Rozdział 6: Sutton
Zwinęłam się z powrotem pod kołdrą, gdy Alfa Lucas wrócił do środka. Była to pierwsza okazja, bym mogła mu się naprawdę przyjrzeć. Wcześniej byłam zbyt zdezorientowana i martwiłam się tym, że jestem uwięziona z obcym mężczyzną. Teraz mogłam przeanalizować jego rysy. Był wysoki, o szerokich ramionach i potężnej budowie ciała. Jego włosy o barwie piaskowego brązu pasowały do szarych oczu, a pełna broda pokrywała mocną szczękę. Nie zdziwiłabym się, gdyby połowa kobiet w watasze nieustannie do niego wzdychała.
Obszedł łóżko, odsunął krzesło od stołu i usiadł obok mnie. Wciąż czułam się nieswojo, gdy na mnie patrzał, ale nie powstrzymało to mojego żołądka przed zrobieniem małego fikołka. Ładnie pachniał. Nie wiem, dlaczego dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak ładnie pachnie. To było… kojące. Nawet cisza, która wypełniła pokój, wydawała się uspokajająca.
Choć mogła to być zasługa leków przeciwbólowych, które podał mi lekarz. Bo nie było żadnego powodu, dla którego powinnam czuć się tak komfortowo, siedząc w tym samym pokoju z tym budzącym grozę i imponującym wilkiem.
Pukanie do drzwi przerwało moje myśli. Alfa Lucas wstał i poszedł otworzyć. Nie widziałam, kto stał po drugiej stronie. Usłyszałam przytłumiony głos, Alfa Lucas odpowiedział, a następnie wjechał z wózkiem całkowicie wypełnionym rozmaitym jedzeniem. W chwili, gdy zapach dotarł do moich nozdrzy, mój żołądek zaburczał. Alfa Lucas zerknął na mnie.
– Jak twój żołądek w tej chwili? – zapytał. – Jakieś mdłości?
Przełknęłam ślinę i pokręciłam głową. Było to w większości szczere. Prawda była taka, że do mdłości przyzwyczaiłam się już dawno temu. Brak jedzenia często wywoływał ten stan. Więc teraz jedzenie brzmiało niesamowicie. Ale nie chciałam wydać się zbyt chętna. Czekałam więc, aż pozwoli mi nałożyć sobie porcję.
– Wolałabyś zjeść przy stole? – zapytał, biorąc pusty talerz z wózka. – Czy wolisz odpoczywać tam, gdzie jesteś?
– Och… hm…
Jego pytanie zaskoczyło mnie. Minęło sporo czasu, odkąd dano mi jakikolwiek wybór. Spojrzałam w stronę drzwi, myśląc o tym, że nawet nie pozwolił im wjechać wózkiem do środka. Nie sądziłam, by spodobała mu się sugestia zejścia na dół. Mój wzrok powędrował w stronę okna. Zapragnęłam świeżego powietrza.
– Sutton – jego głęboki głos delikatnie przywołał moją uwagę. – Powiedz mi, czego chcesz.
– Ja… chciałabym wyjść na zewnątrz – powiedziałam, starając się nie brzmieć tak nerwowo, jak się czułam.
– W porządku – odparł zwyczajnie. Odstawiając talerz, zniknął za drzwiami łazienki. Chwilę później wyszedł z ubraniem przewieszonym przez ramię. Podchodząc do mojej strony łóżka, uniósł gruby szlafrok. – Na balkonie jest stół. Jest trochę za chłodno, by wychodzić w samej koszuli nocnej. Powinnaś to włożyć.
Troska i rozwaga w jego głosie były szokujące. Niemal przerażające.
Gdybym nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś podobnego, może by tak nie było. Ale zdarzały się chwile, na początku, kiedy Mason okazywał te same przebłyski życzliwości. Ale to była gra. Tylko kolejny sposób, by się mną bawić.
Alfa Lucas wyciągnął szlafrok, patrząc na mnie wyczekująco. Nagle zaczęło mi brakować tchu. I nie było to z powodu złamanego żebra. Potrzebowałam przestrzeni. Prześlizgnęłam się szybko obok niego, tworząc między nami dystans kilku stóp.
– Dlaczego to robisz? – zażądałam odpowiedzi. – Czego ode mnie chcesz?
Alfa Lucas westchnął, opuszczając szlafrok, który mi oferował. Patrzył na mnie z zadumą, ale w jego oczach zdawała się gościć życzliwość.
– W tej chwili chcę zjeść z tobą posiłek – powiedział łagodnie.
– A potem?
– To zależy od ciebie – odparł. – Ale myślę, że w pewnym momencie powinniśmy porozmawiać.
Przygryzłam nerwowo kącik wargi. Jaki tak naprawdę miałam wybór? Nie miałam siły z nim walczyć. Przynajmniej wydawał się zainteresowany tym, by pozwolić mi wyzdrowieć. Doktor Callahan była miła, ale to on był jej Alfą. Niewiele mogła zrobić w moim imieniu. Tak czy inaczej, potrzebowałam czasu, by wymyślić jakiś plan. Mogłam więc równie dobrze pozostać w łaskach tego mężczyzny.
Alfa Lucas ponownie, niepewnie uniósł szlafrok. Wyciągnęłam rękę i wzięłam go od niego, narzucając go szybko na siebie. Uśmiech błąkał się na jego ustach, ale ruszył się, zanim zdążyłam zobaczyć, czy przerodzi się w coś więcej. Wrócił do wózka z jedzeniem, co sprawiło, że przeszedł blisko mnie. Nasze ramiona niemal się musnęły, a ten cudowny zapach znów powiał w moją stronę. Wciągnęłam go mimowolnie, nie mogąc powstrzymać impulsu. Trzepotanie w brzuchu wybuchło niespodziewanie i poczułam, jak moje policzki płoną.
– Kapcie są przy łóżku. Zacznę od czegoś lekkiego dla ciebie – zaczął mówić. – Nie chcesz jeszcze obciążać żołądka zbyt dużą ilością jedzenia ani czymś zbyt ciężkostrawnym. Wątpię, byś była w stanie to utrzymać po dłuższym czasie. Na szczęście mamy tutaj najlepszego kucharza w watasze. – Wyciągnął przede mnie pełen talerz owoców, warzyw gotowanych na parze i pysznie wyglądającej ryby. – Proszę. Nie próbuj zjeść wszystkiego, ale zjedz tyle, ile możesz. Zaraz do ciebie dołączę.
Zdołałam jedynie kiwnąć głową. Czułam się, jakby ktoś inny sterował moim ciałem, gdy otwierałam drzwi balkonowe i wychodziłam na zewnątrz. Natychmiast powitało mnie chłodne powietrze i słońce świecące mi w twarz. Nie mogłam się powstrzymać, by nie zamknąć oczu i nie poświęcić chwili, by się tym nacieszyć. Po kilku głębokich oddechach rozejrzałam się i znalazłam mały metalowy stół ogrodowy, który stał na prawo od szklanych drzwi. Usiadłam, kładąc talerz przed sobą i dłonie na kolanach, czekając, aż Alfa Lucas dołączy.
Patrząc na talerz, zaczęłam myśleć o tym, co zrobię, gdy odzyskam siły. Wiele by mi dało, gdyby karmił mnie tak jeszcze przez jakiś czas. Musiałabym zorientować się, czego się spodziewać, gdy już wyzdrowieję.
Alfa Lucas zajął miejsce, zajmując zaskakująco dużo przestrzeni na tym małym obszarze. Był większy, niż myślałam. Ale zdołał zachować wystarczająco dużo odstępu, bym mogła uniknąć dotykania go.
– Jedz, Sutton.
Biorąc widelec, zjadłam kawałek owocu. Był fantastyczny. Głód przejął kontrolę i w ciągu kilku minut szybko przebrnęłam przez połowę talerza. Dopiero gdy zaczęłam zwalniać, zdałam sobie sprawę, że on wciąż mnie obserwuje. Przełykając, wykorzystałam okazję, by się odezwać.
– Nie odpowiedziałeś wcześniej na moje pytanie – powiedziałam cicho.
Nie odpowiedział. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że wpatruje się we mnie wyczekująco.
– Dlaczego to wszystko robisz?
















