***Punkt widzenia Arii***
Stella obudziła mnie około dziesiątej rano, waląc do moich drzwi. Rodzice już wyszli i miało ich nie być do końca dnia. Mieliśmy spotkać się z nimi na balu, jako że występowali w roli gospodarzy. Jace miał nas zabrać swoim samochodem wieczorem. Stella biegała po całym domu, podczas gdy ja przygotowywałam dla nas późne śniadanie, po czym zaciągnęła mnie wraz z talerzami do swojego pokoju.
– Aria, chcesz, żeby zrobiła ci makijaż? Nie nałożę dużo, ale może chociaż trochę cienia do powiek?
Zachichotałam. – Po co, Stello? Żeby podkreślić szarość moich oczu?
Prychnęła. – Mogłabym dobrać kolor do oczu Nyx. Zamierzasz iść na bal po omacku?
Skinęłam głową i wyjrzałam przez okno, korzystając z wizji, którą użyczyła mi Nyx. Najpierw uderzył mnie widok wybrany przez Stellę: tapeta w biało-różowe pasy i absurdalna ilość poduszek w kształcie czerwonych serc, ale szybko skupiłam wzrok na lesie za oknem. Soczysta zieleń koiła moje oczy. Zazwyczaj poruszałam się „na ślepo” niemal wszędzie, chyba że otoczenie było mi zupełnie obce. Tym razem było inaczej. Nie chciałam chować się za jej oczami. Jeśli mój partner miał mnie odrzucić, musiał zobaczyć mnie taką, jaka jestem naprawdę.
– Cóż, myślę, że i tak mogę coś zdziałać. Bo czasem, jak się człowiek wystarczająco długo wpatruje w twoje oczy, to ma wrażenie, że widzi w nich całą galaktykę.
– Stello, twój romantyzm jest godny podziwu. Ale ty skup się na sobie. Jak suknia? Czy tata pozwolił ci kupić „tę jedyną”?
Fuknęła i oparła ręce na biodrach. – Nie! Tatuś był strasznym sztywniakiem, kiedy ją zobaczył. „Żadna moja córka nie będzie paradować jak zdzira”. A mama nie mogła mu się sprzeciwić. Musiałam więc zadowolić się tą.
Roześmiałam się z jej naśladowania głosu ojca. Wcześniej wybrała bardzo obcisłą, czerwoną sukienkę, w której wyglądała absolutnie olśniewająco. Ale sprawiała ona też, że wyglądała na dwadzieścia jeden lat i z pewnością przyciągałaby spojrzenia wszystkich chłopców w okolicy. Stella nie miała może pełnych kształtów, ale była zdecydowanie bardziej rozwinięta niż przeciętna piętnastolatka. Do diabła, nawet niż przeciętna siedemnastolatka.
Suknia, na którą ostatecznie się zdecydowała i którą właśnie wyjmowała, miała kolor nocnego nieba. Przylegała do ciała, ale rozszerzała się ku dołowi w typowy fason balowy. Cena na metce była astronomiczna i wiedziałam, że poszły na nią moje zarobki z ostatnich trzech miesięcy. Czułam się jednak lepiej z myślą, że te pieniądze nie zostały wydane na kolejną markową torebkę dla Victorii. To było pierwsze Zgromadzenie Stelli, powinna mieć coś wyjątkowego.
– Wiesz, może przyjedzie Alfa z watahy Bloodmoon. Może zostanę jego Luną. Czekał na mnie przez ten cały czas. – Zawirowała, przykładając suknię do siebie.
– Biedny gość. Ale bym się śmiała, gdyby utknął z taką Suzie czy kimś innym. – Zachichotałam. – Ile on ma, z trzydzieści lat? I nagle jego partnerką zostaje trzynastolatka! Wyobraź sobie!
Stella też zaczęła się śmiać. – O, jakże okrutna potrafi być Bogini Księżyca. – Klapnęła przy swojej toaletce i zaczęła rutynę pielęgnacyjną, której jej nie zazdrościłam. – A co z twoją sukienką? Wiem, że tata nie dał ci na nią ani grosza.
– Przyniósł mi trochę materiału i powiedział, żebym sama sobie coś uszyła.
Odwróciła się, z twarzą w połowie pokrytą zieloną maseczką. – CO?! Nie mów mi, że to był ten brzydki, błękitny worek!
Skinęłam głową. – Ta ilość materiału nie zakryłaby nawet połowy mojego ciała. Ale przecież nie mogłam nic powiedzieć.
– Więc co zamierzasz?
Uśmiechnęłam się pod nosem. – Pamiętasz starą narzutę Victorii i taty? Z czasów, gdy Victoria miała fazę na metaliczne kolory?
– Tę srebrzystą, mieniącą się? Boże, od samego patrzenia na to bolały mnie oczy. Srebrny koc w rozmiarze king size. Jakbyśmy nie mieli naturalnej słabości do srebra.
– Właśnie tę. Leżała w mojej szafie od jakichś czterech lat. Wykorzystałam ją, żeby coś uszyć.
Spojrzała na mnie wzrokiem pod tytułem „nie wierzę, że da się z tego koloru wyczarować coś ładnego”, ale nic nie powiedziała. Odwróciła się z powrotem do lustra. – Cóż, przynajmniej powinnaś spróbować wyglądać seksownie. Możesz przecież znaleźć partnera. – Patrząc na mnie w odbiciu, znacząco poruszyła brwiami. – Może Alfa Roman jest TWOIM partnerem.
Wydobyłam z siebie odgłos dławienia się, a ona wybuchnęła śmiechem. Większość dnia spędziłyśmy w jej pokoju. Przygotowałam późny lunch, bo wiedziałam, że Stella będzie upierać się przy niejedzeniu kolacji – po pierwsze dlatego, że na miejscu będzie jedzenie, a po drugie, żeby nie mieć wydętego brzucha w tej sukni, kiedy wejdzie na salę.
Stella kończyła makijaż, gdy usłyszałam otwieranie i zamykanie drzwi frontowych. Wyjrzałam i usłyszałam Jace’a wchodzącego po schodach.
– Trochę późno, Jace. Musimy wychodzić za jakąś godzinę.
Prychnął. – Mówi to ta, która nie jest nawet w sukience.
Pokazałam mu język. – Wciśnięcie Stelli w jej kiecę wymaga pewnie z dziesięciu osób. Mogę potrzebować twojej pomocy. Ja liczę się tylko za pięć.
Machnął na mnie ręką i poszedł do swojego pokoju, a po chwili usłyszałam szum prysznica.
– Dobra, Stello, spróbujmy cię w to wpakować.
Zajęło nam to kolejne piętnaście minut, ale gdy tylko Jace wyszedł ze swojego pokoju ubrany w czarne spodnie, czarną koszulę, biały krawat i białą marynarkę, udało mi się dopiąć Stellę w jej sukni. Piersi miała niemal pod samą brodą, ale stwierdziła, że dokładnie o taki efekt jej chodziło. „To tylko jedna noc, komu potrzebny tlen” – brzmiały jej słowa.
– Aria, teraz twoja kolej na przebranie się.
Włosy miałam już zrobione dzięki Stelli. Zupełnie nie przypominałam reszty rodziny o ciemnobrązowych włosach. Moje miały kolor platynowy, w odpowiednim świetle niemal biały. Idealnie pasowały do koloru mojej wilczycy. Były też niemal tak samo gęste i niesforne. Stella zaplotła je na prawą stronę i wpięła małe spinki z perłami. Miały opadać na moje prawe ramię. Skoczyłam do szafy i wyjęłam suknię. Trzymałam ją w pokrowcu, żeby się nie zakurzyła i żeby nie zjadły jej mole. Pobiegłam do łazienki, zrzuciłam luźną koszulę i dresy, w których chodziłam cały dzień.
Ta suknia była prawdopodobnie moim najlepszym dziełem. Wyglądałam w niej jak grecka bogini. Miała głęboki dekolt w sferze V, który równie nisko schodził na plecach. Materiał opinał moje ciało i mienił się, a dół sukni skroiłam w lekkie plisy, by nie krępował ruchów. Miała też dość wysokie rozcięcia na udach. Owszem, odsłaniała wszystkie moje blizny, ale do diabła, czułam się w niej świetnie. Zdecydowanie nie zyskałaby aprobaty ojca, co sprawiało mi ogromną satysfakcję. To będzie ostatni raz, kiedy kazał mi samej szyć sobie sukienkę.
Wyszłam z łazienki, poprawiając włosy na ramieniu, gdy usłyszałam dźwięk wypluwanej wody w kuchni.
– CHOLERA. – Stella oparła ręce na biodrach i zakołysała nimi. – Kto by pomyślał, że ukrywasz takie ciało pod tymi workowatymi spodniami i koszulami.
Jace, który wciąż kasłał po zachłyśnięciu się wodą, wykrztusił: – Nie ma mowy, żebyś w tym poszła.
Stella naskoczyła na niego. – A to niby dlaczego? Aria wygląda NIEZIEMSKO.
– Mamy tam znaleźć partnerki, a nie żebym musiał odganiać facetów kijem, bo moje dwie siostry wyglądają jak wyjęte z ich mokrych snów.
Zmarszczyłam nos. – Po pierwsze, nie jestem NICZYIM mokrym snem. A po drugie, wszyscy wiemy, jak ten wieczór się dla mnie skończy. Więc możesz skupić się na pilnowaniu Stelli.
Pokręcił głową, ale Stella pisnęła radośnie: – Spóźnimy się i mama nas ZABIJE. Jedźmy już!
Złapała mnie pod ramię i wyciągnęła z domu, a za nami szedł Jace, zamykając drzwi. Jego samochód był ładnym sedanem, na który sam zarobił, pracując u mechanika po szkole. Pomogłam Stelli upchnąć całą suknię na tylnym siedzeniu, a sama zajęłam miejsce z przodu.
– Kiedy ostatni raz siedziałaś z przodu?
Zachichotałam. – Nigdy?
Ruszyliśmy, a ja czułam, że on mi się przygląda; prosiłam już Nyx, żeby wycofała się na tę noc.
– Wiesz, że czuję, jak się gapisz?
Jace odchrząknął. – Przepraszam. Ale naprawdę wyglądasz dziś pięknie. Ta suknia… – zawahał się na moment – …pasuje do ciebie.
Uśmiechnęłam się, a Stella wychyliła się z tyłu. – PASUJE? Wygląda jak seksbomba. Cholerna grecka bogini. Powinnam była zmusić tatę, żeby kupił mi tę czerwoną. – Opadła na siedzenie, fukając pod nosem.
– Może następnym razem? – Jace zachichotał.
– Mam nadzieję, że nie będzie następnego razu.
To rozśmieszyło nas oboje. Podjechaliśmy pod parking zamku punktualnie o osiemnastej. Wspólnie z Jace’em musieliśmy pomagać Stelli wysiąść z auta. Weszliśmy do zamku, do głównej sali balowej, gdzie światła były przyćmione i grała muzyka. I tak oto noc się zaczęła.
















