Zdemaskowanie zabójczej partnerki alfy

Zdemaskowanie zabójczej partnerki alfy

Autor: Elizabeth Carter

Rozdział 5
Autor: Elizabeth Carter
30 maj 2026
Stella opuściła nas natychmiast po wejściu do sali balowej, ruszając w stronę osób, które uznałam za jej kolegów z klasy. Jace został ze mną przez chwilę i uprzejmie odprowadził mnie do kąta. Mieszanina zapachów, głośna muzyka i gwar rozmów były nieco przytłaczające. Byłam wdzięczna Jace’owi za pomoc. – Idź, wiem, że masz tu znajomych. Poczułam, jak kręci głową. Przechyliłam głowę w jego stronę, orientując się, że zesztywniał jak struna. – Czujesz ją, prawda? Swoją partnerkę? Ścisnął moją dłoń. – Czuję. – No to na co czekasz! Idź do niej! Jezu, Jace! Nie stój przy osobie, o której NA PEWNO wiesz, że nie jest twoją wybranką. – Zachichotałam i pchnęłam go głębiej w salę. „Ja nie czuję nic szczególnego”. Nyx odezwała się po raz pierwszy od dłuższego czasu. „Może jeszcze ich nie ma, jest wciąż dość wcześnie”. Rozejrzałam się; było mnóstwo ludzi, ale do sali wciąż napływali nowi. W końcu była dopiero osiemnasta piętnaście. Ojciec i Victoria widzieli nasze wejście – Jace i Stella z satysfakcją opisali mi później wyraz obrzydzenia na ich twarzach, gdy dostrzegli mój strój. Ja jednak po prostu zaszyłam się w kącie. Czułam na sobie kilka spojrzeń, ale nie chciałam używać wzroku Nyx, by ich szukać. Czekałam w tym kącie jeszcze jakieś dziesięć minut, aż tłum stał się tak gęsty, że zaczęło brakować mi tchu. Ilość zapachów i dźwięków raniła moje nadwrażliwe zmysły. W tym ścisku straciłam z uszu Jace’a i Stellę, a wcale nie chciałam do nich dołączać. Kto by chciał, żeby pętała się przy nim niewidoma starsza siostra. Milczenie Nyx jasno dawało do zrozumienia, że mojego partnera tu nie ma. Opierając dłoń o ścianę, skierowałam się na tyły sali balowej, z dala od napływających gości. Kiedy byliśmy dziećmi, mieszkali tu rodzice obecnego Alfy, więc bywaliśmy tu od czasu do czasu. Znałam to miejsce lepiej niż większość osób, więc wślizgnęłam się do korytarza i zeszłam bocznymi schodami prowadzącymi do wyjścia na zewnątrz. Zamek stał bliżej lasu niż nasz dom; zrzuciłam szpilki, które ukradkiem wyniosłam ze stosu Victorii „do oddania”, i boso ruszyłam w stronę drzew. Gdy tylko przekroczyłam linię lasu, poczułam się lepiej. Ta cisza, którą przynosi las, tłumiąc rzeczywistość wśród liści i pokrytej rosą trawy. Niedaleko znajdował się mój ulubiony głaz. Wydawał się nieco mniejszy, niż go zapamiętałam. Jako dzieci bawiliśmy się na nim w „króla góry”. Siedząc na nim teraz, dyndałam nogami, niemal dotykając stopami małego strumyka poniżej. Poprawiłam suknię i oparłam się, chłonąc blask księżyca przebijający się przez korony drzew. Na chwilę ciszę przerwały dwa bardzo głośne silniki podjeżdżające pod zamek. Ale wkrótce ucichły, a muzyka i gwar imprezy rozproszyły się w szumie wiatru. To była idealna noc na pobyt w lesie. „Nie bądź rozczarowana, Nyx”. Prychnęła. „Jak mam nie być? To była nasza pierwsza prawdziwa szansa, żeby wyjść i sprawdzić, czy mamy partnera w którejś z watah”. „Partnera, który niechybnie by nas odrzucił”. „Nie wiesz tego, Aria! Przestań!”. Fuknęłam. Wiedziała, że mam rację, ale nie chciała się jeszcze poddać. Ja byłam na to w pełni gotowa. „To, co powiedział Jace, męczy cię?” – zapytała cicho Nyx. „Masz na myśli ucieczkę, życie jako samotniczka? To, że Dante by się nami zaopiekował? To jakaś opcja. Mamy spore oszczędności”. Prychnęła, ale pozwoliła mi kontynuować. „Mogłybyśmy w końcu wyrwać się spod ich buta. Może jeśli Jace i Stella znajdą dziś swoje połówki, to kiedy jutro wyjedziemy, po prostu już nie wrócimy. Wyjdziemy z emerytury i zatrudnimy się u Dantego”. Zapadła długa cisza. Las wypełniał przestrzeń między nami, jakbyśmy rozmawiały twarzą w twarz. „Dobrze”. Podniosłam głowę. „Dobrze?”. Poczułam, jak Nyx przytakuje. – No to postanowione – powiedziałam na głos i wzięłam głęboki oddech. Będziemy od nich wolne. Nie zostaniemy tu jako ostatnie. Wiatr znów się wzmógł, a ja odchyliłam się do tyłu, pozwalając mu omiatać moją skórę; moje zwykłe, workowate ubrania rzadko pozwalały mi czuć ciepło powietrza. Miałam wrażenie, że ładuję baterie w blasku księżyca. Zmęczenie i znużenie życiem po prostu topniały, zabierając ze sobą wszystkie negatywne emocje. Kilka razy usłyszałam parę wilków przebiegającą kilkanaście metrów dalej. Partnerzy, biegający po raz pierwszy wspólnie przez las. Nie wiem, jak długo tam siedziałam. Czułam lekkie wyrzuty sumienia. Wiedziałam, że Jace mógł mnie szukać – o ile jego umysłu nie zawładnęła całkowicie partnerka. Do diabła, mógł ją już nawet zabrać do domu, zostawiając mnie i Stellę na powrót z ojcem i Victorią. Albo Stella odjechała ze swoim nowym wybrankiem, zostawiając mnie samą. Wzdrygnęłam się na tę myśl. Chmury zdawały się rozejść, a ja rozkoszowała się pełnią księżyca, gdy usłyszałam chrzęst kroków wchodzących do lasu. Ktoś wcale nie starał się być dyskretny. Odruchowo odwróciłam głowę, wiedząc, że to może być któreś z mojego rodzeństwa albo jakaś para, która postanowiła się poobściskiwać w lesie. Wiatr znów powiał od strony zamku, niosąc dźwięk kogoś przedzierającego się przez zarośla. – Wiesz, niektórzy starają się tu cieszyć ciszą i blaskiem księżyca. Mój głos poniósł się między drzewami i na moment kroki ustały. Uśmiechnęłam się i znów wystawiłam twarz do księżyca. Ale kroki rozległy się ponownie, zbliżając się do mnie, a ja westchnęłam. Stały się jeszcze głośniejsze niż wcześniej; podniosłam się z pozycji półleżącej i usiadłam prosto. Odwróciłam się w tamtą stronę. Nieznajomy zatrzymał się niedaleko głazu. Minęła dłuższa chwila, a cisza lasu znów zaczęła zapadać wokół nas. „Potrzebujesz mnie?” – zapytała Nyx, ale nie odpowiedziałam. – Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że nie zrozumiałeś aluzji, że chciałam… – Jak masz na imię? Głos był głęboki, zachrypnięty i przeszedł mnie dreszcz, gdy go usłyszałam. Zapowietrzyłam się. Nie mogłam wydusić słowa, nie mogłam się poruszyć. Po prostu tam siedziałam, a sam ten głos sprawił, że moje ciało zareagowało w gwałtowny sposób. Wiedziałam, co to za uczucie, bez żadnych wyjaśnień. Nyx mruknęła radośnie w głębi mojego umysłu. Jego głos tym razem zamienił się w warkot. – Jak masz na imię, partnerko? W końcu udało mi się przełknąć ślinę i opanować szok. – Nazywam się Aria Blackwood. – W końcu cię znalazłem.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Zdemaskowanie zabójczej partnerki alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka