Kiedy zostawiliśmy zakupy w samochodzie, wróciliśmy na ulicę. Nico wziął Arię na ręce, pozwalając jej usiąść w zgięciu swojego łokcia. Wydawała się do tego przyzwyczajona, bo nawet nie pisnęła. Musiałem wydłużyć krok, żeby dotrzymać mu tempa. Po kilku minutach dotarliśmy na skraj ulicy. Tłum ludzi wydawał się podwoić od czasu, gdy zostawiliśmy nasze rzeczy. Nic dziwnego, że akurat teraz wziął ją n
















