Zbywam jego obawy machnięciem ręki.
– Bywały gorsze małżeństwa z rozsądku, Witalij...
– O, więc teraz rozmawiamy o małżeństwie? – drwi. – Myślałem, że to nie wchodzi w grę.
– To dla pozoru – ucinam niecierpliwie. – Skoro robię z Jace’a swojego spadkobiercę, adopcja ma sens. Małżeństwo z jego matką ma sens. To pragmatyczne. Jestem, kurwa, pragmatyczny.
Dlaczego on nie widzi, jakie to jest, kurwa, i
















