Przytrzymuję jej drzwi, gdy docieramy na parter. — Będzie czekał na zewnątrz.
Spogląda na mnie. — Pan też nie wychodzi?
— Muszę zjechać piętro niżej. Tam zaparkowałem samochód.
— Oh. Dobrze. — Waha się. — Do zobaczenia jutro?
— Coś w tym stylu. Spieszę się, ale nie jestem kutasem. Nie na tyle, by dosłownie wyrzucać ją z budynku, nieważne jak bardzo potrzebuję, żeby już poszła. A zwlekam tylko po c
















