Punkt widzenia Sienny
Lorenzo tasował talię, jego długie palce poruszały się leniwie, a każda karta prześlizgiwała się między nimi z wprawą, która wydawała się wyćwiczona — zbyt wyćwiczona. Sposób, w jaki się nimi posługiwał, budził we mnie podejrzliwość; czułam, jakby bawił się mną jeszcze przed rozpoczęciem gry, ustawiając mnie na straconej pozycji, zanim w ogóle dostałam szansę.
Już zaczynałam
















