Punkt widzenia Sienny
Nocne powietrze było rześkie i owiewało moją skórę, gdy zwinięta w kłębek na huśtawce na ganku przyciągnęłam kolana do piersi. Przede mną rozciągały się stajnie, kąpane w srebrzystym blasku księżyca. Panowała cisza, przerywana jedynie okazjonalnym szelestem liści i odległymi odgłosami koni w boksach.
Powinnam czuć ulgę.
Camilla odeszła.
Chłopcy o to zadbali.
To było brutalne
















