Rozdział 47: Sutton
Szybko cofnęłam rękę. Zamknęłam oczy, by jakoś je odpędzić. Nigdy więcej nie chciałam widzieć tych obrazów, a zwłaszcza nie z Lucasem. To nie był on. On nie robił mi tych rzeczy.
Nagle miałam problem ze złapaniem tchu.
Poczułam, jak jestem podnoszona z podłogi. Dłonie dotknęły mojej twarzy. Delikatne dłonie. Dłonie, które znałam. Dłonie, którym ufałam.
– Sutton, skarbie, spójrz
















