Rozdział 3: Lucas
– Lucas, co ty robisz? Ona może być niebezpieczna. – Daisy wpadła do pokoju. – Odsuń się od niej.
Zacisnąłem pięści i posłałem jej niedowierzające spojrzenie. – Wyjdź, Daisy – warknąłem.
Wuj Rodney wypchnął ją za drzwi, podczas gdy ja ignorowałem jej protesty. Teraz, gdy oddzieliłem ją od koszuli i tego męskiego odoru, czułem, że w jej zapachu jest coś innego, coś dziwnego. To wciąż była najbardziej niesamowita rzecz, jaką kiedykolwiek czułem, ale było w tym coś więcej. Rhonen nie wyczuwał jej wilka, ale nie było to zaskoczeniem przy stanie, w jakim się znajdowała.
Ciotka Lara wróciła z parującą miską wody i ręcznikami przewieszonymi przez ramię. Postawiła ją na stoliku obok łóżka. Kolor zdążył już powrócić na usta kobiety. Sprawdziłem ponownie jej puls. Był silniejszy niż wcześniej, wciąż słabszy niż bym chciał, ale stabilny. Wziąłem ściereczkę i zamoczyłem ją w wodzie.
– Pozwól mi pomóc, Lucas – powiedziała łagodnie ciotka Lara. – Nie skrzywdzę jej.
Kiwnąłem raz głową na zgodę. Mocząc kolejną ściereczkę i wyżynając ją, obeszła łóżko, by usiąść obok niej. Zacząłem zmywać krew z jej twarzy, uważając, by nie otworzyć rany nad okiem. Przeszedłem do jej klatki piersiowej i szyi. Na szyi widoczne były wyraźne siniaki, tam gdzie czyjeś dłonie zaciskały się mocno. Odgarniajac jej włosy, przetarłem krzywiznę szyi aż do ramienia, zamierając, gdy zobaczyłem to, co odsłoniłem. Srebrzysto-różową skórę, która wyróżniała się na tle reszty.
Była naznaczona. Miała już partnera. Ciotka Lara zauważyła zmianę w moim zachowaniu.
– Tak mi przykro, Lucas – szepnęła.
– To nie ma znaczenia – powiedziałem, kontynuując przemywanie jej skóry.
Uczucie mrowienia było silne, gdy pracowałem. Jej zapach był potężniejszy niż kiedykolwiek. Była moją przeznaczoną parą. Nie dało się temu zaprzeczyć. Jeśli miała partnera, on nie żył. W przeciwnym razie nigdy nie poczułbym naszej więzi. Więź, nawet ta przeznaczona przez los, nie mogłaby powstać ponad istniejącą. Była teraz moja.
Wyciągnąłem jej rękę spod koca. Były na niej siniaki od czyjegoś uścisku. Jej nadgarstek był gorący i dwa razy większy niż powinien.
– Lucas… – Głos ciotki Lary załamał się. Uniosła jej drugie ramię. – To są…
– Ślady ugryzień.
– Są od wilka – powiedziała.
– Wiem – odparłem.
Zbierając się w sobie, ściągnąłem koce w dół, odsłaniając jej brzuch. Ciotka Lara wciągnęła gwałtownie powietrze. Miała ciemnofioletowe siniaki na całym ciele. Głębokie szramy od pazurów na boku. Różne inne małe skaleczenia i zadrapania na nogach. Nie rozumiałem, dlaczego się nie goiła. Ale tym, co uderzyło mocniej, były blizny.
Rozmaite blizny szpeciły wychudzone ciało, które kazało mi podejrzewać, że była głodzona. Rhonen szalał na dnie mojego umysłu. Był gotów się wyrwać i ruszyć na polowanie na tego, kto był za to odpowiedzialny. Ale najpierw zajmę się nią. Upewnię się, że nic jej nie jest. Upewnię się, że wie, iż jest bezpieczna.
Usłyszałem otwieranie drzwi wejściowych i więcej głosów. Przykryłem moją parę z powrotem. Słyszałem głos dr Callahan, gdy wuj Rodney prowadził ją na tyły domu. Nigdy nie byłem bardziej wdzięczny, że to ona jest lekarzem w mieście, niż w tej chwili. Nigdy nie byłbym w stanie znieść dotyku innego samca na niej w tym momencie.
– Alfo Lucasie – przywitała się lekarka, podchodząc prosto do łóżka. – Masz pojęcie, kim ona jest? Czy powiedziała coś, zanim straciła przytomność?
Niechętnie się odsunąłem, dając jej miejsce na zbadanie mojej pary.
– Zdołała tylko poprosić o pomoc – powiedziałem. – Nie wiem nic więcej.
Lekarka zaczęła ją badać. Świecąc latarką w oczy, sprawdzając szyję. Moja szczęka zacisnęła się, a pięści zwarły, gdy znów odsunęła koce.
– Będzie potrzebowała szwów – powiedziała Callahan. – Muszę to zrobić tutaj, żeby się nie otworzyły, gdy będziemy ją przenosić. Naprawdę musimy zabrać ją do kliniki. Nie podoba mi się ten uraz głowy.
– Jak bardzo jest źle? – zapytałem, wyczuwając troskę w jej głosie.
– Musimy podłączyć jej kroplówkę i zrobić badania…
– Jak bardzo jest źle? – zażądałem odpowiedzi.
Zacisnęła usta. – Nie wiem, ale jeśli nie zostanie odpowiednio opatrzona, może się nie obudzić.
– O bogini… – wyszeptała ciotka Lara.
Rhonen zawył z bólu. Serce waliło mi jak szalone na myśl o utracie pary, zanim w ogóle ją poznałem. Nie znałem nawet jej imienia. Mój żołądek zawiązał się w supeł.
– Zrób to – rozkazałem, po czym odwróciłem się i wybiegłem.
Chwytając torbę z brudną koszulą nocną, opuściłem dom. Ignorując wołania wuja i Daisy za plecami, natychmiast się przemieniłem. Nie mogłem dłużej powstrzymywać Rhonena. Rozerwał torbę, wtykając nos w materiał. Pracowaliśmy, by przebić się przez kuszący aromat naszej pary do męskiego zapachu, który psuł woń ubrania. Rhonen warknął, gdy go zidentyfikował.
Nie mogła uciec daleko w takim stanie. Musiał być blisko. Ruszyliśmy, by podążyć jej śladem. Rhonen był w połowie podjazdu, gdy Corin, wilk wuja Rodneya, wskoczył przed nas.
„Czekaj”.
Rhonen kłapnął na niego zębami, warcząc wściekle. Corin zrobił unik, zmieniając się z powrotem w ludzką postać mojego wuja. Uniósł ręce.
– Rhonen, czekaj – nalegał. – Musimy to przemyśleć.
Rhonen warknął agresywnie, ale wuj Rodney nie ustąpił.
– Proszę, Lucas, po prostu mnie wysłuchaj.
Z pewnym wysiłkiem przejąłem kontrolę i przemieniłem się z powrotem.
– Ten bydlak wciąż tam jest, Rodney – krzyknąłem. – Zapłaci za to.
– Tak, zapłaci – zgodził się mój wuj. – Ale najpierw musimy poznać całą historię. Nie myślisz trzeźwo. Zabijesz pierwszego wilka, jakiego zobaczysz.
– Kwestionujesz moje kompetencje? – warknąłem.
– Nie – powiedział stanowczo wuj Rodney. – Próbuję ci pomóc. Ściągniemy tu tropicieli. Dowiemy się, skąd przyszła i wtedy ruszymy. Na razie musisz zająć się swoją parą. Zabierz ją do kliniki. Utrzymaj ją przy życiu.
Rhonen walczył, by wymusić ponowną przemianę. Zdołałem go odepchnąć. Nasze pragnienie bycia blisko naszej pary wygrało z pragnieniem zemsty. Przynajmniej w tej chwili.
„Ona cię potrzebuje, Lucas” – powiedziała ciotka Lara przez więź mentalną.
Moja wściekłość opadła i odwróciłem się z powrotem w stronę domu. Zrobię wszystko, co trzeba, by uratować moją parę.
















