Po zesłaniu do pracy dla Alfy watahy Świtających Tropicieli, Sutton została oddana brutalnemu Becie tej watahy jako jego partnerka. Po zabiciu go w samoobronie ucieka od swojego oprawcy, tylko po to, by znaleźć się w rękach innego Alfy. Alfy o reputacji bardziej bezwzględnej niż Świtający Tropiciele, który również chce ją posiąść. Z ranami po ostatnim partnerze świeżo przykrywającymi stare blizny, niechętnie ufa jego intencjom i walczy o zachowanie swojej nowo zdobytej wolności. Lucas, Alfa watahy Żelaznej Łapy, staje twarzą w twarz ze swoją przeznaczoną partnerką – pobitą, zakrwawioną i bliską śmierci. Podczas leczenia jej ran zauważa, że nie jest typową likanką. W rzeczywistości upiera się, że wcale nią nie jest, tylko zwykłą człowiekiem. Ale Lucas i jego wilk w to nie wierzą. W miarę jak się poznają, Lucas jest coraz bardziej przekonany, że cokolwiek powstrzymało Sutton przed odnalezieniem swojego wilka, jest związane z tajemniczą przeszłością jej rodziny. Zanim zdobędą odpowiedzi, Lucas musi chronić Sutton przed jej poprzednią watahą. Podczas gdy Sutton uważa, że Alfa Anders ściga ją w zemście za zamordowanie jego Bety, Lucas myśli, że jego zainteresowanie wynika z czegoś innego. Czy Alfa Anders podejrzewa, że w Sutton jest coś więcej niż w zwykłym człowieku? Co jest w niej tak wyjątkowego, że zaryzykowałby wojnę? Czy Sutton zaakceptuje Lucasa jako swojego partnera i odnajdzie swojego wilka, zanim będzie za późno?

Pierwszy Rozdział

Rozdział 1: Sutton Nie mogłam tego dłużej znosić. W małym pokoju było duszno, jakby brakowało powietrza. Przełożyłam nogi przez krawędź łóżka i wstałam, zamierając w bezruchu, gdy deska podłogowa cicho skrzypnęła. Nie słyszałam Masona nigdzie w chacie. Powinien wciąż być na bieganiu. Było po północy, ale miałam jeszcze godzinę, może trochę więcej, zanim wróci. Potrzebowałam tylko kilku minut. Wyszłam z sypialni i skierowałam się do drzwi wejściowych, wychodząc na chłodne powietrze. Schodząc po kilku stopniach ganku, wzięłam głęboki oddech. Przesunęłam się w stronę promienia księżyca przebijającego się przez korony drzew. Pozwoliłam mu tańczyć na mojej skórze, czując, jak mnie ożywia. Była to jedna z niewielu rzeczy, które wciąż pozwalały mi cokolwiek czuć. Mój spokój przerwał cichy warkot. Wciągnęłam gwałtownie powietrze i odwróciłam się, by ujrzeć gigantycznego szarego wilka z oczami utkwionymi we mnie. Serce waliło mi w piersi jak młotem. – Kahn… – Uniosłam ręce i zrobiłam krok w stronę chaty. – Mason… Chciałam tylko zaczerpnąć powietrza. Nie zamierzałam… Rzucił się na mnie. Krzyknęłam, gdy jego zęby zacisnęły się na moim ramieniu. Zwalona z nóg, poczułam, jak wlecze mnie z powrotem do środka. *** Pięć lat. Minęło pięć lat, dwa miesiące i jedenaście dni, odkąd zostałam naznaczona przez Betę watahy Tropicieli Świtu. Nie wiedziałam dlaczego, ale stało się nawykiem, że czas mojego pobytu tutaj był pierwszą rzeczą, która przelatywała mi przez myśl po odzyskaniu przytomności. To nie tak, że odliczałam do jakiegoś wydarzenia. Nie mogłam po prostu odejść. Byłam tu na dożywocie. Przypuszczam, że był to sposób na przypomnienie sobie, że przetrwałam tak długo. Mogłam przetrwać jeszcze trochę. Mój umysł zaczął rejestrować to, co widziałam. Zamazany obraz powoli stawał się wyraźniejszy. Przynajmniej w jednym oku. Drugie pozostawało w ciemności i wiedziałam, że jest opuchnięte i zamknięte. Przebłyski kolejnego pobicia, jakiego doznałam tej nocy, zaczęły odtwarzać się w mojej głowie, gdy próbowałam zorientować się w sytuacji. Serce biło mi szybko, a ja przełknęłam żółć, która podchodziła mi do gardła. Nie wiedziałam, czy to już koniec. Powstrzymałam płacz, odpychając się od zimnej, drewnianej podłogi. Nie wiedziałam, jak długo byłam nieprzytomna, ale wciąż lepka krew mówiła mi, że niezbyt długo. Było dużo krwi. Więcej niż zwykle. Czułam piekący ból wzdłuż ramienia i barku, gdzie zacisnął szczęki jego wilk, oraz ślady pazurów na boku. Oceniłam resztę obrażeń. Przełykanie sprawiało ból. Całe ciało miałam posiniaczone i obolałe. Moja lewa dłoń i nadgarstek były poważnie złamane. Miałam guza na szczęce i rozcięcie na łuku brwiowym, tuż nad podbitym okiem. Byłam pewna, że mam wstrząśnienie mózgu, sądząc po tętniącym bólu promieniującym przez czaszkę. Ale krwi wciąż było za dużo. Wtedy zobaczyłam nóż i więcej wydarzeń z tej nocy powróciło do mojej pamięci. Podciągnęłam się przez kuchenną podłogę i zobaczyłam go. Znajoma postać Bety Masona, mojego tak zwanego partnera, leżała bezwładnie na podłodze, a pod nim rozlewała się kolejna kałuża krwi. Byliśmy na naszym corocznym wyjeździe. Miesiąc w roku, kiedy Mason zabierał mnie na wycieczkę, żebyśmy mogli się „ponownie połączyć”, jak to zawsze ujmował. Dla każdej innej pary brzmiałoby to romantycznie. Dla mnie był to koszmar. Szybko nauczyłam się, że lubił, gdy stawiałam opór. Więc przestałam. Przez większość czasu był mną znudzony, ale w końcu nuda zamieniała się w urazę, a potem w determinację. Wtedy planował nasze wypady. Dlatego trwały tak długo. Żeby nie musiał się powstrzymywać, a ja żebym miała czas na wygojenie się na tyle, by ukryć jego dzieło przed pokazaniem się publicznie. W końcu byłam tylko człowiekiem. Goiłam się powoli w porównaniu z jego gatunkiem. Serce zaczęło mi walić, gdy analizowałam scenę przed sobą. Lykanie mieli wiele zdolności, których nie mieli ludzie. Szybka regeneracja była jedną z nich. Nie była natychmiastowa, ale zajmowała ułamek czasu, jakiego potrzebowałam ja. Pozwalała im przeżyć rany, które dla ludzi byłyby śmiertelne. Przełknęłam ciężko, ignorując kwaśny, metaliczny posmak. Skoro wciąż nie wstawał… Może ja… Musiałam… Tym razem walczyłam. Walczyłam mocno. Moje oczy powędrowały do drzwi wejściowych. To była moja szansa. Mogłam uciec. Albo mnie złapią i zabiją. Tak czy inaczej, te tortury się skończą. Jeśli zostanę, i tak mnie zabiją za to, co zrobiłam. Powód nie będzie miał znaczenia. On był Betą. Zmusiłam się do wstania. Ciało nawet nie zaprotestowało, gdy adrenalina zaczęła krążyć w moich żyłach. Ledwo myślałam o tym, co to może oznaczać. Czy kiedykolwiek jeszcze zobaczę moją rodzinę. Jak przetrwam sama. Kto będzie mnie szukał. Te rozważania ledwo do mnie docierały w obliczu wolności. Drżącą ręką przekręciłam gałkę i otworzyłam drzwi. Nie oglądając się za siebie, wyszłam na zewnątrz. Rozejrzałam się po posesji. Był wczesny ranek, zbliżał się brzask. Chata była ukryta w lesie. Nie miałam pojęcia, w którym lesie. Nigdy nie wiedziałam, gdzie mnie zabierał. Ale to nie miało znaczenia. Dopóki wydostanę się z terytorium Tropicieli Świtu, będę wolna. Podeszłam do samochodu. Zawsze trzymał kluczyk za osłoną przeciwsłoneczną. Bo kto odważyłby się okraść Betę stada? Uruchomiłam silnik i prawie rozpłakałam się na ten dźwięk. Skręcając na żwirowy podjazd, ruszyłam w stronę wolności. Jechałam w dowolnym kierunku, który wydawał mi się prowadzić poza terytorium. Ale adrenalina zaczęła opadać, a obrażenia dawały o sobie znać. Nie mogłam pewnie trzymać kierownicy złamaną ręką i było mi niedobrze z bólu. Kręciło mi się w głowie. Zaczął padać lekki deszcz, jeszcze bardziej pogarszając widoczność. Mgła zaczęła gęstnieć im dalej jechałam, przykrywając teren całunem szarości. Wciągnęłam powietrze i szarpnęłam kierownicą, gwałtownie skręcając, gdy droga zakręciła przede mną. Oddychając ciężko, zjechałam na pobocze. Jeśli się rozbiję, na pewno mnie znajdą. Ale bliskie zderzenie przynajmniej znów wpompowało we mnie adrenalinę. W oddali widziałam łunę cywilizacji. Dotrę tam pieszo, jeśli wykrzesam z siebie siły. A deszcz, miejmy nadzieję, zmyje mój zapach. Biorąc kilka bolesnych, głębokich oddechów – doliczając do rachunku złamane żebro lub dwa – wywlekłam się z pojazdu. Nie miałam na sobie butów. Moje stopy i nogi były wystawione na zimne, mokre powietrze późnej zimy. Nie obchodziło mnie to. Uszy wypełniały mi odgłosy natury. Czułam krople deszczu lądujące i spływające po mojej skórze. Wzbudzało to mnóstwo zapachów. Wszystko wydawało się inne. Znów wydawało się nowe. Zaczęłam iść. Stawiając jedną stopę przed drugą. Powoli przyspieszając kroku. Nie widziałam już dobrze, dokąd idę. Ale powtarzałam sobie, że dopóki czuję asfalt pod stopami, wszystko będzie dobrze. Nie byłam jeszcze wolna. Ale bardziej niż kiedykolwiek – pragnęłam być.

Odkryj więcej niesamowitych treści