Jezioro rozciągało się przede mną, ciemne i bezkresne, a blask księżyca falował na jego powierzchni niczym płynne srebro. Powietrze pachniało świeżością, czystością, wilgotną ziemią i sosną, ale to wciąż było za mało, by uciszyć burzę szalejącą w moim wnętrzu. Oplotłam się ramionami, gdy wiatr przybrał na sile, lecz to nie chłód sprawił, że zadrżałam. To był on.
Emilio.
Jego słowa wciąż rozbrzmiew
















