Rezydencja już tętniła życiem, gdy obudziła się o ósmej. Skrzywiła się, widząc godzinę. Pośpiesznie zeskoczyła z łóżka i wybiegła w stronę pokoju Angeliny. Miała obudzić dziewczynkę o siódmej i pomóc jej w porannej toalecie. Przeklinała się w duchu za taką beztroskę. To był jej pierwszy dzień, a ona już zawodziła.
Była przyzwyczajona do wstawania o szóstej i pomagania ogrodnikowi w doglądaniu ogrodu w sierocińcu. Zastanawiała się, czy starszy mężczyzna za nią tęskni.
Elise pchnęła drzwi do pokoju Angeliny i zastała absolutną ciszę. Angeliny nigdzie nie było. Zawołała ją, ale nie doczekała się odpowiedzi, choć wcale się jej nie spodziewała.
Być może już wstała. Z pewnością zostanie wylana pierwszego dnia. Elise pośpieszyła do kuchni, by sprawdzić, czy Angelina tam jest. Ku jej uludze, Angelina rzeczywiście tam była, siedziała przy stole i jadła śniadanie.
Odwracała się już od kuchni, gdy Martha ją zauważyła.
— Elise — zawołała Martha, sprawiając, że dziewczyna zatrzymała się w pół kroku. Odwróciła się do niej i posłała jej nerwowy uśmiech. „Na pewno myśli, że jestem lekkomyślna” — pomyślała.
— Dokąd idziesz? Zjedz śniadanie — zawołała z kuchni. Angelina zerknęła na nią spod rzęs. Gdy Elise napotkała jej wzrok, mała szybko odwróciła oczy z powrotem na talerz.
— Czy mogę najpierw wziąć prysznic? — zapytała nieśmiało Marthę.
— Och, kochanie, nie musisz mnie pytać ani prosić o pozwolenie na cokolwiek. Nie jestem twoją szefową. Rób, co chcesz — wyjawiła łagodniejszym tonem. Zdała sobie sprawę, że Elise jest zbyt naiwna i łatwowierna, by przetrwać w tym manipulacyjnym społeczeństwie.
Elise uśmiechnęła się i odwróciła, by wrócić do pokoju.
Wróciła do kuchni po kąpieli. Angelina poszła już na lekcje, ale Martha wciąż była w kuchni i nie była sama.
Kroki Elise zachwiały się, gdy usłyszała jakieś dziwne, stłumione dźwięki. Weszła, by sprawdzić, co to takiego. Dziewczyna natychmiast pożałowała tego, co ujrzały jej oczy. Martha siedziała na blacie kuchennym, całując jakiegoś faceta, który stał między jej nogami. Elise natychmiast odwróciła wzrok. Jej nogi zamarły, a policzki zapłonęły głębokim zawstydzeniem.
— Elise? — Martha już ją dostrzegła.
— Przepraszam, że przeszkadzam. Wychodzę, kontynuujcie — wybełkotała, odwracając się na pięcie.
— Nie. Zostań — Martha zsunęła się z blatu. Mężczyzna odwrócił się i wtedy spotkała ją kolejna niespodzianka. Pan Thorne. Pocałowała go lekko w usta, zanim mężczyzna wyszedł z kuchni, posyłając Elise uśmiech.
— Ja... przepraszam. Nie powinnam...
— Wszystko w porządku — machnęła lekceważąco ręką.
— Siadaj, jedz śniadanie — powiedziała.
Przesunęła w jej stronę tacę.
— Straciłam męża dwa lata temu w wypadku. Myślałam, że już nigdy nie odnajdę miłości. Sądziłam, że ze mną koniec. Ale Arthur udowodnił mi, że się myliłam. Pojawił się jak powiew świeżego powietrza — na jej ustach błąkał się uśmiech. Usta Elise również rozciągnęły się w uśmiechu.
— Niedługo ogłosimy to oficjalnie, ale do tego czasu powiedział, że musimy zadowolić się naszym potajemnym romansem i ukradkowymi pocałunkami — dodała.
Policzki Elise wciąż płonęły czerwienią. Jej reakcja rozbawiła i zaintrygowała Marthę.
— Czy kiedykolwiek byłaś całowana, Elise? — zadała pytanie prosto z mostu. Elise spojrzała na nią. Jej policzki stały się teraz szkarłatne.
— Czy kiedykolwiek ktoś cię pocałował? — zapytała ponownie, ciesząc się jej zmieszaniem.
Dziewczyna energicznie pokręciła głową, rumieniąc się jeszcze bardziej. Elise spędziła całe życie w zamknięciu sierocińca, który był przeznaczony tylko dla kobiet. Nie znała żadnego mężczyzny poza ogrodnikiem, sekretarzem siostry Catherine i kilkoma innymi członkami personelu.
— Nigdy? — Marcie trudno było w to uwierzyć. Dziewczęta w jej wieku są zwykle ekspertkami w tych sprawach.
— Dlaczego? — dopytywała.
— Siostra Catherine mawiała, że dziewczyna powinna być intymna tylko ze swoim mężem, który jest jej jedyną prawdziwą bratnią duszą. Całowanie innych chłopców to grzech — wyjaśniła jasno. Martha skinęła głową ze zrozumieniem.
— Więc mówisz, że pocałujesz tylko swojego męża, który przy okazji będzie twoją bratnią duszą? — zapytała. Elise przytaknęła. Ta rozmowa była dla niej krępująca.
— A skąd będziesz wiedziała, że powiedzmy, osoba X jest twoją bratnią duszą? — zapytała, nie tyle ciekawa, co rozbawiona jej niedojrzałym spojrzeniem na życie.
— Bóg ma plan dla każdego z nas. On mi powie na swój sposób — wzruszyła ramionami i odpowiedziała.
— Naiwna... naiwna dziewczyna — Martha pokręciła głową i wymruczała pod nosem. Elise nie wyłapała, co powiedziała, ale cieszyła się, że ta niezręczna rozmowa w końcu dobiegła końca.
….
Angelina bawiła się lalkami, gdy Elise weszła do jej pokoju, by z nią porozmawiać. Angelina była zbyt zajęta tworzeniem własnych scenariuszy, by poczuć jej obecność. Jej blond kucyki kołysały się przy każdym ruchu głowy. Siedziała na wózku, rozmawiając z lalkami.
Elise usiadła cicho na brzegu jej łóżka i wtedy dziewczynka zauważyła obcą obecność w pokoju. Spojrzała na nią, po czym natychmiast odwróciła wzrok. Przestała się bawić.
Elise postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i nawiązać rozmowę.
— Ta lalka jest taka piękna — Elise podniosła jedną z lalek. Angelina nic nie powiedziała.
— Ma piękne włosy, tak jak ty. Jak ją nazywasz? — Angelina nie odpowiedziała.
— Dobrze, wygląda na to, że nie nadałaś jej imienia. Nazwijmy ją więc Brownie — zasugerowała, czesząc jej brązowe włosy.
— Fuj, to okropne imię — Angelina wykrzywiła buzię z niesmakiem.
— Naprawdę? Myślałam, że będzie do niej pasować — udała zdziwienie.
— Nie, ona ma na imię Anna — wyjawiła.
— Anna. To takie ładne imię — Elise uśmiechnęła się do niej. Po raz pierwszy usta Angeliny rozciągnęły się w dziecięcym uśmiechu.
— Anna jest moją ulubioną zaraz po Kisto — oczy Angeliny zabłysły.
Chwyciła inną lalkę i podsunęła ją Elise pod sam nos.
— To jest Kisto. Chłopak Anny — wyjaśniła zwyczajnie. Elise spojrzała na nią z niedowierzaniem. Ta mała dziewczynka wiedziała całkiem sporo.
— Ona szuka Elsy. Kisto pomaga jej ją odnaleźć.
— Kim jest Elsa? — zapytała zdezorientowana Elise.
— Nie wiesz? — zapytała zdziwiona dziewczynka. Elise pokręciła głową.
— Nie widziałaś „Krainy Lodu”?
— Nie — ponownie pokręciła głową.
— To skąd masz wiedzieć? Elsa to siostra Anny — Angelina wywróciła oczami, jakby mówiła do dziecka. Elise mruknęła ze zrozumieniem.
— To brzmi interesująco. Dlaczego nie opowiesz mi więcej o Elsie, Annie i tym całym Kisto? — uniosła brwi z zaciekawieniem.
— Chcesz wiedzieć? — zapytała podekscytowana Angelina.
— Tak, księżniczko — Angelina zarumieniła się na dźwięk przezwiska, które jej nadano.
Elise wybuchnęła śmiechem, widząc jej różowe policzki. Była słodziakiem.
………….
Cała prasa kłębiła się na zewnątrz, gdy Kaelen i Siena wyszli z budynku. Tłum natychmiast ożył, a dziennikarze zaczęli rywalizować o ich uwagę.
Jego firma niedawno weszła w branżę modową i dziś była pierwsza noc tygodnia mody, który zorganizowała. Siena przeszła po wybiegu, a Kaelen był tam, by kibicować swojej „narzeczonej”. Jego doradcy uważali, że to będzie dobra reklama.
— Proszę pana, kiedy państwo biorą ślub? — zapytał jeden z dziennikarzy.
— Dowiecie się, kiedy data zostanie ustalona — odpowiedział sucho. Nie chciał rozmawiać o małżeństwie.
— Już niedługo — wtrąciła Siena. Przybrała swój olśniewający uśmiech.
— Co ma pan do powiedzenia na temat nowego kierunku, jaki obrała pana firma? — zapytał ktoś inny. Kaelen był zadowolony z tego pytania.
— Vargas Holdings dąży do doskonałości. Moja firma odnosiła sukcesy we wszystkich przedsięwzięciach, których się podjęła. Jestem pewien, że branża modowa wkrótce zostanie dopisana do naszej listy podbojów. Ludzie już zaczęli... — urwał, gdy poczuł dłoń gładzącą jego ramię. Odwrócił głowę w stronę Sieny, która uśmiechała się z wyższością do prasy, tuląc się do niego. W jego wnętrzu zapłonęła irytacja.
— Co ty wyprawiasz? Zdejmij ze mnie rękę — oświadczył niegrzecznie, nie dbając o to, że całe media na nich patrzą. Siena była oszołomiona jego słowami, podobnie jak inni. Spojrzała na niego z niedowierzaniem. Uniósł brwi w niemym pytaniu. Zabrała rękę, a na jej twarzy odmalowało się zawstydzenie. Szybko jednak doszła do siebie. Jej dawny, olśniewający uśmiech powrócił na usta, choć tym razem był wymuszony.
……………
2 miesiące później
— Połóż białą różę na środku. Tak, właśnie tak — pomagała Angelinie układać bukiet kwiatów. Dziś była niedziela i przygotowywały się do wyjścia do kościoła. Stało się to rutyną. W każdą niedzielę odwiedzały pobliski kościół i zanosiły modlitwy wraz z kwiatami.
Więź Elise z Angeliną przez te miesiące tylko się zacieśniła. Wszyscy zauważyli pozytywne zmiany, jakie Elise wywołała u dziewczynki. Mała zaczęła się otwierać i często się uśmiechała.
Angelina stała się jej cieniem, zawsze za nią chodząc. Martha i inni zaczęli nawet żartować, że Angelina zmienia się w mini wersję Elise.
Istniała jednak między nimi jedna duża różnica: podczas gdy Elise była z natury potulna, Angelina miała psotną naturę. Uwielbiała robić psikusy personelowi. Jej ulubionym celem był pan Thorne — od malowania twarzy na jego łysej głowie, gdy spał, po karmienie go słonymi ciastkami; nigdy nie przepuściła okazji.
— Eli, jaki jest twój ulubiony kwiat? — zapytała Angelina, owijając sznurek wokół łodyg.
— Moim ulubionym kwiatem jest biała róża — odpowiedziała, wiążąc własny bukiet.
— Dlaczego? — Angelina zmarszczyła brwi, spoglądając na nią.
— Ponieważ przynosi mi poczucie spokoju — odparła.
— Spokoju? — brwi Angeliny zmarszczyły się jeszcze bardziej. Dziewczyna zaśmiała się cicho z jej uroczej niewinności.
— Czy wiesz, co oznacza biała róża, księżniczko? — Angelina natychmiast pokręciła głową.
— Symbolizuje pokój i nadzieję, czystość duszy — żartobliwie pstryknęła ją w nos. Angelina potarła nos.
— A jaki jest twój ulubiony kwiat? — zapytała.
Angelina posłała jej szelmowski uśmiech i odpowiedziała:
— Biała róża. — Elise roześmiała się z jej odpowiedzi.
…………
— Don, znaleźliśmy ich lokalizację.
— Que? — mocno przycisnął telefon do ucha, ale nie słyszał dobrze przez nieustanny krzyk mężczyzny, który był związany za jego plecami. Odszedł kawałek dalej, by lepiej słyszeć, ale bastardo nie przestawał. Kilka razy zignorował ten hałas.
— Déjame ir, por favor — zakrwawiony mężczyzna znów wrzasnął histerycznie, desperacko szarpiąc więzy. (Puść mnie, proszę).
— Que dolor en el culo — przeklął pod nosem, zirytowany. Kaelen uniósł pistolet i pociągnął za spust, nie patrząc w stronę mężczyzny. Kula przeszyła serce nieszczęśnika, uciszając go na dobre. (Co za ból w dupie).
— Teraz mów — rozkazał, gdy w magazynie zapadła martwa cisza.
— Znaleźliśmy miejsce pobytu ludzi, którzy zaatakowali Doriana.
— Gdzie? — wyciągnął papierosa z kieszeni i włożył go między wargi. Wyjmując zapalniczkę z kieszeni spodni, odpalił go.
— Byli widziani wczoraj w Londynie.
Zaciągnął się głęboko dymem.
— Moi ludzie próbują ustalić ich obecną pozycję. Zaszyli się w jakimś hotelu — wyjaśnił rozmówca. Kaelen wypuścił dym wraz z westchnieniem.
— Jak długo zajmie zlokalizowanie tych skurwysynów? — zapytał poirytowany. Od swoich ludzi oczekuje wyłącznie perfekcji.
— Niedługo, szefie. Zaledwie kilka godzin. Jakie są rozkazy? — zapytał mężczyzna. Kaelen wypuścił dym.
— Nie dotykajcie ich. Ja się nimi zajmę — groźny błysk pojawił się w jego oczach. Głód zemsty zapłonął w nim z pełną siłą.
— Jutro będę w Londynie — dodał.
— Oczywiście, szefie — odparł mężczyzna. Kaelen rozłączył się i schował telefon do kieszeni.
Wyszedł z magazynu, nie dbając o ciało, które zostało w środku. Zaciągnął się kolejny raz, wpatrując się w przestrzeń.
Czas odebrać dług — pomyślał, a jego usta wykrzywiły się w demonicznym uśmiechu.
















