Nerwowo zacisnęła dłonie na pasku torebki, oszołomiona wpatrując się w ogromną posiadłość, która dumnie i wyniośle wznosiła się przed nią. Przepych tego domu był onieśmielający. Była tak przerażona, że przez chwilę rozważała ucieczkę. Po prostu nie potrafiła sobie wyobrazić siebie, jak swobodnie spaceruje korytarzami tego wspaniałego budynku.
— Przepraszam, potrzebuje pani pomocy? — podszedł do niej strażnik. Obserwował ją przez ostatnie 10 minut, jak gapiła się na rezydencję. Choć nie było to niczym nadzwyczajnym, bo posiadłość rozpraszała wielu, strażnik miał surowe instrukcje, by ze względów bezpieczeństwa legitymować każdą osobę kręcącą się w pobliżu.
Elise nie odpowiedziała.
— Proszę pani — spróbował strażnik, tym razem głośniej.
— Słucham? — Elise nieobecnym wzrokiem spojrzała na mężczyznę i zamrugała, próbując się skupić.
— Stoi pani tutaj od 10 minut. Pytałem, czy potrzebuje pani pomocy — odpowiedział strażnik profesjonalnym tonem.
— Nie... to znaczy tak... przyszłam tutaj na rozmowę o pracę, proszę pana — udało jej się wykrzesać uśmiech. Już i tak była zdenerwowana, a widok majestatycznego domu tylko spotęgował jej lęk.
— Doskonale. Czy mogę wiedzieć, z kim chce się pani spotkać? — zapytał strażnik ze spokojem.
— Tak. Z panem Thorne'em — jej uśmiech nieco się poszerzył. Strażnik nie mógł powstrzymać uśmiechu na widok młodej damy, gdyż uznał jej radość za zaraźliwą.
— Proszę chwilę poczekać. Zadzwonię do niego, by poinformować o pani przybyciu — jego głos złagodniał, a chłodny wyraz twarzy ustąpił miejsca przyjaznemu spojrzeniu.
Skinął, by poszła za nim.
— Dziękuję i proszę, niech mi pan mówi Elise — powiedziała skromnie, ruszając za nim.
Stała przed jego kwaterą, podczas gdy strażnik rozmawiał wewnątrz przez telefon z panem Thorne'em. Minutę później wyszedł ze swojego małego pomieszczenia i gestem zaprosił ją dalej.
Uścisk Elise na torebce jeszcze bardziej stężał. Nigdy wcześniej nie brała udziału w rozmowie o pracę. Nie wiedziała, jak sobie z tym poradzi. Siostra Agnes zapewniała ją, że pan Thorne to ciepła osoba o dobrym sercu i że dostanie tę pracę, bo jest najodpowiedniejszą kandydatką. Mimo to nie mogła oprzeć się zdenerwowaniu. Serce biło jej jak szalone, a dłonie pociliły się mimo chłodu.
Strażnik wprowadził ją przez potężne mahoniowe drzwi. Jej oczy rozszerzyły się, a usta uchyliły z zachwytu, gdy odkrywała wnętrze rezydencji. Było wspaniałe.
Poszła za nim do pokoju, który wyglądał jak gabinet, i to bardzo schludny. Jej wzrok gorliwie błądził po lśniących drewnianych ścianach i półkach wypełnionych książkami. Szmer przesuwanego po podłodze krzesła wyrwał ją z zamyślenia.
— Proszę usiąść wygodnie — strażnik odsunął dla niej krzesło. Podziękowała i usiadła.
— Pan Thorne zaraz tu będzie — poinformował ją, po czym wyszedł.
W pokoju zapadła głęboka cisza. Elise wykorzystała ten czas na podziwianie gabinetu.
Nadstawiła uszu, słysząc zbliżające się kroki. Drzwi otworzyły się, a ona wyprostowała się na krześle.
Odwróciła głowę, by zobaczyć przybysza, i wstała z grzeczności.
Mężczyzna, który wyglądał na około 60 lat, zamknął drzwi i odwrócił się. Był łysy, jeśli nie liczyć wianuszka włosów wokół głowy. Nie miał szczupłej sylwetki, lecz wyglądał raczej korpulentnie. Wystający brzuch i pyzata twarz sprawiały, że wydawał się bardziej przyjazny.
A kiedy posłał Elise uśmiech, uznała, że go polubi. Jej zdenerwowanie nieco zelżało.
— Dzień dobry, proszę pana. Nazywam się Elise Vance. Siostra Agnes na pewno o mnie wspominała — zaczęła z uśmiechem.
— Tak, tak... proszę, siadaj — pan Thorne przeszedł na swoją stronę stołu.
— A więc, panno Elise, siostra Agnes powiedziała mi, że pomagała jej pani w obowiązkach medycznych. Czy mogłaby mi pani powiedzieć, czego się pani do tej pory nauczyła? — położył ręce na stole i splotł palce.
Elise przełknęła wahanie i zdołała ułożyć słowa w spójną całość.
Kilka kolejnych pytań i została wybrana.
Pan Thorne opowiedział jej o stanie Angeliny i o tym, że dziewczynka potrzebuje nie tylko pomocy fizycznej, ale i emocjonalnej. Zapytał, czy podoła temu zadaniu. Elise skinęła głową bez wahania. Wiedziała, na co się porywa. Była na to gotowa, a przynajmniej tak jej się zdawało. Determinacja młodej kobiety zrobiła na starszym mężczyźnie duże wrażenie i ostatecznie zaoferował jej pracę.
Arthur zapytał, czy chce poznać Angelinę. Odpowiedziała uśmiechem i skinieniem głowy.
Dom miał skomplikowany układ wnętrz. Zdała sobie sprawę, że zapamiętanie wszystkich zakrętów i korytarzy zajmie jej trochę czasu. Pan Thorne prowadził ją różnymi przejściami, aż w końcu zatrzymali się przed drewnianymi drzwiami. Pan Thorne zapukał. Drzwi otworzyła kobieta pod koniec czterdziestki.
— Panie Thorne — przywitała go kobieta i cofnęła się.
Pan Thorne wszedł do pokoju, a Elise tuż za nim. Jej wzrok omiótł pomieszczenie i zatrzymał się na małej dziewczynce siedzącej na wózku inwalidzkim, zwróconej twarzą do okna. Wpatrywała się w to, co za szybą. Elise poczuła ucisk w sercu. Nie musiała widzieć jej twarzy, by poczuć smutek bijący od małej.
— Pani Dalton, to panna Vance, nowa opiekunka Angeliny — jego głos wyrwał ją z zamyślenia.
— Panno Vance, to pani Dalton, obecna opiekunka Angeliny — obie wymieniły uprzejmy uśmiech i uścisnęły sobie dłonie.
— Pani Dalton odchodzi w przyszłym miesiącu. Może pani wtedy zacząć — poinformował ją pan Thorne.
— Jeśli pani chce, może pani zamienić słowo z małą Angeliną. Choć niewiele mówi — streścił pan Thorne z nutą przygnębienia.
— Z przyjemnością — odpowiedziała uprzejmie Elise. Miała słabość do dzieci, w rzeczywistości wolała spędzać czas z niewinnymi maluchami niż z rówieśniczkami.
— Dobrze więc. Będziemy na zewnątrz — poinformował ją pan Thorne i ruszył w stronę drzwi. Helen Dalton posłała jej miły uśmiech, po czym wyszła za panem Thorne'em.
Teraz w pokoju została tylko ona i ten mały aniołek. Podeszła tam, gdzie siedziała dziewczynka, i uklękła przy jej wózku. Mała nie zwróciła na nią uwagi.
— Co tam oglądasz, maleńka? — zapytała entuzjastycznie Elise. Dziewczynka nawet nie raczyła odwrócić się w jej stronę, wciąż gapiąc się przez okno. Ale Elise nie pozwoliła, by to zgasiło jej zapał. Przybrała swój najpiękniejszy uśmiech i wyciągnęła rękę w jej kierunku.
— Cześć, jestem Elise. A ty jak masz na imię? — zapytała wesoło. Sekundy mijały, ale na jej pytanie nie padła odpowiedź, a jej dłoń nie spotkała się z dłonią dziecka. Mała po prostu patrzyła na coś, co działo się na zewnątrz.
Elise podążyła za jej wzrokiem. Poczuła żal, gdy zrozumiała, w co dziewczynka tak pilnie się wpatruje. W ogrodzie grupa dzieci grała w piłkę nożną. Łzy napłynęły Elise do oczu, gdy spojrzała na Angelinę. Ona też chciała wyjść i pobawić się jak każde inne dziecko. Była zbyt mała, zbyt drobna, by walczyć z losem. Dlaczego Bóg musiał być tak okrutny dla takiego anioła jak ona?
Nie mogąc tego dłużej znieść, wstała i ruszyła w stronę drzwi. Elise osuszyła oczy i wyszła. Pan Thorne i pani Dalton stali tuż za progiem. Podczas gdy pani Dalton stała w rogu, pan Thorne był do nich odwrócony tyłem, bo z kimś rozmawiał, a właściwie potakiwał.
— Tak, szefie. Dobrze, szefie. Tak... Tak, szefie... Ale myślę... dobrze, szefie — rozłączył się i spojrzał na duet.
Pani Dalton wróciła do pokoju, a pan Thorne podszedł do Elise.
— A teraz porozmawiajmy o pani wynagrodzeniu i dodatkach, panno Vance — zaczął pan Thorne.
..........
Miesiąc później
Dzisiaj był dzień, w którym miała zacząć nowe życie. Nowy początek. Osiemnastolatka stawiająca czoła światu na własną rękę. Ta myśl sprawiła, że dreszcz emocji przebiegł jej po kręgosłupie. Dziewczyna świętowała swoje osiemnaste urodziny w zeszłym miesiącu. To były wyjątkowe urodziny. Sierociniec urządził jej przyjęcie niespodziankę, które było zarazem urodzinami i pożegnaniem. Pod koniec imprezy wszyscy byli bardzo wzruszeni. Siostra Catherine i inni mówili jej, że będą za nią tęsknić.
Wchodząc przez bramę, spotkała tego samego strażnika. Mężczyzna skinął głową i posłał jej przyjazny uśmiech. Odwzajemniła go z równym entuzjazmem. Kochała uśmiechnięte twarze.
Strażnik wziął jej bagaż i poprowadził ją do rezydencji, tak jak ostatnim razem.
Zaprowadził ją do nieznanej kobiety. Nie widziała jej wcześniej.
— Pani Mercer, to panna Vance, nowa opiekunka małej Angeliny — przedstawił ją miło wyglądającej damie. Elise poczuła się nieco swobodniej w towarzystwie starszej kobiety. Wyczuwała od niej przyjazne wibracje.
— Wyglądasz tak młodo. Ile masz lat, maleńka? — kobieta cofnęła się o krok i zapytała z lekkim zdziwieniem. Elise posłała jej skrępowany uśmiech. Nie spodziewała się, że to będzie pierwsze pytanie.
— Właśnie skończyłam 18 lat — odpowiedziała nieśmiało. Martha Mercer skinęła głową.
— Podejmowanie tak wielkiej odpowiedzialności w tak kruchym wieku. Wiesz, co wiąże się z tą pracą, prawda? — zapytała kobieta przyjaznym tonem.
Elise skinęła głową potwierdzająco. — Nie uważam, by należało oceniać czyjeś umiejętności lub dojrzałość na podstawie wieku. Pan Thorne poinformował mnie o moich obowiązkach i nie mogę się doczekać, by zacząć. Angelina to urocza dziewczynka, nie mogę się doczekać, aż się zaprzyjaźnimy — odpowiedziała pewnie Elise. Gospodyni skinęła z aprobatą i przyjrzała jej się z uznaniem.
— Pokażę ci twój pokój. I mów mi Martha. „Pani Mercer” sprawia, że czuję się stara — kobieta zaśmiała się serdecznie.
— Tylko jeśli będziesz do mnie mówić Elise, tak jak lubisz — Elise zaczęła się otwierać przed starszą damą.
— Zostanę więc przy Elise — Martha spojrzała na nią i uśmiechnęła się szeroko.
Pokój, który jej przydzielono, znajdował się tuż obok pokoju Angeliny.
Elise nigdy nie widziała tak pięknego pokoju. W telewizji, owszem, ale nie w rzeczywistości. Po pierwsze, pokój był trzy razy większy niż jej pokój w sierocińcu. Łóżko wydawało się bardziej miękkie niż jej skóra. Fantazyjne małe oprawy oświetleniowe zdobiły ściany i sufity. Po lewej stronie stała szafa, a obok niej znajdowały się drzwi.
— Dokąd prowadzą te drzwi? — zapytała zdezorientowana Elise.
— Do twojej łazienki — Martha wyglądała na rozbawioną. Nietrudno było zgadnąć, że młoda kobieta nigdy wcześniej nie była w tak zasobnym domu.
— Och — mruknęła Elise. Dostała nawet własną łazienkę. Widziała to wszystko w filmach, ale nigdy nie sądziła, że pewnego dnia sama będzie mogła tego doświadczyć.
— Odśwież się. Przyniosę ci coś do jedzenia — powiedziała Martha z progu.
Elise odwróciła się do staruszki. — Proszę nie robić sobie przeze mnie kłopotu. Niech mi pani powie, którędy iść, a sama sobie wezmę — powiedziała skromnie. Była przyzwyczajona do samodzielnej pracy. Czuła się trochę nieswojo, pozwalając komuś innemu się wyręczać.
— Żaden kłopot, młoda damo. Ta rezydencja jest jak labirynt dla nowoprzybyłych. Obawiam się, że się zgubisz. Lepiej, że przyniosę ci jedzenie, a potem oprowadzę cię po domu — zaproponowała Martha.
— Oczywiście, bardzo bym chciała — Elise natychmiast przystała na propozycję.
Martha zamknęła drzwi, wychodząc.
Elise postanowiła nieco zbadać swój nowy pokój. Podeszła do łóżka i dotknęła aksamitnej pościeli. Nie pamiętała, kiedy ostatnio dotykała czegoś tak gładkiego. Szybko zdała sobie sprawę, że to jedwab. Jak bogaty musi być właściciel tej posiadłości? — pomyślała.
Nogi poniosły ją w stronę szafy. Otworzyła ją i odkryła, że garderoba jest zdecydowanie za duża na jej skromną ilość ubrań. Potem przeszła do łazienki. Szczęka opadła jej z zaskoczenia i podziwu. Nawet łazienka była większa niż jej poprzedni pokój. Jej oczy błądziły po ścianach wyłożonych ozdobnymi kamieniami, klasycznej wannie, szklanej kabinie prysznicowej. Była oszołomiona pięknem tego miejsca. „Pałac” byłby lepszą nazwą.
Po nacieszeniu się pokojem do woli, Elise przemyła twarz i wyszła na zewnątrz. Martha była już w jej pokoju, czekając na nią. Na stoliku stała taca pełna pysznego jedzenia.
— Myślę, że przeceniłaś mój apetyt. Nie zjem tego wszystkiego — wyraziła swoje obawy Elise, patrząc sceptycznie na posiłek.
— To nie jest dużo.
Elise chciała odmówić, ale nie potrafiła się na to zdobyć. A co, jeśli uzna ją za niegrzeczną? Niechętnie więc skinęła głową i wzięła tacę. Martha usiadła obok niej. Elise szybko odmówiła modlitwę przed jedzeniem, po czym zaczęła posiłek. Ciekawskie oczy Marthy skanowały potulną dziewczynę z wielkim zainteresowaniem. Elise zaczęła czuć się nieswojo pod jej spojrzeniem. W duchu błagała ją, by odwróciła wzrok. Zaczęła szukać w głowie pytań, by odciągnąć kobietę od wiercenia dziur w jej skórze wzrokiem.
— Do kogo należy to miejsce? — zapytała, co jej tylko przyszło do głowy. Odetchnęła z ulgą, gdy uwaga Marthy odwróciła się od niej.
— Do Kaelena Vargasa. To jego rezydencja. Ale on tu nie mieszka. Żyje w Hiszpanii — na jej czoło wypełzł grymas. Nie mogła zrozumieć, jak człowiek może zostawić swoją siostrzenicę samą w obcym kraju.
— Dlaczego nie mieszka z Angeliną? — jej ciekawość sięgnęła zenitu. Mężczyzna powinien być przy Angelinie, skoro teraz najbardziej potrzebuje wsparcia rodziny. Usta Marthy wykrzywiły się w zagadkowym uśmiechu.
— Jego interesy są osadzone w Hiszpanii.
— Więc nigdy nie odwiedza Angeliny? — poczuła żal do małej dziewczynki. Elise całe życie spędziła bez rodziny i wiedziała, jak ważna jest ona dla rozwijającego się dziecka. Dzieci szukają ochrony i miłości, którą może zapewnić tylko rodzina.
— Odwiedza, ale rzadko. Raz na pół roku.
— Czy są ze sobą blisko? Angelina i jej wujek?
— Niezbyt. Pan Vargas nie ma dużego doświadczenia w kontaktach z dziećmi. Angelina całkowicie się zmieniła po wypadku. Niewiele mówi, rzadko zobaczysz ją uśmiechniętą. Pan Vargas próbował kilka razy z nią rozmawiać, ale bezskutecznie. Dziewczynka całkowicie zamknęła się w sobie — wyjaśniła.
— Jakim człowiekiem jest pan Vargas? — nie mogła powstrzymać się od pytania. Jego imię ociekało siłą i władzą. Zastanawiała się, czy dorównuje swojemu imieniu. Martha zamilkła po usłyszeniu jej pytania.
— On... umm... można powiedzieć, że ma skrytą osobowość. Jest surowy i czasem może sprawiać wrażenie gburowatego. Ale... ale to dobry człowiek — Elise zauważyła, jak usta Marthy wykrzywiły się w czymś, co wyglądało na niesmak, gdy wypowiadała ostatnie zdanie.
— Nie musisz się nim martwić. Jak ci mówiłam, rzadko tu przylatuje, a kiedy już to robi, to zwykle na dzień, góra dwa. I lubi trzymać się na uboczu. Nie wchodź mu w drogę, a nawet cię nie zauważy — zapewniła ją z pocieszającym uśmiechem.
Elise skinęła głową ze zrozumieniem.
— Skończyłaś? — Martha patrzyła teraz na jej prawie pusty talerz.
Elise przełknęła kęs. — Tak.
— Dobrze, pokażę ci więc rezydencję — wstała i czekała, aż Elise zrobi to samo.
Martha oprowadziła ją po domu. W rezydencji było ponad 10 pokoi, a każdy był tak wystawny jak jej własny. Podczas wycieczki natknęły się na wielu pracowników posiadłości. Wszyscy wyglądali na przyjaznych.
Minęły jeszcze jeden pokój, o którym Martha nic jej nie powiedziała.
Elise zapytała o to pomieszczenie i wtedy dowiedziała się, że należy ono do Kaelena. Zatrzymywał się w nim podczas pobytów w Londynie. Nikomu nie wolno było tam wchodzić. Pokój był zamknięty i otwierano go tylko dzień przed jego przyjazdem, i to wyłącznie w celu sprzątania.
— Widziałaś już całą rezydencję. Zapamiętanie każdej części zajmie ci trochę czasu, ale myślę, że teraz wiesz, gdzie są najważniejsze miejsca, kuchnia i tak dalej — obie weszły do pokoju Elise.
— Dziękuję, Martho. To bardzo miłe z twojej strony, że mnie oprowadziłaś. Tak się cieszę, że tu pracujesz i że się poznałyśmy — przyznała szczerze.
— Jesteś piękną duszą, dziecko. Nigdy się nie zmieniaj — wypaliła Martha, zaskakując ją. Rumieniec wypełzł na szyję Elise. Komplementy zawsze sprawiały, że czuła się nieśmiała.
— Skoro już się w pełni zadomowiłaś, możesz zacząć od jutra — powiedziała jej Martha. Elise skinęła głową ze zrozumieniem.
— A teraz odpocznij — rzuciwszy to, zamknęła drzwi.
............................................Kaelen.....................................
— Potrzebuję wszystkich szczegółów do końca dnia — warknął do telefonu i rozłączył się.
— Idiotas — mruknął do siebie.
Kaelen nie był dziś w najlepszym nastroju. Jego transport zniknął bez śladu. Bardziej niż to rozwścieczyła go niekompetencja jego ludzi. Wszyscy milczeli, gdy żądał szczegółów. To było niedopuszczalne.
Otworzył drzwi i wysiadł ze swojego Cadillaca. Z gracją zapiął guzik marynarki i ruszył w stronę rezydencji swojej siostry. Jego przyrodnia siostra miała ten dziwny nawyk organizowania proszonych obiadów raz w miesiącu.
Saskia była jedyną osobą, którą uważał za rodzinę. Choć była jego przyrodnią siostrą, kochała go jak własnego brata. Saskia była całkowitym przeciwieństwem Kaelena, zarówno pod względem natury, jak i wyglądu. Była obdarzona łagodnością i dobrym sercem. Była urocza ze swoimi piwnymi oczami i brązowymi lokami. Dwudziestotrzyletnia kobieta była szczęśliwą mężatką lekarza i spodziewała się pierwszego dziecka.
Kaelen uwielbiał ją odwiedzać, ale nie lubił tych obiadów, na których obecny był również jego ojciec. Nie darzył go sympatią, wręcz przeciwnie.
Stół był gotowy, a wszyscy członkowie rodziny siedzieli na swoich miejscach. Jego wzrok najpierw spotkał się z Alejandro Vargasem, jego ojcem. Starszy mężczyzna obserwował go jak jastrząb. Kaelen nie zadał sobie trudu, by go przywitać. Obok niego siedziała Mina, nowa żona ojca, która była w tym samym wieku co Saskia. Posłała mu prowokujący uśmiech. Wzrok Kaelena spoczął na jej wylewających się piersiach. Większość jej biustu wystawała z sukienki z głębokim dekoltem. Kobieta pochyliła się, by dać mu lepszy widok. Kaelen spojrzał w górę i napotkał jej głodne oczy. Posłał jej swój seksowny uśmieszek, po czym odwrócił się do siostry.
— Przyszedłeś — jej głos brzmiał na zaskoczony. Jedną ręką obejmowała swój ciążowy brzuch. Kaelen wciąż nie rozumiał, dlaczego jego siostra tak bardzo cieszy się z posiadania dziecka. Dzieci to utrapienie. Kilka razy sugerował jej aborcję, ale ona po prostu nie chciała słuchać.
Położyła dłoń na jego bicepsie i posłała mu szczery uśmiech. Kaelen odwzajemnił gest.
— Chodź, usiądź. Właśnie mieliśmy zaczynać — zaprowadziła go do krzesła, które znajdowało się obok Sieny. Dopiero teraz zauważył Sienę. Mrugnęła do niego. Kaelen nie zareagował. Usiadł obok niej. Mąż Saskii uśmiechnął się i skinął mu głową. Mimo że siedzieli o jedno krzesło od siebie, Kaelen bez trudu wyczuł jego zdenerwowanie.
Przy stole nagle zapadła cisza po jego przybyciu. Kaelen był do tego przyzwyczajony. Po prostu roztaczał taką aurę. Z wyjątkiem kilku głupich dziewczyn, które otwarcie się w niego wpatrywały, wszyscy przy stole mieli oczy wbite w talerze. Wszyscy wiedzieli, kim jest i do czego jest zdolny.
Kaelen nieustannie czuł na sobie świdrujące spojrzenie ojca, ale celowo je ignorował.
Byli w połowie obiadu, gdy poczuł dłoń Sieny na swoim kroczu. Ścisnęła i zaczęła masować jego członek przez materiał. Kaelen nie protestował. Poczuł narastającą erekcję, gdy ona dotykała, gładziła i pieściła jego męskość. Bardzo szybko stał się sztywny jak pal.
Podczas lunchu przy stole nie było zbyt wiele rozmów. Gdyby nie Saskia, cały posiłek upłynąłby w głębokiej ciszy.
Obiad dobiegł końca. Wszyscy wstali i ruszyli w stronę salonu. Kaelen postanowił wyjść. Cokolwiek ponad ten lunch przyprawiłoby go o ból głowy. Gdy wstawał, Siena przylgnęła do jego ramienia.
— Kochanie, jesteś twardy. Znajdźmy jakiś pokój i rozwiążmy ten problem — zamruczała mu do ucha, gładząc jego erekcję.
Kaelenowi spodobał się ten pomysł, ale zanim zdążył wyrazić zgodę, zadzwonił jego telefon, wyrywając go z niecnych myśli. Na ekranie migał numer Mateo. Odszedł od niej, by odebrać.
— Don, zlokalizowaliśmy transport. Nie został przejęty. Zboczył z trasy z powodu wczorajszej burzy.
Kaelen wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi.
— Jak długo zajmie dotarcie do celu? — zapytał.
— Dos días como máximo — odpowiedział Mateo. (Maksymalnie dwa dni).
— Este acuerdo es muy importante. No toleraré ningún error — powiedział stanowczym tonem. (Ta umowa jest bardzo ważna. Nie będę tolerował żadnego błędu).
— No se preocupe, Don — zapewnił go Mateo. (Proszę być spokojnym).
Kaelen rozłączył się.
Para delikatnych ramion objęła go w talii i zaczęła przesuwać się w stronę jego wzwodu.
— Wygląda na to, że jesteś już gotowy — Mina ujęła dłonią jego erekcję. Beztroski jęk wyrwał się z jej gardła, gdy poczuła jego rozmiar. Zaczęła pocierać swoimi piersiame o jego plecy, by ukoić ból między nogami.
— Minęło sporo czasu, odkąd to robiliśmy. Pieprz mnie, Kaelen — ugniatała go niecierpliwymi dłońmi, zanim jej palce zaczęły mocować się z jego paskiem.
Kaelen zatrzymał ją i odsunął jej ręce od siebie. Mina była zszokowana.
Król Mafii odwrócił się i chwycił ją za szczękę. Jego wyraz twarzy był mroczny i onieśmielający.
— Nikt nie mówi Kaelenowi Vargasowi, co ma robić — mocno ścisnął jej żuchwę. Jęknęła z bólu.
— Chcesz, żebym cię pieprzył? Padnij na kolana i błagaj o mojego kutasa jak grzeczna, mała dziwka — brutalnie odepchnął jej podbródek. Jego paskudne słowa i szorstkie traktowanie tylko nasiliły ból między jej udami. Jej wnętrze płonęło z pożądania.
Upadła na kolana i pospiesznie ściągnęła sukienkę, odsłaniając przed nim swoje piersi wielkości melonów.
— Proszę, weź mnie, Kaelen. Jestem twoją niewolnicą. Rób ze mną, co tylko chcesz — zacisnęła uda. Potrzeba stawała się coraz silniejsza. Kaelen przyglądał się jej beznamiętnie.
— Dotykaj dla mnie swoich piersi — poinstruował ją, wkładając ręce do kieszeni spodni i robiąc krok w tył.
Chcąc mu się przypodobać, uszczypnęła swoje stwardniałe sutki zwinnym palcem wskazującym i kciukiem. Skręcała jeden sutek i jednocześnie ściskała drugą pierś. To doznanie wywołało u niej jęk.
— Weź go do ust i ssij — rozkazał ochryple. Natychmiast wsunęła lewy sutek do ust i zaczęła go ssać. Obserwował ją, a jego członek domagał się uwolnienia z uwięzi spodni.
— Rozepnij moje spodnie — stał niewzruszony w miejscu. Mina podpełzła do niego na kolanach i rękach. Uniosła się i znalazła jego krocze przed swoimi ustami. Podniosła ręce, by rozpiąć jego pasek, gdy Kaelen wydał kolejny rozkaz.
— Ustami — spojrzała na niego zdezorientowana. Uniósł idealnie zarysowaną brew, rzucając jej wyzwanie.
Skłoniła głowę i przyłożyła usta do jego paska. Z wielkim trudem udało jej się odpiąć klamrę i rozpiąć spodnie. Ściągnęła mu spodnie, a następnie bokserki. Jego członek natychmiast wyskoczył na zewnątrz. W jej wielkich oczach błysnęła zachłanność, a twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.
Wysunęła czubek języka i przesunęła nim po wąskiej szczelinie na szczycie. Przesunęła język na bok trzonu i polizała go aż do samych jąder. Jej język pilnie pieścił spód jego członka, po czym prześlizgnął się z powrotem w górę. Rozwarła usta w kształt litery O i zaczęła go przyjmować, cal po calu. Nieważne jak bardzo się starała, nie mogła przyjąć go całego, gdyż był zbyt duży.
Jej głowa zaczęła poruszać się w górę i w dół, gdy ssała jego twardy członek. Chwycił ją za boki głowy i wykonał kilka potężnych pchnięć w jej usta. Jej stłumione jęki odbijały się echem w pokoju.
Kaelen chwycił ją za ramię i zmusił, by wstała. Ślina spływała jej z ust, a jej czerwone włosy przypominały krowie gniazdo.
Pchnął ją w stronę stołu. Mina pochyliła się nad nim, kręcąc przed nim tyłkiem. Chwycił ją w talii i podciągnął sukienkę. Jego palce odsunęły jej stringi na bok i zbadały jej już ociekającą waginię. Kaelen owinął sobie jej włosy wokół pięści i jednym szybkim ruchem wbił się w nią do samego końca. Wydała z siebie dławiący okrzyk, jej kolana się ugięły. Nadał tempo i plądrował jej wnętrze niczym drapieżnik rozszarpujący ofiarę. Wchodząc, wychodząc. Każde jego pchnięcie było jednoznaczną deklaracją jego potężnej seksualności i krzepkiej męskości. Był wojownikiem w każdym calu, zarówno w łóżku, jak i poza nim.
Skomlała z bólu, jęczała z rozkoszy i sapała w ekstazie.
— O... mój... O... szlag... tak — kwiliła, czując bliskość obezwładniającego orgazmu, gdy wiercił ją od tyłu.
Po piętnastu minutach rygorystycznego pieprzenia, Kaelen wycofał się. Odwróciła się i opadła na kolana. Wepchnął swój członek do jej ust, wytryskując na jej język. Mina łapczywie wypiła każdą kroplę jego nasienia. Wyjął go i schował z powrotem do bokserek. Mimo że jej skóra stała się czerwona od stóp do głów z powodu intensywnego wysiłku, Mina promieniała satysfakcją.
Jej szminka była rozmazana, sukienka w nieładzie, włosy potargane. Wpatrywała się w Kaelena, jakby był jakimś bogiem. Bogiem seksu.
— Prawie zapomniałam, jak dobry jesteś. Powinniśmy... powinniśmy to powtórzyć kiedyś — zasugerowała z nadzieją i uwodzicielsko, nie chcąc go zirytować.
Posłał jej znudzone spojrzenie, po czym wrócił do wiązania paska. Jej uśmiech natychmiast zniknął. Poczuła się odtrącona.
— Cóż... Żebyś wiedział... Możesz do mnie dzwonić, kiedy tylko będziesz potrzebował rozładowania. Z chęcią ci pomogę — dodała. Jej pożądanie wciąż tliło się pod skórą.
Kaelen uniósł rękę i chwycił ją za sutek. Mina wciągnęła powietrze. Jej oczekiwanie wzrosło. Obracał jej pączek między palcami. Mina skomlała, gdy zastosował zbyt duży nacisk. Szarpnął ją za sutek, zmuszając do zrobienia kroku naprzód.
— Twoja wagina jest zbyt luźna jak na mój gust — stwierdził rzeczowo, po czym puścił jej sutek. Uśmiechnął się drwiąco, gdy jej twarz zrzedła. Kurewsko uwielbiał niszczyć ludzką nadzieję. Nie zaszczycając jej kolejnym spojrzeniem, dumnym krokiem wyszedł z pokoju, zostawiając za sobą spragnioną kobietę.
















