Z perspektywy Sienny
Droga powrotna do posiadłości Marchesich upływa w ciężkim milczeniu.
Lorenzo nie spuszcza wzroku z drogi, jedną dłonią zaciska na kierownicy, a drugą leniwie opiera na drążku zmiany biegów, ale w sposobie, w jaki jego palce zaciskają się za każdym razem, gdy zerka na mnie przez lusterko wsteczne, czuć napięcie.
Donato siedzi obok mnie na tylnym siedzeniu, jego długie nogi są w
















