Została wyszkolona, by stać się cieniem. On urodził się, by rządzić nocą. Kiedy bezwzględny Alfa odkrywa, że jego przeznaczona partnerka jest najmroczniejszą tajemnicą przestępczego półświatka, nikt nie może czuć się bezpiecznie. Dla swojej rodziny Aria jest jedynie niepozorną, cichą dziewczyną żyjącą na marginesie Watahy Krwawego Księżyca. Jednak w niebezpiecznych mrokach Unii Eteru i Najemników znana jest jako Ravensong – zabójcza, nieuchwytna agentka ukształtowana przez osławionego króla podziemia, Dante-Ruslava. Aria wyznaje jedną żelazną zasadę: nigdy nie łączyć życia w watasze ze swoją krwawą profesją. Wtedy pojawia się Roman. To władczy Alfa Watahy Krwawego Księżyca, mężczyzna, którego sama obecność wymusza absolutną uległość. Gdy śmiertelny spisek wewnątrz Szkarłatnej Przysięgi zagraża jego terytorium, Roman wyrusza na łowy, by wytropić nieuchwytną Ravensong. Nie spodziewa się jednak, że odurzający zapach jego przeznaczonej partnerki maskuje woń zimnokrwistej morderczyni. Aria sądziła, że zdoła grać rolę niewinnej wilczycy, jednocześnie władając cieniami. Ale Roman jest Alfą, który zawsze bierze to, co do niego należy, i jest gotów rozedrzeć półświatek na strzępy, by zerwać z niej maskę. Gdy wrogowie zaciskają pętlę, a jej zabójczy sekret grozi zniszczeniem ich obojga, Aria musi dokonać wyboru: ulec trawiącemu ogniowi ich więzi albo pozwolić, by Ravensong rozpętała piekło.

Pierwszy Rozdział

W lesie panował zupełnie inny rodzaj ciszy. To była cisza, która cię nie osaczała, nie sprawiała, że czułeś się samotny. Przeciwnie – pozwalała poczuć się częścią tej przestrzeni, wabiła, byś stał się jej elementem. Szum wiatru w koronach drzew i trawach, nawoływania ptaków, owady oznajmiające sobie nawzajem swoją obecność. To było miejsce, w którym można było po prostu odetchnąć świeżym powietrzem. Dla nas, wilkołaków, las znaczył tak wiele. Był wolnością i spokojem, w których się pławiliśmy. Przebywanie wśród drzew, obcowanie z naturą, było po prostu naturalnym stanem istnienia. – Aria! Wzięłam kolejny głęboki oddech. To było bezpieczne miejsce, azyl, w którym nikt ci nie przeszkadzał, gdzie mogłaś po prostu czuć się bezpiecznie w jego… – ARIA! Westchnęłam. – Tak, Stello, jestem tutaj. – Nie wiedziałam, jak długo nie było mnie w domu, ale najwyraźniej wystarczająco długo, by moja przyrodnia siostra wróciła ze szkoły i zaczęła mnie szukać. – Mama już wróciła i jest wściekła. Nic nie przygotowałaś na dzisiejszą kolację. Stella była o cztery lata młodsza, właśnie skończyła piętnaście. Choć przez ilość makijażu i kuse szorty, które nosiła, można by ją pomylić z moją rówieśniczką. Była typową dziewczęcą księżniczką, jakiej można by się spodziewać po najpopularniejszej dziewczynie w szkole. Jej energia i tryskający optymizm bywały momentami mdłe. Ale mimo naszych rodziców, wyrosła na całkiem porządną osobę. Rozpieszczona, to fakt, ale nie na tyle, by martwić się o jej przyszłego partnera. Kilka miesięcy temu skończyłam dziewiętnaście lat i byłam dowodem miłości, jaką mój ojciec darzył moją matkę. Nie byli przeznaczonymi sobie partnerami, lecz wybranymi. Tak było do czasu, gdy w ich życiu pojawiła się Victoria. Victoria była przeznaczoną partnerką mojego ojca, co zaowocowało kilkoma niezręcznymi latami. Sytuacja trwała do momentu, gdy moja matka zginęła w ataku łowców – miałam wtedy cztery lata. My, mama i ja, zostałyśmy schwytane i torturowane przez łowców. Moja wataha odnalazła mnie kilka dni później, błąkającą się po lesie. Pozostały mi po tym trwałe blizny. Ciało mojej matki znaleziono parę dni później. Prawie natychmiast do naszego domu wprowadziła się ciężarna Victoria wraz z Jace’em, moim dwuletnim przyrodnim bratem. Wtedy wszystko się zaczęło. Ja, będąc żywym przypomnieniem „niedyskrecji” mojego taty – jak mawiała Victoria – na każdym kroku odczuwałam, jak bardzo niechciana jestem w tej rodzinie. Nigdy nie przepuszczali okazji, by przypomnieć mi, że jestem wybrakowana i niepożądana, i że nigdy do niczego nie dojdę. Że nawet jeśli gdzieś tam czeka na mnie partner, odrzuci kogoś tak zniszczonego jak ja. Przypominali mi o tym słownie lub fizycznie. – Zostawiłam zapiekankę w piekarniku, wystarczy go włączyć, a sałatka jest w lodówce. W zamrażarce są też lody, gdyby ktoś miał ochotę. – Mówiłam cicho, by mój głos nie niósł się zbyt daleko w głąb lasu. – O. No cóż, i tak jest wściekła. Lepiej idź się wytłumaczyć, zanim powie tacie. – W jej głosie słyszałam smutny uśmiech. Skinęłam głową i podniosłam się z korzeni drzew, między którymi siedziałam. Kroki Stelli były ciężkie, słyszałam, jak kilka razy niemal się potknęła. Za jednym razem wyciągnęłam rękę, by ją podtrzymać. – JAK ty to robisz? – sapnęła, a ja zachichotałam. Jedną z najgorszych blizn, jakie mi zostały, były moje oczy. Lekarze z watahy powiedzieli, że łowcy wstrzyknęli płynny tojad albo jakąś truciznę bezpośrednio do moich gałek ocznych. To mnie oślepiło. Cóż, oślepiło moją ludzką stronę. Moja wilczyca, Nyx, wciąż zachowała wzrok, a my wypracowałyśmy metodę korzystania z jej oczu. Ale tu, w lesie, w moim lesie, nie potrzebowałam wzroku, by wiedzieć, dokąd idę. – To łatwe, gdy zna się na pamięć każdy skrawek lasu. – Taa, jasne. Pewnego dnia, Aria… Pewnego dnia będziesz musiała wyjawić mi wszystkie swoje sekrety. Łącznie z tym przeklętym przepisem na ciasto. Jeśli znajdę partnera i odejdę bez tego przepisu, chyba oszaleję. Roześmiałam się. – Przecież patrzysz mi na ręce za każdym razem, gdy je piekę! Znasz wszystkie składniki. – Tak! Ale ty nigdy NICZEGO nie odmierzasz. Po prostu wrzucasz wszystko na oko, kiedy masz na to ochotę. – Ona też się zaśmiała, otwierając tylne drzwi domu. Nasz dom był skromnym, piętrowym budynkiem. O owej skromności przypominano nam za każdym razem, gdy Victoria kupowała nową parę butów lub torebkę. Dla niej był zbyt pospolity. Mój ojciec pracował jako księgowy w firmie Alfy, ale nie zarabiał wystarczająco dużo, by zadowolić Victorię. Powtarzał, że przeprowadzimy się do większego i lepszego domu, gdy tylko zostanie awansowany na głównego księgowego. Ale ja lubiłam nasz dom. W kuchni było dość miejsca do pracy, była nawet wyspa z barkiem. Były trzy sypialnie, gabinet, pokój dzienny i salon. Uznałam, że to mnóstwo miejsca dla pięcioosobowej rodziny. Wchodząc za Stellą, usłyszałam szybkie kroki Victorii i wiedziałam, co nastąpi. Dźwięk uderzenia odbił się echem na zewnątrz, bo nie zdążyłam jeszcze zamknąć drzwi. Potrzebowałam chwili, by pozbierać rozbiegane myśli, kiedy dotarło do mnie, że ona do mnie mówi. – …suka. Jesteś tylko bezużytecznym leniem i nawet palcem nie mniejsz… – Mamusiu! Aria zrobiła kolację! – Trzeba przyznać, że Stella czasem starała się mi pomóc. Ale nigdy nie odważyłaby się im sprzeciwić. Jace był nieco bardziej odważny, czując, że jestem w jakiś sposób jego odpowiedzialnością, ale mój ojciec był typowany na następcę obecnego Bety. Jace również był w linii sukcesji. Więc on też mógł zrobić tylko tyle. – Jest w piekarniku, muszę go tylko włączyć. Sałatka stoi w lodówce, w czerwonym pojemniku – zdołałam wykrztusić, gdy pieczenie policzka nieco zelżało. – Powtarzano ci wielokrotnie, żebyś nigdy nie opuszczała tego domu. Stella musiała po ciebie iść. Jak często wychodzisz? A co, jeśli ktoś cię zobaczył? Westchnęłam. – Zabieram się za kolację. – Lepiej żeby tak było. Twój ojciec się o tym dowie. Poszłam do kuchni i zaczęłam przygotowywać sałatkę, jednocześnie włączając piekarnik. Stella wciąż próbowała mnie bronić, ale Victoria szybko ją uciszyła. Victoria poszła w inną część domu, a Stella weszła do kuchni i usiadła na jednym z hokerów przy wyspie. – Przepraszam, Aria, starałam się. Uśmiechnęłam się. – Doceniam chęci. Choć można by pomyśleć, że będzie zbyt zajęta planowaniem balu Zgromadzenia, żeby wracać wcześniej do domu. – Nigdy w życiu nie byłam tak podekscytowana. A co, jeśli znajdę partnera już za pierwszym razem? Zachichotałam. – Wtedy będę musiała dać ci przepis na ciasto. – Czy ja też go dostanę, jeśli znajdę partnerkę? – Jace zszedł z góry i oparł się o wyspę. Odepchnęłam jego rękę od grzanek, które zrobiłam do sałatki. – Nie podjadać. Czekaj na kolację. I ty też chcesz teraz mój przepis? Jace prychnął. – To, że nie śledzę każdego twojego ruchu, nie oznacza, że go nie chcę. Bo chcę. – Zawiesił głos. – I to bardzo. Roześmiałam się. Oni dwoje byli prawdopodobnie moim jedynym ratunkiem w tym domu. Nawet jeśli musieli przymykać oczy na pewne sprawy, nigdy bezpośrednio mnie nie skrzywdzili i starali się włączać mnie w swoje rodzeńskie relacje. Drzwi frontowe otworzyły się i zamknęły. Wszyscy zesztywnieliśmy. Ojciec wrócił, a Victoria już do niego dopadła, szepcząc mu coś do ucha. – Lepiej już idźcie – szepnęłam do nich, po czym odwróciłam się i szybko wyjęłam szklankę, nalewając do niej piwo z puszki wyjętej z lodówki. – Niewdzięcznica! – Głos mojego ojca zagrzmiał w całym domu. Wszedł do kuchni, gdzie podałam mu już napełnioną szklankę. Od jego oddechu biła woń alkoholu, a mowa była lekko bełkotliwa. Odkąd w zeszłym miesiącu pominięto go przy awansie, każdego dnia pachniał bardziej alkoholem niż wilkiem. – Kolacja prawie gotowa, jest w piekarniku, możemy jeść, gdy tylko… – Twoja matka powiedziała mi, że byłaś dzisiaj na zewnątrz, kiedy wróciła. Że Stella musiała cię szukać. Przełknęłam ślinę. – Tak, ojcze. Siedziałam wśród drzew tuż obok domu. Chwycił mnie za ramię i pociągnął przez dom. Rzucił mnie na podłogę w pokoju dziennym i warknął: – Ile razy mam ci powtarzać, że nie wolno ci wychodzić na zewnątrz? – Po prostu potrzebowałam… – Przemieniłaś się? – Nie, ojcze, nigdy bym tego nie zrobiła. – PRZEMIENIŁAŚ SIĘ?! – wrzasnął i kopnął mnie w brzuch, gdy leżałam na ziemi. Wykrztusiłam: – Nigdy. – Dlaczego oni się ciebie nie pozbyli? Dlaczego ZAWSZE sprawiasz mi PROBLEMY?! – wrzeszczał, kopiąc mnie ponownie. Skuliłam się w kłębek, cicho skomląc. W takich chwilach Nyx, moja wilczyca, starała się pomóc mi się uspokoić. Nigdy nie prosiła o wypuszczenie jej w domu, nie po naszej pierwszej przemianie. Bała się o moje bezpieczeństwo, dopóki byłam w tym budynku. Czasami namawiała mnie, bym oddała, bym pokazała im, kim naprawdę jestem. Ale to tylko pogorszyłoby moją sytuację. Chciałam najpierw zobaczyć Jace’a i Stellę wolnymi. Czekałam na kolejne ciosy, ale nie nadeszły. Minutnik w piekarniku zaczął piszczeć. – Stella, wyjmij to i postaw na stole. – Podniósł mnie za koszulę, niemal mnie dławiąc i rozdzierając materiał. – Ty idziesz do swojego pokoju. Bez jedzenia. Bez wody. Bez niczego. Zobaczymy, jak długo tym razem wytrzymasz. Właściwie wrzucił mnie do mojej garderoby na pościel, którą przerobiono na moją sypialnię. Wylądowałam na łóżku, uderzając głową o ścianę i wydając z siebie cichy jęk. Ojciec zamknął drzwi i przekręcił klucz. Trzymając się za głowę, pomyślałam, że tym razem i tak mi się upiekło. Prawdopodobnie dlatego, że jutro był bal, ale nie zamierzałam darowanemu koniowi w zęby zaglądać. Po prostu czekałam, aż ból głowy ustąpi.

Odkryj więcej niesamowitych treści