Gdy zbliżamy się do Met, w jednej linii ustawia się legion luksusowych samochodów. Fotografowie tłoczą się wzdłuż czerwonego dywanu tuż przed eleganckim wejściem do muzeum, a światła fleszy błyskają co sekundę.
– O Boże – wzdycham, a niepokój dławi mnie w gardle. – Na bank rozbiję sobie tyłek na tych schodach.
Witalij Morozow puszcza do mnie uspokajająco oczko. – Mam cię. Nie martw się.
Kiedy nasz
















