Prawdę mówiąc, nie usłyszałem, jak podjeżdżają. Wpadli przez drzwi, ewidentnie gotowi do bitwy. Wstałem i zwolniłem swój miażdżący uścisk na oparciu krzesła, na którym się opierałem, mając trzeciego papierosa z rzędu w ustach. Aria wciąż siedziała na swoim miejscu. Udawała, że pali, trzymając w ustach zgaszonego papierosa. W dłoniach miała szklankę z mrożoną herbatą, której nam przed chwilą dolała
















