skończył swoje przemówienie i słyszałam w powietrzu deklaracje miłości, gdy więź parowania łączyła partnerów.
Ścieżka prowadząca do centrum była oświetlona papierowymi lampionami ustawionymi wzdłuż drogi. Spojrzałam na księżyc i chwyciłam się za serce.
— To już teraz… — szepnęłam, czując kolejną falę ekscytacji.
Postawiłam pierwszy krok na udekorowanym placu. Moje oczy szukały w tłumie jego przeszywających, piwnych oczu. Zobaczyłam mojego ojca przy podium i jak zwykle go zignorowałam — nie różnił się niczym od swoich podłych i okrutnych ludzi.
I wreszcie, mój wzrok spoczął na tym, dla którego biło moje serce.
Ale gdy moje oczy skupiły się na tym, kto stał przed nim, moje serce zamarło.
Ból zakłuł mnie w piersi i powoli przeniósł się do głowy. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę.
U jego boku stała inna dziewczyna, a sposób, w jaki na nią patrzył… To był dokładnie ten sam sposób, w jaki patrzył na mnie. Muzyka w mojej głowie ucichła, gdy moje nogi, jakby miały własny rozum, poniosły mnie ku niemu.
W głowie mi huczało, a mózg odmówił posłuszeństwa. Nie mogłam trzeźwo myśleć. To musiała być pomyłka.
— Ronan — zawołałam cicho i pomimo chaosu w głowie, zdołałam wykrzesać uśmiech.
Odwrócił się, by na mnie spojrzeć, i przez sekundę pomyślałam, że jego piwne oczy złagodniały — ale się myliłam.
— Czego chcesz, Sienna? — syknął tak głośno, że poczułam wibracje w moim drżącym sercu.
Otworzyłam usta, by coś powiedzieć, ale z moich warg nie wydobył się żaden dźwięk. Mogłam tylko wpatrywać się w niego.
Jego piwne oczy zmieniły się i przez chwilę zobaczyłam jego mrocznego wilka, który przebił się na powierzchnię. Rozpoznał mnie. Moja wilczyca, choć słaba, również go rozpoznała. Byliśmy sobie przeznaczeni.
A jednak on stał z inną kobietą.
Przez całe życie zbyt bałam się odzywać we własnym imieniu. Byłam zbyt słaba, by domagać się tego, co moje, ale nie dzisiaj.
— Ronan, jestem twoją partnerką. Ty jesteś moim partnerem — powiedziałam i choć mój głos drżał, czułam, że przyciąganie po moich słowach przybrało na sile. Brakowało tylko, by on również przyznał to na głos.
Jego oczy znów się zmieniły i odzyskały swój piwny kolor, ale pojawił się w nich błysk, którego nie potrafiłam zidentyfikować.
Czas zdawał się zatrzymać, gdy z zamierającym sercem czekałam na odpowiedź Ronana, ale on milczał. Odmawiając przyjęcia do wiadomości tego, co się działo, podeszłam krok bliżej i ujęłam go za prawe ramię.
— Ronan, proszę… Powiedz coś — błagałam.
Ludzie zaczęli się gromadzić. Wszyscy chcieli patrzeć, jak bezużyteczna omega zostaje upokorzona, ale ja nie dopuszczałam do siebie myśli o upadku. Ronan po prostu miał chwilę zwątpienia.
— Ronan, no dalej, pamiętasz swoją obietnicę — powiedziałam, ściskając jego ramię w nadziei na reakcję.
Doczekałam się reakcji, ale nie takiej, jakiej się spodziewałam.
— Czyś ty do reszty postradała zmysły?! — wrzasnął tak głośno, że jego głos poniósł się echem wokół nas.
Głos uwiązł mi w gardle, gdy próbowałam go uspokoić. — Ronan, możemy… możemy o tym porozmawiać… Ja… ja jestem… Możemy…
— Przestań, Sienna! Po prostu przestań! Wyglądasz żałośnie! — syknął, a moje serce stanęło.
Tama łez, o których myślałam, że nigdy nie wyleję ich publicznie, pękła pod wpływem szoku wywołanego jego słowami.
— Ronan… Jestem twoją partnerką… Moja wilczyca… — zaczęłam, ale jego surowy głos zdominował całą przestrzeń.
— Och, proszę, nawet nie powtarzaj tego więcej! — syknął, a jego rysy stwardniały.
Potrząsnęłam głową, nie chcąc wierzyć, że to się dzieje. To był koszmar. Musiałam się z niego obudzić.
— Chcesz, żebym powiedział to na głos, żebyś mi uwierzyła? — zapytał, a moje serce podeszło mi do gardła.
— Ronan, nie… — szepnęłam, wiedząc, co zamierza zrobić.
— Ja, Ronan Thorne, odrzucam ciebie, Sienno Marlowe, jako moją partnerkę! — wypluł te słowa, a ja poczułam, jak mój świat rozpada się na kawałki.
— Ronan, nie! — jęknęłam, a moja twarz zalała się łzami. — Nie, nie… Nie myślisz tak naprawdę…
Cmoknął zniecierpliwiony i rozejrzał się z frustracją, jakbym właśnie powiedziała najbardziej absurdalną rzecz na świecie.
— Naprawdę myślisz, że zaakceptuję taką słabą i bezużyteczną omegę jak ty za partnerkę? — warknął. — Niech Boginię piekło pochłonie!
— Ronan… — zawołałam, sięgając po jego dłonie, ale on odepchnął mnie brutalnie na bok, a tłum się rozstąpił, zostawiając zimną ziemię, by mnie przyjęła.
— Ani mi się waż mnie dotykać! Ty zdesperowana dziwko! Nie wstyd ci za siebie?! Co ja mam począć z taką bezużyteczną partnerką, powiedz mi? — wrzeszczał. — Powiedz mi?!
Otworzyłam usta, by się bronić, ale nie potrafiłam sformułować żadnego słowa. Nie rozpoznawałam w nim Ronana, którego znałam.
Moje łzy nic dla niego nie znaczyły. Wyglądał na oszalałego z wściekłości tak głębokiej, że nic, co mówiłam, nie zmieniało sytuacji, ale ja odmawiałam poddania się.
Otarłam łzy z twarzy i zerwałam się na nogi. Wiedziałam, że może mnie znowu pchnąć, ale obiema rękami chwyciłam go za dłoń.
— Ronan, proszę… Zrobię wszystko, o co poprosisz. Będę idealną partnerką… Proszę, daj mi tylko szansę… Proszę — nie rób mi tego. Nie odrzucaj mnie w ten sposób… Proszę…
Wiedziałam, że to upokarzające, by tak desperacko błagać mężczyznę, ale nie miałam wyboru. Nie chodziło tylko o to, że Ronan był moim partnerem, chodziło też o umowę, którą mój ojciec i ja zawarliśmy dawno temu.
Jeśli nie znajdę partnera, on sprzeda mnie pierwszemu lepszemu kupcowi.
— Ronan, proszę… Nie chcę zostać sprzedana… Proszę — błagałam w kółko, a łzy zamazywały mi obraz.
Modliłam się do Bogini, by coś zrobiła. By mi pomogła, ale ona nigdy nie słuchała.
Ronan wyszarpnął rękę z mojego uścisku, a siła tego ruchu sprawiła, że zatoczyłam się prosto w silne ramiona mojego ojca.
— Alfo, opanuj swoją bezużyteczną córkę. Nigdy nie mógłbym być z kimś takim jak ona. Nasza przyjaźń to było wszystko, co mogłem dla niej zrobić, a teraz to koniec! — Ronan objął ramieniem stojącą obok niego kobietę i pocałował ją w czoło. — To jest moja wybranka i nie chcę, żeby twoja córka sprawiała mi problemy!
Kobieta uśmiechnęła się, jakby ze mnie kpiła, a potem odeszli, zostawiając mnie samą z bólem i wstydem.
Czułam, jak całe moje wnętrze rozpada się wraz z jego odejściem i walczyłam, by wyrwać się z uścisku ojca.
— Ronan! Ronan! — krzyczałam, wyciągając do niego ręce, ale ojciec trzymał mnie mocno.
— Opanuj się, Sienna! Dość już mnie zawstydziłaś! — Jego głęboki baryton zadudnił mi w uszach, jakby używał wzmacniacza.
Moja wilczyca natychmiast przycichła, a moje słabe ciało się poddało. Tylko łzy wciąż płynęły mi z oczu, gdy prowadził mnie do domu niczym worek zgniłych ziemniaków.
Wlókł mnie tak, aż dotarliśmy do domu. Bez słowa pocieszenia, bezceremonialnie wrzucił mnie do mojego pokoju.
— Osusz te głupie łzy, zaraz przyjdą twoje służące, żeby pomóc ci doprowadzić się do porządku. Twój właściciel zaraz po ciebie przyjedzie! — powiedział, a wtedy moje odrętwiałe ciało odzyskało kontrolę.
— Co powiedziałeś? — zapytałam powoli, odwracając się do niego twarzą.
— Słyszałaś, co powiedziałem. A teraz rób, co ci każę! — warknął.
Poczułam, jak gniew wypełza mi do żył i po raz pierwszy odmówiłam bycia traktowaną jak przedmiot.
— Nie, ojcze. Nie! Nie dam się sprzedać jak jakieś zwierzę! Nie możesz mi tego zrobić! — wrzasnęłam i mimo łez w oczach, mój głos był imponująco czysty.
— Właśnie zostałam odrzucona przez partnera, a ty… ty już mnie sprzedałeś? Jakim ty jesteś potworem? — krzyczałam.
Oczy ojca pociemniały, a w następnej chwili usłyszałam echo policzka, po którym nastąpił piekący ból na lewym licu.
— Powinnaś być wdzięczna, że sprzedałem cię Alfie Vance'owi. Jeśli uda ci się urodzić jego dziecko, to po raz pierwszy w swoim marnym życiu będziesz szanowana! A ty stoisz tam i nazywasz mnie potworem?
Krew odpłynęła z mojego ciała, a palce zaczęły mi drżeć, gdy imię, które wymienił, odbiło się echem w mojej głowie.
— Czy ty właśnie… powiedziałeś Alfa Vance? Ten Alfa Vance? — szepnęłam, trzymając rękę na palącym policzku.
















