Zdemaskowanie zabójczej partnerki alfy

Zdemaskowanie zabójczej partnerki alfy

Autor: Elizabeth Carter

Rozdział 3
Autor: Elizabeth Carter
30 maj 2026
***Punkt widzenia Romana*** – ROMAN! Jęknąłem i przewróciłem się na drugi bok. – Przysięgam na Boga, Roman. Jeśli myślisz, że uda ci się wykręcić z wyjazdu, to grubo się mylisz. – Od kiedy to ekscytujesz się tymi durnymi Zgromadzeniami? – Nakryłem głowę poduszką. Silas był dziś rano zdecydowanie za głośny. – To nie Zgromadzenie mnie kręci, Alfo. To ten bar dla istot nadprzyrodzonych w sąsiednim mieście! Ściągnęli cholernie dobrą piosenkarkę, a ja chciałem tam iść, odkąd skończyłem osiemnaście lat! – Silas marudził za drzwiami. Rzuciłem poduszką w drzwi. To był pierwszy dzień od lat, kiedy uporałem się z papierkową robotą i miałem pełny zamiar pospać do późna. Przejąłem watahę w wieku zaledwie czternastu lat. Moi rodzice zginęli w tamtym roku, a my straciliśmy prawie połowę członków. Teraz byliśmy drugą co do wielkości watahą, ustępującą jedynie samemu Królowi Alfie. Szczyciłem się siłą swojej grupy i wymagałem szacunku. Zajęło to trochę czasu, ale dopięliśmy swego. Teraz, mając dwadzieścia trzy lata, panowałem nad wszystkim, co dotyczyło moich ludzi. Poza umiejętnością wykręcenia się z aktywności podczas Zgromadzenia. Wciąż istniała Rada Starszych, która niestety forsowała mnóstwo staroświeckich pomysłów i ideałów. Jednym z nich było przekonanie, że wataha potrzebuje Luny. Szczerze mówiąc, nie potrzebowałem nikogo. Sam w pełni zarządzałem watahą, wypełniając także obowiązki Luny. Silas, mój Beta, miał dwadzieścia jeden lat i również nie znalazł swojej partnerki, ale jego nikt nie nękał o znalezienie wybranki. Byłem na każdej z tych durnych imprez, odkąd skończyłem trzynaście lat. Ani razu nie pojawiła się tam moja partnerka. Teraz martwiłem się, że skończę jako facet o dziesięć lat starszy od swojej przeznaczonej. Silas bez przerwy mi tym dokuczał. Ale najwyraźniej było kilku młodych, którzy niedawno zyskali swoje wilki, więc tym razem Zgromadzenie miało być wyjątkowo ekscytujące. – Proszę, Alfo. Proszę. – Dobra bogini, Silas. Człowiek potrzebuje snu. Chociaż raz w życiu daj mi pospać. Zza drzwi dobiegła cisza, a ja westchnąłem z ulgą. Nareszcie. Mogłem… – Alfo, musimy porozmawiać przed twoim wyjazdem. – DO CHOLERY, MARCUSIE! – wrzasnąłem, rzucając poduszkę na podłogę i maszerując do drzwi. Miałem na sobie tylko spodnie dresowe; otwierając drzwi, o mało nie wyrwałem ich z zawiasów. Marcus, jeden ze starszych w radzie, zdawał się zupełnie nieporuszony moim wybuchem. – Musimy omówić pewną kwestię, na wypadek gdybyś tego wieczoru odnalazł swoją Lunę. Jęknąłem. – Czy nie wystarczy, że muszę tam jechać? Teraz dochodzą kolejne komplikacje, jeśli ją ZNAJDĘ? Gdzie była ta rozmowa trzy lata temu? Chrząknął. – Chcemy tylko przypomnieć, że odrzucenie nie będzie tolerowane… – ODRZUCENIE?! – wrzasnąłem na niego, a on rzeczywiście cofnął się o krok. – Śmiesz mówić mi o odrzuceniu, kiedy to nie jest tylko moja decyzja? Zapamiętaj sobie: TY nie będziesz decydować, kto jest moją partnerką i CO ZROBIĘ ze swoją partnerką, kiedy ją znajdę. Więc NIE MÓW mi, co będzie, a co nie będzie tolerowane. – Zawarczałem, a warkot wydobył się zarówno ze mnie, jak i z Titana, mojego wilka. Pochylił lekko głowę, odsłaniając szyję w geście uległości wobec mnie jako Alfy. Powoli wycofał się, po czym opuścił dom. Przetarłem nasadę nosa. – No, skoro już nie śpisz, chcesz śniadanie? – Silas wyjrzał z korytarza, ubrany w swój fartuch w rysunkowe misie, trzymając patelnię z wciąż smażącym się naleśnikiem. Cmoknąłem z nienawiścią. – Taa, dobra. Narzucę tylko koszulkę. Silas zaśmiał się, gdy odwróciłem się, by przygotować się do dnia. – Około piętnastej staliśmy z Silasem przed domem watahy. Przyglądaliśmy się naszym samochodom z założonymi rękami. – A co, jeśli tylko jeden z nas znajdzie partnerkę? Nie chcę być przyzwoitką, ty zresztą też nie. – Ale czy naprawdę chcemy brać dwa auta? – No wiesz, droga zajmie nam jakieś cztery godziny. Wytrzymasz beze mnie cztery godziny, Alfo. – Silas zachichotał, a ja stłumiłem ochotę, by go trzasnąć. – Jeśli obaj znajdziemy partnerki albo obaj nie znajdziemy, to wyjdzie idiotycznie. – Czy możemy się chociaż trochę popisać? Przecież między nami mówiąc, jesteśmy najbardziej pożądanymi kawalerami-wilkołakami w całym USA, a może i w Kanadzie. Obaj prowadzimy po kilka firm, które zarobiły miliony, i mamy przed sobą dosłownie osiem aut do wyboru. Zachichotałem. Oczywiście miał rację. Może i był energiczny i sprawiał wrażenie imprezowicza, ale był bystry. Inteligentny, skrupulatny i strategiczny – kiedy chciał. W innych chwilach był niedojrzałym chłopakiem z bractwa, który wracał do domu żółtym Lamborghini, bo „zawołało go z wystawy”. – Dobra. Ty bierzesz swoje Lambo, ja biorę Bugatti. Jeśli żaden z nas nie znajdzie partnerki, pojedziemy do tego klubu, o którym marzyłeś. – Tak! – Silas podskoczył z radości, zdjął kluczyki ze ściany i odpalił Lamborghini. Z westchnieniem chwyciłem swoje kluczyki i wsiadłem do Bugatti. Silas już ruszył, a ja wyjechałem za nim. Do terytorium watahy Shadowfall mieliśmy cztery godziny drogi. Włączyłem radio, oparłem się wygodnie i skupiłem na jeździe. Moje myśli krążyły wokół tego, co zrobię, jeśli naprawdę odnajdę dziś swoją drugą połówkę. „Zabrałbyś ją natychmiast do domu i naznaczył” – powiedział rzeczowo Titan. „Chyba że nas odrzuci”. Titan prychnął. „Dlaczego jakakolwiek partnerka miałaby nas odrzucić? Spójrz na nas”. „Może przez naszą reputację”. Titan mruknął. „Twoją reputację”. „Naszą, Titanie. Naszą reputację. I wcale nie uśmiecha mi się przerażać jakiejś trzynastolatki, która miała nieszczęście zostać moją partnerką, poprzez natychmiastowe zabranie jej do domu i naznaczenie”. Titan zachichotał. „Te docinki Silasa naprawdę zapadły ci w pamięć”. Fuknąłem i poprawiłem się w fotelu. „Jeszcze jej nie znalazłem, Titanie. To znaczy, że prawdopodobnie jest nowa. Może trzynaście, piętnaście, przy odrobinie szczęścia siedemnaście lat. To spora przepaść przy moich dwudziestu trzech”. „Może nie mogła dotrzeć na poprzednie Zgromadzenia”. Poczułem, jak wzrusza ramionami, a ja pokręciłem głową. „Na wszystkie? Odkąd miałem trzynaście lat? Wolne żarty”. Obserwowałem, jak Silas lawiruje w korku przede mną. Szczerze mówiąc, byłem pełen obaw. To, co powiedział starszy rady, w połączeniu z moimi własnymi lękami, sprawiło, że tym razem byłem wyjątkowo podenerwowany. Może nadszedł czas, by porzucić nadzieję na przeznaczenie i po prostu wybrać sobie partnerkę? Titan zawarczał. „Nie poddasz się jeszcze w sprawie naszej partnerki, Romanie. Ona tam jest, wiem to” – stwierdził stanowczo Titan. „Czasami nienawidzę twojego optymizmu. I tego, że potrafisz czytać w moich myślach. Może jednak do tego dojść, Titanie. Bądź na to przygotowany”. Usłyszałem ciche mruknięcie: „Nigdy”, po czym Titan wycofał się w głąb mojego umysłu, a ja zostałem sam ze swoimi myślami na resztę drogi. Wiedzieliśmy, że atrakcje Zgromadzenia zaczynają się o osiemnastej; wyjechaliśmy nieco później, niż planowaliśmy, więc dotarliśmy o osiemnastej trzydzieści, ale do budynku wciąż wchodziły tłumy ludzi. Wjeżdżając na podjazd naszymi luksusowymi autami, budziliśmy powszechne zainteresowanie. Patrzyliśmy, jak dziewczyny nas odprowadzają wzrokiem, a potem prostują się z dumą. Silas żył dla takiej uwagi. Ja natomiast za nią nie przepadałem. Gdy tylko wysiadłem z samochodu, Titan zawarczał. „Ona tu jest, Romanie. Czuję ją. Nasza partnerka tu jest”. Oszołomiony, spojrzałem na Silasa; ten zobaczył moje rozszerzone źrenice i od razu zrozumiał. Pokazał mi kciuk w górę. „Jesteś pewien, Titanie?”. „Jestem pewien. Jest tutaj. Nasza partnerka tu jest. Musimy ją znaleźć”.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 – Zdemaskowanie zabójczej partnerki alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka