Choć widok miała zamglony, świadomość Celii była wciąż częściowo zachowana. Czuła, że z obu stron podtrzymują ją dwaj mężczyźni. Głośne dźwięki dobiegające z baru stawały się coraz cichsze, a z każdym krokiem otoczenie ciemniało.
Byli silni. Nieważne, jak bardzo szarpała się w ich uścisku, nie puszczali. Było jasne, że w ten sposób się nie uwolni.
– Gdzie mnie zabieracie? – Jej głos był ochrypły i
















