***Perspektywa Romana***
Ocknąłem się gwałtownie, ale powitał mnie jedynie rozsadzający ból głowy. Rozejrzałem się – leżałem na kanapie w salonie. Silas siedział naprzeciwko mnie w fotelu z tabletem na kolanach.
– Dzień dobry, cukiereczku. Jak się czujesz?
– Jakby stado słoni właśnie przebiegło mi po głowie.
– Cholera, Luna ma piekielnie mocny prawy sierpowy. – Na jego twarzy błąkał się uśmiech.
–
















