KOSZMAR.
Tak opisywali go ludzie. Były trzy rzeczy, z których słynął: zjadliwy uśmieszek, zimne, złowrogie spojrzenie i barbarzyńska natura. Był też bardzo kreatywny. Stworzył tysiąc metod zabijania w najbardziej brutalny sposób, nie zadając przy tym ani jednej rany ciętej. Jego ludzie przyrównywali go do Hadesa. Króla śmierci. Władcy podziemia. Tytuł ten pasował do niego, biorąc pod uwagę, że rzeczywiście był władcą, potężnym królem hiszpańskiej mafii.
Z drugiej strony, ze względu na atrakcyjne rysy twarzy, przyrównywano go również do Adonisa. Kiedy nie wyrzynał swoich wrogów, zapierał dech w piersiach kobietom i, śmiem twierdzić, niektórym mężczyznom swoją wykwintną aparycją. Przy wzroście stu dziewięćdziesięciu centymetrów był mężczyzną o potężnej muskulaturze. Jego czarne włosy sięgające ramion dopełniały szaro-zielone tęczówki i wydatne kości policzkowe. Jego oczy można było uznać za największy atut, gdy nie lśnił w nich szaleńczy blask. Kolejną wybitną cechą była idealnie wyrzeźbiona linia szczęki, ostra niczym nóż z obsydianu. Nieco krzywy, arystokratyczny nos nad wąskimi, lecz bardzo zachęcającymi do pocałunku ustami, dodawał jego wyglądowi królewskiego sznytu. Roztaczał wokół siebie potężną aurę, która odróżniała go od reszty. Emanował siłą, która była zarazem tajemnicza i mroczna. Ale nie dajcie się zwieść jego przystojnej twarzy. Lepiej spaść z klifu, niż zakochać się w tym człowieku. To diabeł w przebraniu.
Podsumowując, Kaelen był chodzącym przykładem frazy „piękny, ale zabójczy” i kropka!
— Kaelen, proszę... przez wzgląd na dawne czasy... nie... nie zabijaj mnie... jestem twoim przyjacielem — mężczyzna złożył dłonie i błagał rozpaczliwie na kolanach. Był pokryty własną krwią. Jego ubranie było w strzępach, a skóra poznaczona niezliczonymi ranami, co stanowiło uderzający kontrast z górującym nad nim mężczyzną, ubranym w dopasowaną czarną koszulę podkreślającą jego umięśnioną sylwetkę. Miał rękawy podwinięte do łokci, odsłaniając łaciński cytat wytatuowany wokół potężnego ramienia oraz drogi zegarek marki Rolex na nadgarstku. Na wpół przymknięte oczy Gideona przepełnione były przerażeniem na widok człowieka, który uśmiechał się do niego z góry z drwiną. Wyglądał niczym Anioł Śmierci.
— Yo... Tengo una familia. Mi hijo tiene sólo dos años — błagał słabo przez szloch. (Mam rodzinę. Moje dziecko ma dopiero dwa lata).
Kaelen odsunął pistolet, oparł się wygodnie na krześle, szeroko rozstawił nogi i spojrzał z góry na swojego niegdyś bliskiego przyjaciela.
Gideon uznał to za znak, by mówić dalej. Być może Kaelen nie jest tak bezduszny, jak twierdzi.
— Mi hijo te admira. Tu hijo Dios. Mi esposa está embarazada. Por favor, por su bien, déjame ir. Te prometo que no te defraudaré nunca más. Si... Si quieres me iré de este país para siempre y no volveré — wyjaśniał drżącym głosem Gideon. Mówienie sprawiało mu trudność, gdyż miał niemal zdruzgotaną szczękę, ale mimo to brnął dalej. (Mój syn cię podziwia. Twój chrześniak. Moja żona jest w ciąży. Proszę, ze względu na nich, puść mnie. Obiecuję, że już nigdy cię nie zawiodę. Jeśli... jeśli chcesz, wyjadę z tego kraju na zawsze i nigdy nie wrócę).
— Por favor, por mi familia... déjame ir — brzmiał desperacko. Facet rozkleił się jak dziecko przed swoim przyjacielem z dzieciństwa. (Proszę, ze względu na moją rodzinę... puść mnie).
Krzesło zatrzeszczało pod jego ciężarem, gdy Kaelen pochylił się do przodu. Ten lekki ruch przestraszył Gideona. Spojrzał w górę, zaalarmowany. Kaelen splotł dłonie i studiował żałosny stan Gideona z neutralnym wyrazem twarzy, zanim jego usta wykrzywiły się w charakterystycznym uśmieszku. Twarz Gideona pobladła, bo wiedział, co ten uśmiech oznacza.
— Deberías haber pensado en ello antes de cruzarte conmigo, amigo mío — zimny strach wypełzł po kręgosłupie Gideona. Król mafii odbezpieczył pistolet i wycelował w drżącego Gideona. (Powinieneś był o tym pomyśleć, zanim wszedłeś mi w drogę, przyjacielu).
Kaelen przechylił głowę.
— Jeśli chodzi o twoją rodzinę... nie martw się, dobrze się nią zaopiekuję — zapewnił go z silnym hiszpańskim akcentem.
Gideon zacisnął powieki w geście porażki, pozwalając łzom spływać po zakrwawionych policzkach. Kaelen pochylił się jeszcze bardziej, jakby chciał mu wyjawić sekret.
— Especialmente su hermosa esposa — szepnął mrocznie. Oczy Gideona gwałtownie się otworzyły. Spojrzał z nienawiścią na swojego oprawcę, ale Kaelen tylko się uśmiechnął. Uśmiechem, który oznaczał koniec. Bez zwłoki pociągnął za spust. W piwnicy rozległ się huk, ustępując miejsca ponurej ciszy. Gęsta krew opryskała ściany, a w pomieszczeniu odbił się głuchy odgłos upadku. Kula przeszyła jego czoło. (Zwłaszcza twoją piękną żonę).
Oczy Kaelena spoczęły na bezżywotnym ciele z kamiennym wyrazem twarzy. Na jego czole pojawił się grymas, gdy podszedł bliżej trupa, wpatrując się intensywnie w dziurę po kuli, którą wypalił w jego czole. Chwilę później podniósł broń, wycelował w Gideona i oddał kolejny strzał. Ten przeszył sam środek jego czoła. Na jego ustach pojawił się uśmiech.
— Perfecto — mruknął. Perfekcja była tym, do czego dążył.
Mężczyzna odwrócił się na pięcie i dumnym krokiem ruszył w stronę wyjścia, zostawiając za sobą ciało przyjaciela z dzieciństwa.
Gideon był jednym z jego najbliższych przyjaciół. Kaelen miał ogromne problemy z zaufaniem, ale mimo to ufał Gideonowi, który odpłacił mu się, wbijając nóż w plecy. Nigdy nie tolerował zdrajców.
— Deshacerse del cuerpo — rozkazał Kaelen Mateo, swojej prawej ręce, zanim wyszedł z budynku. (Pozbyć się ciała).
Kilka dni temu Kaelen dowiedział się, że Gideon trzymał sztamę z mordercami jego najlepszego przyjaciela, Doriana Marone.
Dorian był jego zastępcą, dopóki on i jego żona nie stracili życia w starciu z rywalizującym gangiem, co doprowadziło do wypadku ich samochodu. Jakimś cudem ich córka, Angelina, przeżyła wypadek. Jednak dziewczynka straciła władzę w nogach.
Wziął ją pod swoją opiekę, ponieważ Dorian nie miał żadnych żyjących krewnych. Był sierotą, a jego żona była byłą prostytutką. Oboje nie mieli nikogo bliskiego.
Kaelen mieszkał w Madrycie, ale wysłał dziewczynkę do Londynu, by chronić ją przed złymi spojrzeniami. Rzadko miał okazję ją odwiedzać z powodu napiętego grafiku. Może raz na trzy miesiące. Dziewczynka również nie pałała entuzjazmem do ich spotkań. Po wypadku straciła całą radość życia. Kaelen zatrudniał dla niej wielu terapeutów, ale nic nie pomagało. Stała się milczącym posągiem, odzywającym się tylko wtedy, gdy była o coś pytana.
Trzymał się uchwytu, gdy drobne krople ciepłej wody kaskadami spływały po jego szerokich ramionach, piersiach i niższych partiach ciała. Zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu. Na jego ustach pojawił się uśmiech, gdy powrócił pamięcią do zabicia Gideona. Ten skurwiel dostał to, na co zasłużył. Był o krok bliżej do zniszczenia Vipery, ich rywalizującego gangu.
Kaelen owinął ręcznik wokół bioder i wyszedł z łazienki, by zastać Sienę leżącą na jego łóżku w przezroczystej bieliźnie.
— Nie przyszedłeś zobaczyć mojego pokazu — stwierdziła Siena zmysłowym głosem, wstając na nogi.
Wzrok Kaelena zachłannie omiótł jej idealne ciało. Piersi w rozmiarze D, wąską talię, szerokie biodra i wyrzeźbione nogi. Bez wątpienia była kusicielką. A sposób, w jaki jej biodra kołysały się przy każdym kroku... Kaelen poczuł, że jego męskość się budzi.
— Wiesz, że nie obchodzi mnie twój pokaz, Siena — jego głos pogrubiał od pożądania, gdy wpatrywał się gorąco w jej dekolt.
Jej usta rozciągnęły się w uśmiechu. Stanęła bliżej niego i wypięła pierś.
— O co więc dbasz? — zapytała uwodzicielsko i ujęła dłonią jego twardość. Uśmiechnął się drwiąco, ale nic nie powiedział. Nie było na tym świecie niczego, o co by dbał, poza własnymi pragnieniami i zachłannością. A w tej chwili pragnął ostrego, mocnego pieprzenia.
— Na kolana — rozkazał. Oczy Sieny rozbłysły pożądaniem. Natychmiast opadła na kolana i spojrzała na niego jak niecierpliwy szczeniak. Pogładził ją i poklepał po włosach, dając zielone światło do odwinięcia ręcznika.
Z niecierpliwością zaczęła odwijać ręcznik, niczym dziecko rozpakowujące prezent pod choinką.
Jej piwne oczy zaiskrzyły surową żądzą, gdy odsłoniła jego męskość. Siena przełknęła ślinę. Zacisnęła palce wokół jego gotowego członka i zaczęła go lekko gładzić.
Wysunęła język i pozwoliła mu tańczyć wokół żołędzi. Siena otworzyła usta i zacisnęła je na czubku jego członka. Jej czerwone wargi ślizgały się po szorstkości jego trzonu, zakrywając go cal po calu. Jej palce zajęły się jego jądrami, podczas gdy usta poruszały się w górę i w dół po jego twardości.
— Przyjmij wszystko — wycharczał Kaelen, zanim chwycił ją za tył głowy, zmuszając do przyjęcia go w całości. Siena zaczęła się dławić, ale nie potrafił się tym przejąć. Utrzymywał jej głowę w odpowiedniej pozycji i zaczął rytmicznie pchać w jej usta. Jego jądra raz po raz uderzały o jej podbródek, doprowadzając go do czerwoności, podczas gdy czubek jego członka uciskał tylną ścianę gardła.
Drapała go po udzie, by ją puścił, ale nie zrobił tego, dopóki sam nie poczuł takiej ochoty. Wyjął się z jej ust i skinął, by wstała.
— Do łóżka. Na kolana i ręce... Już — wydał polecenie władczym tonem, gładząc swój członek. Siena, która ciężko dyszała, skinęła głową i zdjęła majtki. Pośpiesznie wspięła się na łóżko i przyjęła nakazaną pozycję.
Była przemoczona od pożądania. Jej śliska, różowa wagina była wystawiona na widok dla swojego niszczyciela.
Podszedł do szuflady i wyciągnął prezerwatywę. Rozwinął zabezpieczenie i stanął za jej wypiętym tyłkiem.
Kaelen złapał ją za nogi i przyciągnął jej kolana do krawędzi łóżka. Ustawił swój pulsujący członek w jednej linii z głębią jej drżącej kobiecości, po czym wbił się w nią jednym gwałtownym ruchem. Siena krzyknęła z bólu i próbowała się wyrwać, ale jego żelazny uścisk na jej biodrach udaremnił tę próbę.
Wyszedł z niej i uderzył z powrotem. Siena skomlała, bo mężczyzna nie dał jej dość czasu, by przyzwyczaiła się do jego rozmiaru. Pieprzył ją brutalnie i mocno. Dźwięk uderzania skóry o skórę rozchodził się po pokoju, gdy Kaelen pustoszył jej wnętrze swoim członkiem. Wkrótce jej krzyki zmieniły się w jęki, gdy dostosowała się do jego twardych i szybkich pchnięć.
— Tak... tak... tak... tak — beczała. Kaelen wywrócił oczami, walcząc z ochotą zaklejenia jej ust taśmą.
Jej ciało wygięło się w skurczu, gdy uderzyła w nią pierwsza fala orgazmu.
— O tak — wybełkotała, gdy bezlitośnie ją chędożył. Pieprzył ją mocno i surowo. Jego ciało opadło na nią, gdy skończył. Siena osunęła się na materac.
Oboje dali sobie minutę na odzyskanie sił.
Kaelen uniósł się i stanął na nogach. Zdjął zabezpieczenie ze swojego członka i wrzucił je do kosza na śmieci.
Siena obróciła się na plecy i posłała mu pełen satysfakcji uśmiech. Kaelen chwycił ręcznik z podłogi i zaczął wycierać swój wciąż miękki członek.
— Możesz już iść — stwierdził lekceważąco, idąc w stronę garderoby w całej swej nagiej okazałości.
Jej uśmiech natychmiast zniknął. Usiadła i spojrzała gniewnie na jego szerokie plecy.
— Jestem twoją narzeczoną, Kaelen. Nie możesz mnie wyrzucać jak jakiejś dziwki — wypluła lekko wzburzona. Byli zaręczeni od roku. Choć Kaelen uwielbiał ją pieprzyć, nigdy nie dzielił z nią łóżka podczas snu.
— Wynoś się stąd, albo chcesz, żebym kazał moim strażnikom cię wyprowadzić? — powiedział, nie patrząc w jej stronę.
— Ale...
— Nie chcę cię tu widzieć, kiedy wrócę — oświadczył surowo i wszedł do garderoby.
Siena była niesamowicie pociągająca, ale też upierdliwa jak diabli. Była olśniewająco piękna, ale jedyne rzeczy, które w niej lubił, to jej jędrne piersi i ciasna wagina. To wszystko. Nigdy nie myślał o małżeństwie, ale wierzył, że seks wystarczy, by związek działał. W końcu małżeństwo to tylko społeczna licencja na uprawianie seksu. Choć on jej nie potrzebował, jego ojciec uparł się, by ożenić go, zanim skończy trzydziestkę.
Kaelen nie wierzył w miłość, dopasowanie i tym podobne bzdury. Siena była supermodelką i jedyną córką Franco Morettiego, Dona włoskiej mafii. Ten związek połączyłby dwa potężne klany mafijne, wzmacniając ich potęgę.
Kiedy wrócił do sypialni, Sieny już nie było. To była ulga. Podszedł do swojej strony łóżka i położył się na plecach.
— Światła precz — oświetlenie w jego pokoju zgasło. Splotł dłonie za głową i zamknął oczy. Kilka minut później ciszę zakłóciły wibracje telefonu na stoliku. Nie spał jeszcze, ale poczuł głęboką irytację tym przerwaniem spokoju.
Kaelen chwycił telefon. Na ekranie migało imię Arthura.
— Co jest, Arthur? — powiedział szorstko.
— Szefie, dzwonię, by poinformować, że znaleźliśmy opiekunkę dla małej Angeliny. Przyjeżdża jutro na rozmowę — ta informacja przykuła jego uwagę. Wyraźnie nakazał Arthurowi informować go o wszystkim, co dotyczy Angeliny.
— Sprawdziłeś jej przeszłość? — zapytał.
— Tak, szefie. Ma czystą kartotekę. To sierota, a poleciła ją moja zaufana znajoma.
— Hmmm... Dobra, daj mi znać, jak poszła rozmowa. Nie zatrudniaj jej, dopóki nie wydam zgody — odpowiedział.
— Oczywiście, szefie — odparł Arthur.
Kaelen rozłączył się i odłożył telefon na stolik. Zamknął oczy i tym razem zasnął bez trudu.
















