Uwięziona przez moich przybranych wujów

Uwięziona przez moich przybranych wujów

Autor: Jacqueline Roland

Niespodziewane wiadomości
Autor: Jacqueline Roland
1 cze 2026
Perspektywa Sienny Zawsze wyobrażałam sobie, że jeśli moja mama będzie miała kiedyś jakąś wielką wiadomość, to będzie to coś, co wywróci nasze życie do góry nogami – na przykład wygrana na loterii albo przeprowadzka do maleńkiego domku na odludziu. Coś ogromnego. Zamiast tego siedziała naprzeciwko mnie przy naszym malutkim kuchennym stole, bębniąc nienagannie pomalowanymi paznokciami o krawędź filiżanki kawy, i od niechcenia ogłosiła, że wychodzi za mąż. Wychodzi za mąż. Za Vittoria Castiglione. Przez chwilę po prostu się w nią wpatrywałam, a mój mózg odmawiał przetworzenia tego, co właśnie powiedziała. Vittorio Castiglione. Vittorio Castiglione. Ten sam człowiek, który uprzykrzał mi życie swoimi pyszałkowatymi uśmieszkami, dwuznacznymi komplementami i protekcjonalnym podejściem. Człowiek, który zawsze patrzył na mnie, jakbym była czymś, co przykleiło się do podeszwy jego cholernie drogich, markowych butów. Przełknęłam ciężko ślinę, starając się zdusić buzującą we mnie wściekłość. Moja matka przechyliła głowę, a jej usta wygięły się w lekkim, wyczekującym uśmiechu, jakby spodziewała się, że zerwę się z miejsca i rzucę jej się na szyję. Jasne, akurat. – No i? – powiedziała w końcu, a jej głos był ostry niczym nóż przecinający napięcie. – Nic nie powiesz? Otworzyłam usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Serce waliło mi tak mocno, że słyszałam je w uszach. Moje palce zacisnęły się na krawędzi stołu; trzymałam go tak kurczowo, jakby to była jedyna rzecz powstrzymująca mnie przed wybuchem. Vittorio Castiglione. Na samo to nazwisko skóra mi cierpła. Jak ona mogła w ogóle pomyśleć, że to jest w porządku? Jak mogła patrzeć mi prosto w twarz i oczekiwać, że będę się z tego cieszyć? Po drugiej stronie stołu Camilla wydała z siebie radosny pisk, niemal trzęsąc się na krześle z ekscytacji. Jej blond loki podskakiwały, gdy klaskała w dłonie. – O mój Boże, mamo! To niesamowite! Gratulacje! – wykrzyknęła, a jej niebieskie oczy błyszczały z zachwytu. Wzdrygnęłam się. Oczywiście, że była zachwycona. Moja matka wyciągnęła rękę nad stołem i uścisnęła dłoń Camilli, a jej wyraz twarzy złagodniał w sposób, w jaki nigdy nie łagodniał, gdy patrzyła na mnie. – Dziękuję, kochanie. Wiedziałam, że będziesz się cieszyć moim szczęściem. Nagle poczułam, że nie mogę oddychać. Jakby z pokoju wyssano całe powietrze. – Muszę już iść – wymamrotałam, odsuwając krzesło. Dźwięk nóżek szorujących po płytkach sprawił, że zacisnęłam zęby, ale nie dbałam o to. Musiałam stąd wyjść. Matka ledwo zaszczyciła mnie spojrzeniem. – Oczywiście, ty zawsze jesteś taka zajęta – rzuciła lekceważąco, machając ręką, jakby moja obecność – lub jej brak – nie miała najmniejszego znaczenia. Nie oglądałam się za siebie; chwyciłam torbę i ruszyłam do drzwi. --- Droga powrotna do mieszkania dłużyła się bardziej niż zwykle, a zimne powietrze szczypało mnie w policzki, gdy w kółko odtwarzałam tę rozmowę w głowie. Vittorio Castiglione. To nie miało sensu. Moja mama była piękna, odnosiła sukcesy i mogła mieć dosłownie każdego – więc dlaczego on? Dlaczego akurat ten człowiek, który uprzykrzał mi życie w najbardziej subtelny, irytujący sposób? Nigdy nie powiedział niczego wprost okrutnego, ale jego słowa zawsze miały w sobie tę nutę jadu, niczym nóż pokryty cukrem. „Jesteś pewna, że chcesz to założyć, Sienno?” „Jesteś taka… inna niż twoja siostra”. „Może gdybyś częściej się uśmiechała, ludzie nie uważaliby cię za taką onieśmielającą”. Zacisnęłam zęby, wbijając paznokcie w dłonie. Był fałszywy, manipulujący, a co najgorsze? Moja mama nigdy tego nie zauważała. A może zauważała, tylko po prostu jej to nie obchodziło. Zanim dotarłam do mieszkania, czułam się, jakby przejechała po mnie ciężarówka. Rzuciłam torbę na kanapę, zrzuciłam buty i padłam na łóżko, gapiąc się w pęknięty sufit. Cisza. Była jednocześnie kojąca i dusząca. Mój telefon zawibrował. Chwyciłam go z nocnej szafki, a moje serce przez głupią sekundę zabiło z nadzieją, ale oczywiście to była matka. Pozwoliłam mu dzwonić raz. Drugi. Trzeci. W końcu odebrałam. – Sienno – powiedziała głosem ostrym i niecierpliwym. – Nie rozumiem, dlaczego nie mogłaś okazać mi więcej wsparcia. To dla mnie ważna chwila. Czy nie możesz przynajmniej raz udawać, że się cieszysz? Zacisnęłam szczęki tak mocno, że aż zabolało. – Prześlę ci prezent – rzuciłam sucho, zmuszając się do zachowania spokojnego tonu. Westchnęła dramatycznie, jakbym była największym rozczarowaniem na świecie. – Zawsze byłaś taka zimna – wymruczała. – Nie wiem, dlaczego nie możesz być bardziej jak Camilla. Ona była zachwycona, wiesz? Mogłabyś się od niej uczyć. I oto było. Porównanie. To samo, które słyszałam przez całe życie. Dlaczego nie możesz być bardziej jak Camilla? Dlaczego nie możesz po prostu cieszyć się moim szczęściem? Dlaczego nie możesz się po prostu uśmiechnąć? Przełknęłam ślinę, czując pieczenie w gardle. – Dobranoc, mamo. Rozłączyłam się, zanim zdążyła powiedzieć coś jeszcze. Przez chwilę po prostu tam siedziałam, ściskając telefon tak mocno, że zbielały mi kłykcie. Potem, bez ostrzeżenia, napłynęły łzy. Gorące, gniewne, głupie łzy. Starłam je wściekle, przeklinając się w duchu za to, że znów pozwoliłam jej doprowadzić się do takiego stanu. Nie zasługiwała na moje łzy. Żadne z nich nie zasługiwało. Obróciłam się na bok, a mój wzrok spoczął na jedynym oprawionym zdjęciu na szafce nocnej. Mój ojciec. Cichy człowiek o dobrych oczach. Jedyna osoba, przy której czułam, że jestem wystarczająca. Znienawidziłby Vittoria Castiglione. Telefon znów zawibrował. Jęknęłam, spodziewając się kolejnego kazania od mamy, ale to nie była ona. To była Camilla. Hej, Sienna! Pójdziesz ze mną jutro przymierzać sukienki? Będzie fajnie! Wpatrywałam się w wiadomość, a moje palce zawisły nad klawiaturą. Spędzenie całego dnia z Camillą brzmiało jak koszmar, ale odmowa tylko pogorszyłaby sprawę. Z rezygnacją odpisałam: Jasne, w porządku. Odkładając telefon, wypuściłam długi, wyczerpany oddech. Jutrzejszy dzień będzie do bani.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Niespodziewane wiadomości – Uwięziona przez moich przybranych wujów | Czytaj powieści online na beletrystyka